Piekarnia z karą przekraczającą 40 tysięcy złotych, warzywniak z rachunkiem na ponad 38 tysięcy i restauracja, której właściciele mówią o zobowiązaniach sięgających niemal miliona złotych. Warszawskie spory o szyldy odsłaniają problem znacznie poważniejszy niż estetyka miejskich ulic. Gdzie kończy się egzekwowanie prawa, a zaczyna administracyjna sankcja, której ciężar może przekroczyć możliwości finansowe przedsiębiorcy?
Dwa centymetry, które kosztują fortunę
Na warszawskim Mokotowie działa niewielka piekarnia „Galeria Smaku”. Lokal przy ulicy Domaniewskiej 17/19a nie jest wielką siecią handlową ani przedsiębiorstwem dysponującym milionowym budżetem reklamowym. To jeden z tych punktów, do których mieszkańcy zaglądają po pieczywo, drożdżówkę czy codzienne zakupy.
Nad witryną znajdował się szyld. Według relacji właścicielki, Katarzyny Górnich-Czyżewskiej, został zamocowany z wykorzystaniem piankowych podkładek wyrównujących nierówności elewacji. W rezultacie miał wystawać o około dwa centymetry poza dopuszczalną granicę.
Dwa centymetry. Mniej niż szerokość dwóch palców.
W 2023 roku Zarząd Dróg Miejskich przeprowadził kontrolę po zgłoszeniu dotyczącym reklam przy tej nieruchomości. Ustalono, że szyld zajmował przestrzeń pasa drogowego bez wymaganego zezwolenia.
Konsekwencją stała się kara finansowa. W publicznych relacjach pojawiają się dwie kwoty: około 36 tysięcy złotych wskazywane przez ZDM oraz ponad 41 tysięcy złotych, o których mówi przedsiębiorczyni. Różnica może wynikać z dodatkowych należności, ale bez pełnego rozliczenia nie można tego przesądzić.
Właścicielka twierdzi, że po otrzymaniu informacji o naruszeniu usunęła podkładki i poprawiła mocowanie reklamy. Nie oznaczało to jednak automatycznego anulowania należności za wcześniejszy okres.
Sprawa nabrała dramatycznego wymiaru, gdy przedsiębiorczyni poinformowała o zajęciu środków na rachunku firmowym.
ZDM utrzymuje, że działał na podstawie obowiązujących przepisów i informował o konieczności usunięcia nieprawidłowości. Po nagłośnieniu historii przedstawiciele zarządu zapowiedzieli ponowne przeanalizowanie dokumentacji oraz poszukiwanie rozwiązania, które nie doprowadzi do zamknięcia piekarni.
To ważna deklaracja. Nie jest jednak równoznaczna z uchyleniem decyzji ani umorzeniem kary.
I właśnie w tym miejscu historia niewielkiego sklepu przestaje być wyłącznie lokalną interwencją.
Staje się pytaniem o sposób działania państwa wobec obywatela.
Wynajęła powierzchnię reklamową. Czy mogła wiedzieć, że narusza prawo?
W sprawie piekarni pojawia się okoliczność, która zasługuje na szczególną uwagę.
Według właścicielki umowa ze spółdzielnią mieszkaniową obejmowała nie tylko lokal, ale również możliwość korzystania z powierzchni reklamowej nad witryną.
Przedsiębiorca, który wynajmuje lokal handlowy, może więc znajdować się w przekonaniu, że ma prawo oznaczyć miejsce prowadzenia działalności.
Tymczasem zgoda właściciela budynku i zezwolenie na zajęcie pasa drogowego to dwie odrębne kwestie.
Spółdzielnia może wyrazić zgodę na zamontowanie szyldu na elewacji, ale nie może samodzielnie udzielić zezwolenia na zajęcie przestrzeni należącej do pasa drogowego.
Powstają pytania: czy wynajmujący znał przebieg granicy pasa drogowego? Czy poinformował najemcę o konieczności uzyskania dodatkowego zezwolenia? Czy w dokumentacji budynku istniały informacje pozwalające ustalić dopuszczalny sposób montażu?
Nie znamy odpowiedzi.
Nie można również automatycznie przerzucać odpowiedzialności na spółdzielnię. Możliwe znaczenie umowy najmu i ewentualnych roszczeń cywilnych wymaga osobnej analizy.
Jednak z perspektywy zwykłego przedsiębiorcy sytuacja wygląda paradoksalnie: płaci za korzystanie z powierzchni reklamowej, a następnie dowiaduje się, że jej wykorzystanie może rodzić kolejne obowiązki administracyjne.
Warzywniak za 38 tysięcy. Restauracja za niemal milion
Piekarnia nie jest jedynym przypadkiem opisanym w ostatnich dniach.
W materiale interwencyjnym Kanału Zero przedstawiono również historię właściciela warzywniaka, który miał otrzymać karę przekraczającą 38 tysięcy złotych.
Jeszcze większe emocje wywołuje sprawa restauracji przy placu Bankowym.
Jej przedstawiciele twierdzą, że łączna wartość kar za zajęcie pasa drogowego osiągnęła około 780 tysięcy złotych, a wraz z odsetkami zobowiązania zbliżyły się do miliona. Według ich relacji w toku egzekucji zajęto około 340 tysięcy złotych.
To kwoty, które mogą zachwiać płynnością nawet znacznie większego przedsiębiorstwa.
Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że są to informacje pochodzące z relacji zainteresowanych stron. Bez wglądu w decyzje administracyjne nie wiadomo, jakie dokładnie elementy reklamy lub infrastruktury objęto postępowaniem, ile było decyzji, jak długi okres uwzględniono i w jaki sposób obliczono należności.
Nie można więc traktować wszystkich trzech historii jako identycznych przypadków prawnych.
Łączy je natomiast wspólny mechanizm: administracyjne kary, których wysokość rośnie wraz z czasem trwania nieuprawnionego zajęcia pasa drogowego.
A to prowadzi do pytania, skąd właściwie biorą się takie sumy.
Jak dwa centymetry zamieniają się w dziesiątki tysięcy złotych?
Podstawą prawną jest art. 40 ustawy o drogach publicznych.
Przepis przewiduje obowiązek uzyskania zezwolenia na zajęcie pasa drogowego w określonych celach, w tym na umieszczenie reklamy. Jeżeli zajęcie następuje bez wymaganej zgody, zarządca drogi wymierza administracyjną karę pieniężną.
Jej wysokość wynosi dziesięciokrotność opłaty, którą należałoby uiścić za legalne zajęcie pasa drogowego.
Istotne jest jednak to, że pas drogowy nie kończy się na powierzchni chodnika. Obejmuje także przestrzeń nad nim, w granicach określonych przepisami.
Oznacza to, że szyld przymocowany do elewacji budynku może znaleźć się w pasie drogowym, mimo że nie stoi na chodniku, nie utrudnia przejścia i nie ogranicza widoczności kierowcom.
Dla urzędu decydujące znaczenie może mieć nie to, czy reklama faktycznie przeszkadza przechodniom, ale czy została umieszczona w przestrzeni pasa drogowego bez zezwolenia.
Mechanizm naliczania kary można przedstawić następująco:
Powierzchnia reklamy × stawka dzienna × liczba dni × 10.
Przykładowo, przy hipotetycznej powierzchni jednego metra kwadratowego, stawce pięciu złotych dziennie i okresie 365 dni, kara wyniosłaby 18 250 złotych.
Po dwóch latach byłoby to już 36 500 złotych.
To wyłącznie przykład matematyczny, a nie wyliczenie dotyczące warszawskiej piekarni. Rzeczywista wysokość należności zależy od obowiązujących stawek, prawidłowo ustalonej powierzchni reklamy, okresu naruszenia i innych okoliczności przewidzianych przepisami.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz.
Dwa centymetry wysunięcia szyldu nie oznaczają automatycznie, że kara jest liczona wyłącznie od dwucentymetrowego fragmentu. Ustawa przewiduje szczególne zasady obliczania powierzchni reklam.
Dlatego w każdej takiej sprawie niezwykle ważne są dokumentacja pomiarowa, ustalenie granic pasa drogowego i sposób obliczenia należności.
Bez tych danych nie sposób przesądzić, czy konkretna kara została wymierzona prawidłowo.
Urząd wiedział, przedsiębiorca nie wiedział? Spór o korespondencję
Jednym z najważniejszych elementów sprawy piekarni jest przebieg postępowania administracyjnego.
Przedsiębiorczyni twierdzi, że informacje o naruszeniu nie docierały do niej w sposób pozwalający odpowiednio wcześnie zareagować. W doniesieniach pojawia się kwestia kierowania korespondencji pod niewłaściwy adres.
ZDM przedstawia odmienne stanowisko, wskazując, że informował o kontroli i wzywał do usunięcia nieprawidłowości.
Nie znamy pełnych akt postępowania, dlatego nie można dziś rozstrzygnąć, która relacja odpowiada rzeczywistemu przebiegowi doręczeń.
Można natomiast wskazać zasadniczy problem.
Jeżeli administracja stwierdza naruszenie, a kara rośnie wraz z upływem kolejnych dni, moment skutecznego poinformowania strony może mieć ogromne znaczenie dla praktycznej możliwości ograniczenia strat.
W tej sprawie należałoby ustalić datę pierwszej kontroli, datę wszczęcia postępowania, adresatów korespondencji, daty skutecznych doręczeń oraz moment usunięcia nieprawidłowości.
Nie chodzi o to, by zwalniać przedsiębiorców z obowiązku przestrzegania przepisów.
Chodzi o pytanie, czy sposób prowadzenia postępowania rzeczywiście umożliwiał im szybkie zakończenie naruszenia.
Bo czym innym jest kara za świadome ignorowanie obowiązku przez wiele miesięcy, a czym innym sytuacja, w której przedsiębiorca dowiaduje się o problemie dopiero wtedy, gdy należność osiąga rozmiary zagrażające działalności.
Prawo nie zawsze rozróżnia te przypadki tak, jak oczekiwałaby tego społeczna intuicja.
Czy urząd może odstąpić od kary?
W dyskusji o warszawskich szyldach pojawia się art. 189f Kodeksu postępowania administracyjnego.
Przepis przewiduje możliwość, a w określonych okolicznościach obowiązek, odstąpienia od nałożenia administracyjnej kary pieniężnej i poprzestania na pouczeniu. Jedną z przesłanek jest znikoma waga naruszenia połączona z zaprzestaniem naruszania prawa.
Nie oznacza to jednak, że każdy przedsiębiorca, który usunie nieprawidłowy szyld, automatycznie uniknie zapłaty.
Trzeba zbadać, czy przepisy ogólne o administracyjnych karach pieniężnych znajdują zastosowanie w konkretnym postępowaniu prowadzonym na podstawie ustawy o drogach publicznych oraz jakie znaczenie ma w tym zakresie orzecznictwo sądów administracyjnych.
Osobną kwestią jest możliwość ubiegania się o ulgę w spłacie już nałożonej należności.
To dwie różne sytuacje: zakwestionowanie samej kary i poszukiwanie sposobu wykonania istniejącego zobowiązania.
Nie można ich utożsamiać.
Zapowiedź warszawskiego ZDM, że ponownie przeanalizuje sprawę piekarni, daje przedsiębiorczyni nadzieję na rozwiązanie problemu. Nie przesądza jednak, jakie decyzje ostatecznie zapadną.
Europejski wymiar problemu. Czy kara może być nieproporcjonalna?
Warszawskie historie zbiegają się w czasie z ważną dyskusją prawną dotyczącą administracyjnych sankcji za reklamy.
12 października 2026 roku Naczelny Sąd Administracyjny skierował do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytania dotyczące proporcjonalności kar przewidzianych za naruszenie przepisów uchwały krajobrazowej.
Sprawa dotyczy Gdańska i innej podstawy prawnej niż warszawskie postępowania prowadzone przez ZDM.
Nie można więc twierdzić, że przyszłe rozstrzygnięcie TSUE automatycznie unieważni kary za zajęcie pasa drogowego.
Istota problemu jest jednak podobna.
Czy sankcja administracyjna może narastać do bardzo wysokiej kwoty bez wystarczającej możliwości uwzględnienia charakteru naruszenia, stopnia jego szkodliwości i sytuacji ukaranego?
Czy ustawowy automat naliczający należności zawsze zapewnia proporcjonalność?
I czy obywatel ma rzeczywistą możliwość skutecznego zakwestionowania decyzji, zanim jej wykonanie zagrozi jego działalności gospodarczej?
To pytania o konstrukcję prawa, a nie tylko o decyzje pojedynczych urzędników.
Nie należy przy tym zapominać, że ograniczenia dotyczące reklam w przestrzeni publicznej mają swoje uzasadnienie. Chronią bezpieczeństwo, porządek przestrzenny i możliwość korzystania z dróg.
Spór nie sprowadza się więc do wyboru między całkowitą swobodą umieszczania szyldów a bezwzględnym karaniem.
Dotyczy tego, jak osiągnąć uzasadniony cel publiczny bez nakładania sankcji, których skutki mogą być niewspółmierne do konkretnego naruszenia.
Warszawa kontroluje tysiące reklam. To nie są pojedyncze interwencje
Z danych opublikowanych przez Zarząd Dróg Miejskich wynika, że kontrole reklam i innych obiektów zajmujących pas drogowy stanowią stały element działalności miejskiej administracji.
W czerwcu 2026 roku przeprowadzono 800 kontroli, w tym 269 dotyczących reklam. Wydano 51 decyzji o nałożeniu kar, z czego 20 dotyczyło reklam.
Jeszcze ciekawsze są dane zbiorcze za pierwsze półrocze 2026 roku.
ZDM wykazał 5378 kontroli, w tym 1764 dotyczące reklam. Wydano 307 decyzji o karach, z których 202 odnosiły się do reklam. Usunięto także 284 nielegalne nośniki reklamowe.
To liczby pokazujące skalę działań administracyjnych, ale nie wartość finansową nałożonych sankcji.
Nie wiemy, ile wyniosła suma wszystkich kar, jaka część została wyegzekwowana, ile decyzji zakwestionowano i ile ostatecznie uchylono.
Nie wiemy również, jaka część postępowań dotyczyła niewielkich szyldów informujących o działalności sklepów, punktów usługowych czy lokali gastronomicznych, a jaka wielkoformatowych nośników reklamowych.
Takie rozróżnienie ma znaczenie.
Billboard zasłaniający widoczność na skrzyżowaniu i szyld niewielkiej piekarni mogą podlegać przepisom dotyczącym pasa drogowego. Nie oznacza to jednak, że stwarzają identyczne zagrożenia czy powodują takie same skutki dla przestrzeni publicznej.
Dlatego same statystyki liczby kontroli nie wystarczą do oceny skuteczności i proporcjonalności działań miasta.
A co z przedsiębiorcami w Trzebnicy, Obornikach Śląskich i Wrocławiu?
Warszawska historia ma znaczenie daleko poza granicami stolicy.
Ustawa o drogach publicznych obowiązuje w całej Polsce. Oznacza to, że podobny problem może dotyczyć przedsiębiorcy prowadzącego sklep w Trzebnicy, restaurację w Obornikach Śląskich, salon fryzjerski w Żmigrodzie czy punkt usługowy we Wrocławiu.
Wystarczy, że reklama lub szyld zajmuje przestrzeń pasa drogowego bez wymaganego zezwolenia.
Nie każdy szyld na elewacji wymaga takiego zezwolenia. Kluczowe jest ustalenie, czy rzeczywiście znajduje się w granicach pasa drogowego, a także jaka jest jego prawna kwalifikacja.
Właściciel budynku może udzielić zgody na montaż reklamy, ale nie zastępuje to wymaganych decyzji administracyjnych.
Dla przedsiębiorców praktyczny wniosek jest prosty: przed zamontowaniem szyldu warto sprawdzić nie tylko zgodę właściciela nieruchomości, lecz również przebieg granic pasa drogowego i wymagania właściwego zarządcy.
Jednocześnie sprawa stawia pytania samorządom.
Czy gminy informują przedsiębiorców o tych obowiązkach? Czy podczas kontroli zapewniają możliwość szybkiego usunięcia nieprawidłowości? Czy prowadzą statystyki wysokości nakładanych kar? Czy potrafią odróżnić świadome, wieloletnie naruszanie prawa od błędu popełnionego przy montażu niewielkiego szyldu?
Nie są to pytania o uprzywilejowanie przedsiębiorców.
To pytania o przejrzystość działania administracji i przewidywalność konsekwencji prawnych.
Kiedy urzędnicza matematyka spotyka się z rzeczywistością?
W przepisach wszystko może wyglądać przejrzyście.
Jest powierzchnia. Jest stawka. Jest liczba dni. Jest ustawowy mnożnik.
Wynik obliczenia trafia do decyzji administracyjnej.
Ale za każdą decyzją stoi człowiek, jego firma, pracownicy, zobowiązania wobec dostawców, podatki i czynsz.
Dla dużego przedsiębiorstwa kara w wysokości 40 tysięcy złotych może być istotnym, ale możliwym do udźwignięcia wydatkiem.
Dla niewielkiej piekarni może oznaczać utratę płynności finansowej.
Dla restauracji zobowiązanie liczone w setkach tysięcy złotych może oznaczać konieczność ograniczenia działalności, zwolnień lub jej zakończenia.
Nie oznacza to, że każdy przedsiębiorca powinien być zwolniony z odpowiedzialności za naruszenie prawa.
Oznacza natomiast, że warto zbadać, czy ustawowy mechanizm karania pozwala właściwie uwzględniać okoliczności konkretnego przypadku.
Zwłaszcza gdy chodzi o naruszenia, które nie wiążą się z udokumentowanym zagrożeniem dla bezpieczeństwa ruchu drogowego.
Dwa centymetry to niewiele. Konsekwencje mogą być ogromne
Warszawski ZDM deklaruje, że ponownie przyjrzy się sprawie piekarni przy ulicy Domaniewskiej.
To dobra wiadomość dla przedsiębiorczyni, ale jednocześnie dowód, że problem wymaga wyjaśnienia również na poziomie zasad działania administracji.
Bo jeśli możliwe jest znalezienie zgodnego z prawem rozwiązania dopiero po medialnym nagłośnieniu sprawy, pojawia się kolejne pytanie: co z przedsiębiorcami, których historie nigdy nie trafią przed kamery?
Czy ich sytuacja będzie analizowana równie wnikliwie?
Nie znamy jeszcze odpowiedzi.
W sprawie restauracji przy placu Bankowym konieczne pozostaje uzyskanie decyzji administracyjnych i dokładnego rozliczenia należności. W sprawie piekarni – dokumentacji pomiarowej, historii doręczeń i informacji o dalszym przebiegu postępowania.
Bez tych dokumentów nie sposób przesądzić, czy konkretne decyzje zostały wydane zgodnie z prawem.
Można natomiast postawić pytanie szersze, dotyczące relacji państwa z obywatelem.
Czy celem administracji jest przede wszystkim usunięcie naruszenia, czy wymierzenie kary?
W dobrze funkcjonującym systemie prawnym te cele nie muszą się wykluczać. Sankcja może być konieczna, by przepisy nie pozostały martwe. Powinna jednak pozostawać racjonalna, przewidywalna i poddana skutecznej kontroli.
Historia warszawskiej piekarni pokazuje, jak ogromna może być różnica między rozmiarem fizycznego naruszenia a jego finansowymi konsekwencjami.
Dwa centymetry nie są wielką odległością.
Ale od dwóch centymetrów do kilkudziesięciu tysięcy złotych długu droga, jak się okazuje, może być zaskakująco krótka.
A od kilkudziesięciu tysięcy do utraty dorobku wielu lat – jeszcze krótsza.
Radio DTR będzie przyglądać się nie tylko warszawskim sprawom, lecz również temu, jak podobne przepisy są stosowane przez samorządy na Dolnym Śląsku. Bo problem szyldu wystającego poza elewację może zacząć się w Warszawie, ale jego konsekwencje prawne nie kończą się na granicach stolicy.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.






