Polityczna ruletka: Kto zabije smoka, sam staje się smokiem

Oceń materiał

Do wyborów parlamentarnych w 2027 roku zostało jeszcze sporo czasu. Przynajmniej tak może się wydawać wyborcy.

Dla polityków kampania zaczyna się jednak znacznie wcześniej.

Budowane są pozycje. Liczone szable. Sprawdzane nazwiska. Powstają nowe środowiska i sojusze, stare przyjaźnie przestają być potrzebne, a dotychczasowi przeciwnicy czasem odkrywają, że jednak wiele ich łączy.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Ludzie władzy dwoją się i troją.

Ludzie, którzy władzę chcą zdobyć – również.

Rozpoczyna się polityczna ruletka 2027.

A obywatel?

Obywatel ma na końcu postawić krzyżyk.

Pytanie tylko, ile będzie wiedział o ludziach, spośród których ma wybierać.

Każdy chce zabić smoka

Polityka od lat opowiada nam właściwie tę samą historię.

Przychodzą nowi i mówią, że trzeba odsunąć starych.

Bo zawiedli.

Bo stworzyli układ.

Bo zawłaszczyli państwo.

Bo obsadzili stanowiska swoimi.

Bo upartyjnili instytucje.

Bo zadłużyli kraj.

Bo nie słuchają obywateli.

Bo kłamią.

Bo dzielą Polaków.

My będziemy inni.

I wyborca kolejny raz dostaje opowieść o rycerzu, który przychodzi zabić smoka.

Tyle że później mijają cztery lata.

Rycerz otrzymuje gabinet, samochód, sekretariat, większość parlamentarną, stanowiska do obsadzenia, spółki, instytucje i cały aparat państwa.

I wtedy zaczyna się najciekawsza część tej historii.

Czy nadal chce walczyć ze smokiem?

Czy właśnie odkrył, że całkiem wygodnie siedzi się na jego miejscu?

Kto zabije smoka, sam może stać się smokiem

To nie jest opowieść o jednej partii.

I właśnie dlatego przed wyborami 2027 roku chcemy przyglądać się wszystkim.

Rządzącym i opozycji.

Prawicy, centrum i lewicy.

Starym partiom i nowym projektom politycznym.

Tym, którzy będą bronili władzy, i tym, którzy będą przekonywali Polaków, że przyszli ją odebrać.

Bo mechanizm pozostaje ten sam.

Kiedy polityk jest w opozycji, bardzo lubi jawność.

Chce komisji.

Chce dokumentów.

Domaga się odpowiedzi.

Liczy publiczne pieniądze.

Patrzy władzy na ręce.

Wskazuje nepotyzm.

Oburza się na partyjne nominacje.

Kiedy zdobywa władzę, te same pytania potrafią nagle stać się mniej wygodne.

Dlatego przed następnymi wyborami nie wystarczy zapytać:

kto obiecuje zabić smoka?

Trzeba sprawdzić również tych, którzy poprzedniego smoka już kiedyś zabijali.

Kampania zaczyna się przed kampanią

W 2027 roku zobaczymy billboardy, spoty, konwencje i wielkie hasła.

Ale prawdziwa walka zaczyna się wcześniej.

Trzeba znaleźć ludzi na listy.

Trzeba zbudować rozpoznawalność.

Trzeba zdecydować, kto dostanie dobre miejsce, a kto będzie jedynie dostarczał głosów liście.

Trzeba szukać lokalnych liderów.

Samorządowców.

Burmistrzów.

Wójtów.

Starostów.

Radnych.

Przedsiębiorców.

Działaczy społecznych.

Ludzi znanych w swoich miejscowościach.

I dlatego politykę krajową warto obserwować również z perspektywy powiatów i gmin.

Warszawa nie produkuje wszystkich swoich polityków sama.

Ona bardzo często sprowadza ich z terenu.

Ktoś, kogo dzisiaj mieszkańcy znają jako burmistrza, starostę, radnego albo lokalnego działacza, jutro może zostać kandydatem do Sejmu lub Senatu.

I wtedy warto wiedzieć o nim trochę więcej niż to, co znajdzie się na wyborczej ulotce.

Obywatel zna nazwisko. Ale czy zna człowieka?

To będzie jedno z podstawowych pytań naszego cyklu.

Co naprawdę wiemy o ludziach, którym powierzamy władzę?

Jak głosowali?

Jak zmieniali poglądy?

Z jakimi środowiskami byli związani?

Czy przechodzili między partiami?

Jak zachowywali się wtedy, gdy sami sprawowali władzę?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Jak traktowali krytykę?

Co obiecywali w poprzednich kampaniach?

Co z tych obietnic zostało?

Jak wygląda ich działalność publiczna poza kilkoma miesiącami poprzedzającymi wybory?

Bo w kampanii każdy kandydat będzie chciał opowiedzieć własną historię.

My chcemy sprawdzić także jej wcześniejsze rozdziały.

Facebook pamięta kilka dni. Dokumenty znacznie dłużej

Polityka coraz częściej rozgrywana jest obrazem.

Zdjęcie.

Krótki film.

Mocne zdanie.

Oburzenie.

Konflikt.

Uśmiechnięty kandydat na rynku.

Kilkaset komentarzy.

Kilka tysięcy wyświetleń.

I następny temat.

W tym tempie bardzo łatwo zgubić pamięć.

A polityka bez pamięci jest wyjątkowo wygodna dla polityków.

Dlatego będziemy wracać.

Do wypowiedzi.

Do głosowań.

Do deklaracji.

Do dokumentów.

Do wcześniejszych kampanii.

Do obietnic.

Do politycznych transferów i sojuszy.

Nie po to, żeby wskazać czytelnikowi, na kogo ma głosować.

Po to, żeby wiedział, na kogo głosuje.

To ogromna różnica.

Dolny Śląsk też będzie miał swoją ruletkę

Wybory parlamentarne rozgrywają się w całym kraju, ale kandydaci nie pojawiają się znikąd.

Dlatego będziemy szczególnie uważnie obserwować Dolny Śląsk i ludzi, którzy mogą znaleźć się na listach wyborczych w naszym regionie.

Kto buduje swoją pozycję?

Kto szuka politycznego zaplecza?

Kto może przesiąść się z samorządu do polityki parlamentarnej?

Kto będzie walczył o dobre miejsce na liście?

Kto z kim może stworzyć koalicję?

A kto dzisiaj deklaruje polityczną niezależność, lecz za kilkanaście miesięcy może stanąć pod partyjnym szyldem?

Nie będziemy wróżyć.

Będziemy sprawdzać.

Bo „Polityczna ruletka” nie ma być politycznym horoskopem.

Ma być kroniką tego, jak przed wyborami układane są pionki.

Nie powiemy ci, na kogo głosować

To najważniejsza zasada tego cyklu.

Nie będziemy wybierać za czytelnika.

Nie będziemy prowadzić kampanii żadnej partii.

Nie będziemy też zakładać, że ktoś jest dobrym kandydatem tylko dlatego, że deklaruje walkę z tymi, którzy obecnie rządzą.

Zmiana sama w sobie nie jest jeszcze wartością.

Wartością jest jakość tej zmiany.

Dlatego będziemy przedstawiać fakty, dokumenty, wcześniejsze decyzje, głosowania, wypowiedzi i polityczne życiorysy.

A ocenę pozostawimy wyborcy.

Zanim zakręci się ruletka

W dniu wyborów wszystko będzie wyglądało bardzo prosto.

Karta.

Nazwiska.

Kratka.

Długopis.

Jeden znak „X”.

Ale za każdym nazwiskiem będą lata decyzji, sojuszy, konfliktów, interesów, sukcesów, porażek i deklaracji.

Chcemy je przypominać, zanim przykryją je wyborcze plakaty.

Bo największym problemem demokracji nie jest to, że politycy chcą zdobyć władzę.

Od tego jest polityka.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy wyborca ma zdecydować, komu ją powierzyć, znając przede wszystkim historię przygotowaną przez sztab wyborczy.

Dlatego zaczynamy wcześniej.

Przed billboardami.

Przed konwencjami.

Przed wielkimi obietnicami.

Przed momentem, w którym każdy kandydat ponownie zostanie pogromcą smoków.

Polityczna ruletka 2027 rusza.

Będziemy patrzeć, kto ustawia się przy stole.

Kto zmienia miejsce.

Kto z kim zawiera sojusz.

Kto próbuje wrócić.

Kto dopiero wchodzi do gry.

I przede wszystkim – co robił wcześniej, zanim poprosił nas o głos.

Bo w polityce wielu obiecywało, że zabije smoka.

Historia zaczyna się robić naprawdę interesująca dopiero wtedy, gdy sprawdzimy, kim pogromca smoka staje się po zdobyciu władzy.

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.