Polski drób i jaja mogą ponownie trafiać do Zjednoczonych Emiratów Arabskich z całego kraju. Emiraty zniosły ograniczenia obejmujące trzynaście województw. Dla jednej z najważniejszych gałęzi polskiego eksportu żywnościowego to dobra wiadomość, ale również przypomnienie, jak mocno handel produktami pochodzenia zwierzęcego zależy dziś od sytuacji epidemiologicznej i decyzji administracyjnych podejmowanych tysiące kilometrów od polskich ferm.
Na pierwszy rzut oka komunikat jest prosty: Zjednoczone Emiraty Arabskie zniosły ograniczenia dotyczące importu polskiego mięsa drobiowego, produktów drobiowych oraz jaj konsumpcyjnych.
Znaczenie tej decyzji jest jednak większe niż samo dopisanie kolejnego kraju do listy dostępnych rynków.
ZEA nie otwierają bowiem rynku dla Polski od początku. Przywracają pełny dostęp do niego po ograniczeniach związanych z wysoce zjadliwą grypą ptaków HPAI.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się gospodarczo ciekawsza część tej historii.
Czytaj dalej
Powiązany temat
Trzynaście województw wraca do gry
Decyzja strony emirackiej dotyczy województw:
mazowieckiego, kujawsko-pomorskiego, zachodniopomorskiego, dolnośląskiego, lubuskiego, lubelskiego, wielkopolskiego, warmińsko-mazurskiego, opolskiego, pomorskiego, łódzkiego, podlaskiego i śląskiego.
Po zniesieniu restrykcji mięso drobiowe, produkty z drobiu oraz jaja konsumpcyjne mogą być eksportowane do ZEA z całego terytorium Polski.
To ważne także dla Dolnego Śląska, który znalazł się wśród województw objętych właśnie zniesionymi ograniczeniami.
Informację o decyzji władz ZEA Ambasada RP w Abu Zabi przekazała 1 października. Dzień później poinformował o niej Główny Inspektorat Weterynarii. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi szerzej przedstawiło sprawę 6 października.
Najpierw trzeba było odzyskać status kraju wolnego od HPAI
Problemem nie była jakość handlowa polskiego mięsa czy brak zainteresowania ze strony odbiorców. Kluczowe były przepisy sanitarne związane z grypą ptaków.
Polska odzyskała status kraju wolnego od wysoce zjadliwej grypy ptaków u drobiu latem tego roku. Na początku sierpnia Główny Lekarz Weterynarii złożył odpowiednią deklarację do Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt, a 6 sierpnia poinformowano o jej publikacji przez WOAH.
To jednak jeszcze nie oznacza, że wszystkie kraje automatycznie przywracają import.
Każdy z partnerów handlowych może stosować własne procedury i musi formalnie zaakceptować zmianę sytuacji epidemiologicznej. Dlatego po odzyskaniu statusu zaczyna się drugi etap: dyplomacja weterynaryjna.
W przypadku Emiratów trwał on długo.
Ministerstwo Rolnictwa podaje, że działania na rzecz zniesienia ograniczeń prowadzone były od września 2024 roku. Zaangażowane były resort rolnictwa, Główny Inspektorat Weterynarii oraz Ambasada RP w Abu Zabi.
Dopiero teraz udało się doprowadzić do pełnego zniesienia restrykcji.
Dla drobiarstwa to więcej niż jeden dodatkowy odbiorca
Zjednoczone Emiraty Arabskie nie są największym rynkiem polskiej żywności. Nie należy więc przedstawiać tej decyzji tak, jakby nagle otwierała się przed polskimi producentami gospodarcza żyła złota.
Jej znaczenie jest inne.
Polska jest dużym producentem i eksporterem drobiu, dlatego dla branży bardzo ważna jest możliwość sprzedaży na wielu rynkach równocześnie. Im większa liczba dostępnych kierunków, tym mniejsza zależność producentów od jednego regionu czy grupy odbiorców.
To szczególnie istotne w sytuacji, gdy pojawienie się choroby zakaźnej może błyskawicznie spowodować zamknięcie części rynków poza Unią Europejską.
Eksport staje się więc nie tylko wyścigiem o cenę i jakość. Jest także wyścigiem administracyjnym: o świadectwa weterynaryjne, uzgodnienia sanitarne, regionalizację ognisk choroby i uznawanie przez państwa trzecie polskiego systemu kontroli.
ZEA kupują od Polski znacznie więcej niż kurczaki
Warto również zachować proporcje.
W całym 2025 roku Polska wyeksportowała do Zjednoczonych Emiratów Arabskich produkty rolno-spożywcze o wartości około 152 mln euro.
Wśród najważniejszych towarów znajdowały się pieczywo i wyroby cukiernicze, tytoń, syropy cukrowe, czekolada i produkty zawierające kakao, a także mięso i jadalne podroby drobiowe.
Od stycznia do lipca 2026 roku wartość eksportu rolno-spożywczego do ZEA wyniosła ponad 66 mln euro. W strukturze sprzedaży dominowały w tym okresie m.in. tytoń, produkty piekarnicze, gofry i wafle, syropy cukrowe, przetwory kakaowe, sery oraz wyroby cukiernicze.
Dla porównania cały polski eksport rolno-spożywczy w 2025 roku osiągnął rekordowe 58,4 mld euro.
ZEA odpowiadały więc za około 0,26 proc. jego wartości.
To pokazuje właściwą skalę: Emiraty nie są dla polskiego rolnictwa rynkiem porównywalnym z największymi odbiorcami europejskimi. Są natomiast wartościowym i zamożnym kierunkiem pozaunijnym, a obecność na takich rynkach pozwala stopniowo dywersyfikować eksport.
Poza Unią sprzedajemy coraz więcej
Ten element może z czasem nabierać jeszcze większego znaczenia.
W pierwszym półroczu 2026 roku Polska sprzedała za granicę produkty rolno-spożywcze o wartości około 29 mld euro. Nadal zdecydowanie dominowała Unia Europejska, która odpowiadała za około 74 proc. eksportu.
Jednocześnie sprzedaż na rynki pozaunijne wzrosła o około 6 proc. i osiągnęła 7,5 mld euro.
Właśnie dlatego takie decyzje jak ta podjęta przez Zjednoczone Emiraty Arabskie mają znaczenie wykraczające poza jeden kontrakt czy jedną partię mięsa.
Każdy dodatkowy rynek zmniejsza koncentrację eksportu.
Jest jednak jedno „ale”
Zniesienie ograniczeń nie oznacza jeszcze, że od jutra do Emiratów popłyną lub polecą ogromne ilości polskiego drobiu.
Otwarcie rynku oznacza przede wszystkim usunięcie bariery administracyjnej.
Później zaczyna się zwykły biznes: trzeba znaleźć odbiorcę, wygrać ceną, spełnić wymagania weterynaryjne i jakościowe, zapewnić logistykę oraz konkurować z producentami z innych krajów.
Do tego dochodzi ryzyko kolejnych ognisk chorób zakaźnych.
Historia HPAI pokazuje, że dostęp do rynku eksportowego nie jest prawem nabytym raz na zawsze. Może zostać ograniczony praktycznie z dnia na dzień, a jego odbudowanie potrafi trwać miesiącami.
Dobra wiadomość, ale warto czytać ją bez fanfar
Minister rolnictwa Stefan Krajewski przedstawia decyzję jako kolejny efekt działań na rzecz otwierania zagranicznych rynków dla polskiej żywności.
I rzeczywiście — dla producentów oraz eksporterów drobiu jest to korzystna wiadomość.
Najważniejsze jest jednak coś więcej.
Polska odzyskała możliwość sprzedaży produktów drobiowych na kolejnym rynku pozaunijnym, a jednocześnie udało się doprowadzić do uznania przez ZEA poprawy sytuacji epidemiologicznej w kraju.
W handlu żywnością właśnie takie pozornie techniczne decyzje często rozstrzygają, czy produkt może przekroczyć granicę.
Bo można produkować dużo, dobrze i konkurencyjnie. Ale kiedy brakuje odpowiedniego świadectwa albo pojawia się zakaz sanitarny, nawet najlepszy kurczak świata pozostaje w domu.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.
