Jeszcze w naszym poprzednim materiale najważniejsze pytanie brzmiało: dlaczego Przemysław Kral po zaginięciu Sylwestra Suszka przelewał pieniądze Lukasowi R. ps. „Ramzes”?
To pytanie nadal pozostaje bez odpowiedzi.
Ale przez kilka kolejnych dni śledztwo Zondacrypto wykonało następny duży krok.
Tym razem w centrum nie znalazł się polityk, sponsorowany sportowiec ani człowiek z biznesowego otoczenia giełdy.
Znalazł się tam były policjant zajmujący się cyberprzestępczością, który później został dyrektorem bezpieczeństwa BitBay i Zondacrypto.
Artur K. został zatrzymany, usłyszał zarzuty, a sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.
I właśnie jego historia może okazać się jednym z ważniejszych elementów całej układanki.
Bo prowadzi jednocześnie do policji, giełdy, banków, Ministerstwa Finansów, procesu legislacyjnego i milionów należących do klientów.
Policjant przechodzi do BitBay. Potem zostaje podejrzanym
22 września funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymali Artura K.
Prokuratura Krajowa potwierdziła, że zatrzymanie nastąpiło w ramach tego samego postępowania, które obejmuje zarówno działalność Zondacrypto, jak i bezprawne pozbawienie wolności Sylwestra Suszka.
Artur K. wcześniej pracował w policji, zajmując się cyberprzestępczością. Po odejściu ze służby został człowiekiem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo BitBay, a następnie Zondacrypto.
Dziś znajduje się po drugiej stronie postępowania.
Prokuratura zarzuca mu udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz działania związane m.in. z wyrządzeniem operatorom giełdy szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, pomocnictwem do przywłaszczenia mienia, oszustwem komputerowym i praniem pieniędzy.
Artur K. nie przyznał się do zarzutów.
24 września Sąd Rejonowy Katowice-Wschód uwzględnił wniosek prokuratury i zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.
To nie przesądza jego winy.
Pokazuje jednak, jak poważnie organy ścigania traktują zgromadzony materiał.
7,8 miliona złotych. I 3900 bitcoinów
Wraz z zarzutami pojawiły się pierwsze konkretne liczby.
Według prokuratury mechanizm miał obejmować tworzenie fikcyjnych wierzytelności oraz przywłaszczenie środków powierzonych przez użytkowników giełdy w wysokości co najmniej 7,8 mln zł.
Jeszcze większe znaczenie może mieć jednak drugi element.
Śledczy zarzucają udział w operacji dotyczącej 3900 bitcoinów, które miały zostać przekazane podmiotowi trzeciemu jako zabezpieczenie pożyczki.
3900 BTC.
To już nie jest księgowy drobiazg ani kilkumilionowy transfer, który może zniknąć wśród tysięcy operacji giełdy.
To operacja, którą trzeba dokładnie odtworzyć.
Kto otrzymał bitcoiny?
Jaka pożyczka została nimi zabezpieczona?
Kto był jej beneficjentem?
Kto podjął decyzję o wykorzystaniu aktywów?
Do kogo faktycznie należały te kryptowaluty?
I gdzie znajduje się dziś 3900 BTC?
Odpowiedzi na te pytania mogą powiedzieć o mechanizmie funkcjonowania Zondacrypto więcej niż dziesiątki politycznych konferencji prasowych.
Człowiek od bezpieczeństwa miał nie pilnować bezpieczeństwa
Jest jeszcze jeden paradoks tej historii.
Artur K. odpowiadał w BitBay/Zondacrypto właśnie za bezpieczeństwo.
Tymczasem prokuratura zarzuca mu niedopełnianie obowiązków związanych m.in. z weryfikacją uczestników transakcji, badaniem legalności przepływów finansowych oraz przestrzeganiem procedur przeciwdziałania praniu pieniędzy.
Prokurator generalny Waldemar Żurek nazwał to publicznie „sabotażem procedur bezpieczeństwa”.
To określenie jest komentarzem Żurka, a nie rozstrzygnięciem sądu.
Sam zarzut dotyczący niedopełnienia obowiązków jest jednak elementem postępowania.
I tutaj pojawia się znacznie ważniejsze pytanie:
czy system bezpieczeństwa Zondacrypto był po prostu nieskuteczny, czy według śledczych miał być nieskuteczny?
To zasadnicza różnica.
Były policjant jako przepustka do świata instytucji
Po zatrzymaniu Artura K. zaczęły wypływać dokumenty pokazujące jeszcze jeden wymiar jego działalności.
Nie był wyłącznie człowiekiem siedzącym przed monitorami i pilnującym cyberbezpieczeństwa giełdy.
Występował jako Head of Security Zondacrypto, utrzymywał kontakty ze środowiskiem bankowym i uczestniczył w szkoleniach dotyczących kryptowalut, oszustw oraz przeciwdziałania praniu pieniędzy.
Według ujawnionej korespondencji był także osobą kontaktową w relacjach ze Związkiem Banków Polskich.
I tu zaczyna się kolejny interesujący wątek.
Zondacrypto, ZBP i ustawa
29 lutego 2024 roku prawnik Związku Banków Polskich zwrócił się do Przemysława Krala o uwagi dotyczące projektu ustawy regulującej rynek kryptoaktywów.
Kral przesłał swoje propozycje.
Artur K. znajdował się w kopii korespondencji.
Następnie ZBP przekazał Ministerstwu Finansów własne uwagi, wśród których znalazły się również propozycje pochodzące od przedstawicieli Zondacrypto.
Artur K. otrzymał też zaproszenie dotyczące konferencji uzgodnieniowej organizowanej przez Ministerstwo Finansów.
Nie oznacza to, że Artur K. „napisał ustawę”.
Nie oznacza również, że Zondacrypto kontrolowała proces legislacyjny.
Pokazuje natomiast coś innego:
firma potrafiła docierać ze swoimi stanowiskami do instytucji uczestniczących w procesie tworzenia regulacji rynku, a były policjant i późniejszy dyrektor bezpieczeństwa giełdy znajdował się w tym obiegu informacji.
Dziś ten sam człowiek siedzi w areszcie jako podejrzany w śledztwie dotyczącym działalności giełdy.
To fakt, którego nie da się już sprowadzić do politycznego sporu PiS–KO.
Ministerstwo Finansów: kontakty były, ale jedna data się nie zgadza
Pojawił się również interesujący problem z wcześniejszymi wypowiedziami premiera Donalda Tuska.
Premier mówił w Sejmie o spotkaniu przedstawicieli BitBay w Ministerstwie Finansów 28 kwietnia 2018 roku.
Dokumentacja resortu ujawniona przez TVN24 nie potwierdziła jednak tego konkretnego spotkania.
Nie oznacza to, że BitBay nie kontaktował się z Ministerstwem Finansów.
Wręcz przeciwnie.
Dokumenty mają potwierdzać serię innych spotkań przedstawicieli branży kryptowalutowej z resortem, w tym ludzi związanych z BitBay/Zondacrypto.
Dlatego nie można uczciwie napisać ani: „Tusk udowodnił spotkanie”, ani: „Tusk zmyślił kontakty”.
Stan wiedzy jest bardziej skomplikowany:
konkretnego spotkania wskazanego przez premiera nie odnaleziono w dokumentacji resortu, ale inne kontakty przedstawicieli BitBay/Zondacrypto z Ministerstwem Finansów są udokumentowane.
To kolejny przykład pokazujący, dlaczego w tej aferze trzeba oddzielać dokument od politycznej interpretacji.
A potem pojawił się Cypr
24 września „Rzeczpospolita” ujawniła kolejny fragment historii.
Zondacrypto przygotowywała się do uzyskania na Cyprze licencji zgodnej z unijnym rozporządzeniem MiCA.
Taka licencja dawałaby możliwość świadczenia usług na rynku kryptoaktywów w Unii Europejskiej.
Sprawa była zaawansowana.
Według ustaleń gazety do siedziby cypryjskiego regulatora CySEC poleciała dziesięcioosobowa grupa kierownicza Zondacrypto, w tym Przemysław Kral, dyrektor ds. zgodności Dawid Sendecki i jeden z założycieli BitBay Jacek Rogoż.
Zondacrypto przygotowała w tym celu również specjalną spółkę BB Trade Cyprus Limited.
Według źródeł „Rzeczpospolitej” po uzyskaniu licencji firma miała mieć zapewnione co najmniej 100 mln zł nowego kapitału od inwestorów.
Tego ostatniego elementu nie traktujemy jednak jako oficjalnie potwierdzonego przez regulatora.
KNF i ABW interweniują
Najważniejszy jest inny fragment tej historii.
Komisja Nadzoru Finansowego potwierdziła „Rzeczpospolitej”, że kontaktowała się z zagranicznymi organami nadzoru w sprawie statusu regulacyjnego Zondacrypto.
Według ustaleń gazety polskie instytucje — w tym KNF i ABW — przekazały stronie cypryjskiej informacje związane z ustaleniami śledztwa.
Ostatecznie CySEC licencji nie wydał.
Trzeba jednak bardzo uważać z określeniem „zablokowali licencję”.
Cypryjski regulator nie przedstawił publicznie uzasadnienia pozwalającego stwierdzić, że wyłączną przyczyną niewydania zezwolenia była interwencja polskich służb.
Potwierdzone jest natomiast, że KNF przekazywała informacje zagranicznym regulatorom dotyczące Zondacrypto.
To ważne również w kontekście polskiej ustawy.
KNF sama przypominała w czerwcu, że wskutek braku wejścia w życie krajowej ustawy wdrażającej MiCA żaden polski organ — poza szczególnymi wyjątkami — nie został wyznaczony jako właściwy nadzorca rynku objętego rozporządzeniem.
Powstał więc paradoks.
Polska nie miała jeszcze pełnego krajowego systemu nadzoru wynikającego z MiCA, a jednocześnie polskie instytucje musiały interweniować u regulatora innego państwa UE.
A co z Piesiewiczem i PKOl?
Tu nie nastąpił przełom porównywalny z zatrzymaniem Artura K.
Radosław Piesiewicz pozostaje w tymczasowym areszcie. Sąd Okręgowy w Katowicach utrzymał wcześniejszą decyzję sądu rejonowego.
Prokuratura nadal zarzuca mu płatną protekcję oraz działania dotyczące zaspokojenia części wierzycieli Zondacrypto z pokrzywdzeniem pozostałych.
Piesiewicz nie przyznaje się do winy.
Wcześniej śledczy weszli również do pomieszczeń PKOl i zabezpieczyli dokumentację mogącą mieć znaczenie dowodowe.
Od naszego poprzedniego artykułu nie pojawił się jednak nowy zarzut wobec Piesiewicza ani nowe zatrzymanie dotyczące władz PKOl.
Moskal, Nawrocki, Republika — na razie bez nowego przełomu
W politycznej części afery trwa ogromna liczba komentarzy.
Nie oznacza to równie dużej liczby nowych faktów.
Nie pojawił się od naszego poprzedniego materiału nowy zarzut wobec Michała Moskala.
Nie pojawił się dowód pozwalający stwierdzić, że prezydent Karol Nawrocki podejmował decyzje dotyczące ustawy o kryptoaktywach w wyniku działań Zondacrypto.
Nie pojawił się również nowy zarzut karny wobec ludzi Telewizji Republika w związku z ujawnionymi wcześniej relacjami z Przemysławem Kralem.
Są kontakty.
Są dokumenty.
Są przepływy finansowe.
Są polityczne decyzje.
Ale nie wolno wstawiać znaku równości między nimi bez dowodu pokazującego mechanizm wpływu.
Jest jeszcze jedna ogromna zagadka: gdzie są aktywa?
I tutaj dochodzimy do informacji, która może okazać się ważniejsza dla klientów Zondacrypto niż wszystkie polityczne nazwiska razem wzięte.
Według danych z dokumentacji upadłościowej przywołanych przez „Rzeczpospolitą”, w bilansie z 5 marca 2026 roku wykazywano około 343,8 mln euro w kryptowalutach.
Pół roku później syndyk miał nie odnaleźć już tych kryptowalut.
Równie zastanawiająco wygląda gotówka.
Według tych samych informacji jej poziom miał spaść z około 21,3 mln euro w sierpniu 2025 roku do około 400 tys. euro w marcu 2026 roku.
Jeżeli te wartości zostaną potwierdzone w materiale postępowania, pytanie nie będzie już brzmiało:
czy Zondacrypto miała problemy finansowe?
Pytanie będzie znacznie prostsze:
gdzie są pieniądze i kryptowaluty?
Co więc zmieniło się od naszego ostatniego artykułu?
Bardzo dużo.
Mamy kolejnego podejrzanego.
Ale nie jest to kolejny przypadkowy człowiek z otoczenia giełdy.
To były policjant zajmujący się cyberprzestępczością, który później został dyrektorem bezpieczeństwa BitBay/Zondacrypto.
Mamy jego tymczasowe aresztowanie.
Mamy zarzuty dotyczące grupy przestępczej.
Mamy co najmniej 7,8 mln zł.
Mamy 3900 bitcoinów.
Mamy pytania o procedury AML.
Mamy udokumentowane kontakty ze środowiskiem bankowym.
Mamy udział ludzi Zondacrypto w konsultowaniu regulacji rynku.
Mamy kontakty z Ministerstwem Finansów.
I wreszcie mamy próbę zdobycia licencji MiCA na Cyprze oraz potwierdzoną interwencję polskich instytucji u zagranicznych regulatorów.
To już nie wygląda wyłącznie jak historia giełdy kryptowalut, która straciła płynność.
Coraz ważniejsze staje się pytanie o system, który przez lata pozwalał tej firmie funkcjonować, zdobywać wiarygodność, wchodzić do instytucji, sponsorować sport i wydarzenia, uczestniczyć w dyskusjach o regulacjach oraz obracać ogromnymi aktywami.
Ale nadal trzeba zachować najważniejszą granicę.
Nie wiemy, czy kontakty instytucjonalne były elementem przestępczego mechanizmu.
Nie wiemy, gdzie znajduje się 3900 BTC.
Nie wiemy, co stało się z aktywami wykazywanymi w bilansach.
Nie wiemy, za co Kral płacił „Ramzesowi”.
Nie wiemy, co dokładnie stało się z Sylwestrem Suszkiem.
I nie mamy dowodu, że politycy, którzy pojawiają się wokół Zondacrypto, wiedzieli o przestępczym procederze przypisywanym dziś części ludzi związanych z giełdą.
Jedno natomiast wiemy już na pewno:
śledztwo weszło do środka Zondacrypto.
Nie bada już wyłącznie ludzi, którzy dostawali od niej pieniądze, zegarki, sponsoring albo spotykali się z jej przedstawicielami.
Prokuratura zaczyna rekonstruować, jak działał sam mechanizm finansowy i bezpieczeństwa giełdy.
I właśnie tam mogą znajdować się odpowiedzi na najważniejsze pytania tej afery.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.






