Przejdź do treści
środa 4 listopada 2026
Imieniny: Mściwój, Olgierd, Karol
2 listopada 2026 r.Społeczeństwo i zdrowieAnaliza

Marihuana przez lata uchodziła w świadomości wielu osób za używkę mniej niebezpieczną od papierosów czy alkoholu. Tymczasem kolejne badania naukowe wskazują na jej związek z zawałami serca, udarami mózgu i zaburzeniami pracy naczyń krwionośnych. Niepokojące wyniki dotyczą również osób, które nie palą suszu, lecz przyjmują THC doustnie. Najnowsze dane, ogłoszone 2 listopada 2026 roku, ponownie kierują uwagę naukowców na zdrowotne konsekwencje używania konopi. Czy legalizacja i medyczne zastosowania marihuany sprawiły, że zbyt łatwo zaczęliśmy utożsamiać jej dostępność z bezpieczeństwem?

Serce nie pyta, czy marihuana jest legalna

W debacie o marihuanie przez lata dominowały kwestie uzależnienia, wpływu na psychikę, legalizacji oraz zastosowań medycznych. Znacznie rzadziej mówiło się o tym, co dzieje się z sercem i naczyniami krwionośnymi osoby regularnie przyjmującej tetrahydrokannabinol, czyli THC – główną substancję psychoaktywną konopi.

Tymczasem badania z ostatnich lat zaczynają tworzyć coraz wyraźniejszy obraz potencjalnego zagrożenia.

Reklama

Nie chodzi wyłącznie o palenie suszu i wdychanie substancji powstających podczas spalania rośliny. Naukowcy znajdują również przesłanki wskazujące, że samo przyjmowanie THC może mieć niekorzystny związek z funkcjonowaniem układu krążenia.

To szczególnie istotne w czasach, gdy marihuana przyjmuje coraz więcej postaci. Obok tradycyjnego suszu dostępne są produkty do waporyzacji, olejki i preparaty spożywcze zawierające THC.

Zmienia się sposób przyjmowania substancji. Nie znika jednak pytanie o jej wpływ na organizm.

Ponad 440 tysięcy osób i niepokojące wyniki dotyczące udarów

2 listopada 2026 roku American Heart Association przedstawiło wyniki nowej analizy przeprowadzonej przez zespół Aabhy Divyi z Tulane University.

Badacze wykorzystali informacje dotyczące 442 906 dorosłych Amerykanów uczestniczących w badaniach ankietowych prowadzonych w latach 2020–2024.

Sprawdzano, czy deklarowana częstotliwość używania konopi ma związek z wcześniejszym rozpoznaniem choroby sercowo-naczyniowej.

Wyniki okazały się interesujące, ale nie całkowicie zgodne z oczekiwaniami.

Osoby używające konopi przez jeden do pięciu dni w miesiącu miały o 23 procent wyższe skorygowane szanse zgłoszenia przebytej choroby sercowo-naczyniowej niż osoby nieużywające ich w ostatnim miesiącu.

W grupie używającej konopi przez 16–30 dni w miesiącu wskaźnik ten był wyższy o 21 procent.

Najsilniejszą zależność stwierdzono w przypadku udaru mózgu. U osób używających konopi przez jeden do pięciu dni w miesiącu skorygowane szanse deklarowanego przebycia udaru były o 40 procent wyższe, a wśród najczęstszych użytkowników – o 25 procent wyższe.

Wyniki nie układają się więc w prostą zależność, według której im częstsze używanie marihuany, tym większe zagrożenie.

Co więcej, w tej analizie nie wykazano istotnego statystycznie związku między częstotliwością używania konopi a przebytym zawałem serca.

To ważne zastrzeżenie. Wyniki nie oznaczają, że rzadsze używanie marihuany jest bardziej niebezpieczne od częstszego. Mogą odzwierciedlać różnice między badanymi grupami, wcześniejsze zachowania zdrowotne lub ograniczenia samej metody.

Autorzy nie dysponowali również dokładnymi informacjami o dawkach i stężeniu THC. Nie mogli ustalić, czy część uczestników ograniczyła używanie marihuany dopiero po rozpoznaniu choroby.

Badanie ma jeszcze jedno ograniczenie: przedstawiono je w formie abstraktu konferencyjnego, który nie przeszedł pełnej recenzji naukowej właściwej dla publikacji w czasopiśmie medycznym.

Nie można więc traktować tych wyników jako ostatecznego rozstrzygnięcia.

24 badania wskazują na zwiększone zagrożenie

Znacznie szerszy obraz przedstawia metaanaliza opublikowana w październiku 2025 roku w czasopiśmie „Heart”.

Zespół Wilhelma Storcka przeanalizował 24 prace naukowe dotyczące związku używania konopi z poważnymi zdarzeniami sercowo-naczyniowymi.

Wyniki wykazały, że używanie konopi wiązało się z:

  • o 29 procent wyższym względnym ryzykiem ostrych zespołów wieńcowych, do których należy zawał serca;

  • o 20 procent wyższym względnym ryzykiem udaru mózgu;

  • ponad dwukrotnie wyższym oszacowanym względnym ryzykiem zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych.

Ostatni wynik brzmi szczególnie alarmująco. Wymaga jednak właściwej interpretacji.

Ponad dwukrotnie wyższe ryzyko względne nie oznacza, że co druga osoba używająca marihuany umrze z powodu choroby serca. Nie oznacza też, że badanie ustaliło indywidualne prawdopodobieństwo śmierci konkretnego użytkownika.

To porównanie częstości zdarzeń między badanymi grupami.

Trzeba również pamiętać, że większość analizowanych publikacji stanowiły badania obserwacyjne, w tym przekrojowe. Takie prace pozwalają wykrywać zależności statystyczne, lecz nie zawsze umożliwiają ustalenie, co było przyczyną, a co następstwem.

Nie zmienia to faktu, że powtarzające się wyniki powinny zwracać uwagę lekarzy i instytucji odpowiedzialnych za zdrowie publiczne.

Najbardziej zaskakujące odkrycie: problem także bez palenia

Jedno z najciekawszych badań opublikowano w maju 2025 roku na łamach „JAMA Cardiology”.

Naukowcy z University of California w San Francisco postanowili sprawdzić, czy wieloletnie używanie konopi ma związek z funkcjonowaniem śródbłonka – cienkiej warstwy komórek wyściełających wnętrze naczyń krwionośnych.

Śródbłonek uczestniczy w regulowaniu przepływu krwi, rozszerzaniu naczyń oraz utrzymywaniu prawidłowych warunków krążenia.

Jego zaburzenia mogą poprzedzać rozwój poważniejszych chorób układu sercowo-naczyniowego.

Do badania włączono 55 zdrowych dorosłych osób.

Dwudziestu uczestników regularnie paliło marihuanę, dziewięciu przyjmowało THC doustnie, a 26 nie używało konopi.

Naukowcy mierzyli zdolność tętnicy ramiennej do rozszerzania się w odpowiedzi na zwiększony przepływ krwi. Parametr ten określa się skrótem FMD.

U osób nieużywających konopi średni wynik wyniósł 10,4 procent.

W grupie palącej marihuanę było to 6 procent.

Natomiast w grupie przyjmującej THC doustnie – 4,6 procent.

Różnice w porównaniu z osobami nieużywającymi konopi były istotne statystycznie.

Oznacza to, że zarówno palenie marihuany, jak i doustne przyjmowanie THC wiązało się w tym badaniu z gorszą funkcją śródbłonka.

Nie można jednak na tej podstawie uznać, że THC przyjmowane doustnie jest bardziej szkodliwe od palenia. Grupa przyjmująca preparaty doustne obejmowała zaledwie dziewięć osób, a uczestnicy różnili się między innymi czasem i częstotliwością używania konopi.

Najważniejsze ustalenie jest inne: brak dymu nie musi oznaczać braku negatywnego oddziaływania na naczynia krwionośne.

To zmienia sposób, w jaki należy rozmawiać o potencjalnych zagrożeniach związanych z marihuaną.

Dlaczego THC może wpływać na serce?

Układ krążenia nie jest odizolowany od działania substancji psychoaktywnych.

Po przyjęciu THC może dochodzić do przyspieszenia czynności serca i zmian ciśnienia tętniczego. W części sytuacji obserwuje się także reakcje związane z aktywnością autonomicznego układu nerwowego.

Dla zdrowego organizmu krótkotrwałe przyspieszenie pulsu nie musi oznaczać bezpośredniego zagrożenia.

Sytuacja wygląda jednak inaczej u osoby z chorobą wieńcową, zaburzeniami rytmu serca lub innymi problemami kardiologicznymi.

Szybsza praca serca zwiększa zapotrzebowanie mięśnia sercowego na tlen. Jeżeli jednocześnie możliwości dostarczania tlenu są ograniczone, może dochodzić do niekorzystnej nierównowagi.

Naukowcy rozważają również udział innych mechanizmów, między innymi zaburzeń funkcji śródbłonka, skurczu naczyń, stresu oksydacyjnego czy zmian aktywności płytek krwi.

Nie wszystkie te mechanizmy zostały jednak jednakowo dobrze potwierdzone w badaniach na ludziach.

W badaniu przeprowadzonym w San Francisco zaobserwowano dodatkowo, że surowica krwi osób palących marihuanę ograniczała w warunkach laboratoryjnych uwalnianie tlenku azotu przez komórki śródbłonka.

Tlenek azotu pomaga naczyniom się rozszerzać.

Co ciekawe, analogicznego zaburzenia nie stwierdzono w przypadku surowicy osób przyjmujących THC doustnie.

Może to wskazywać, że niekorzystne zmiany obserwowane u obu grup użytkowników konopi nie muszą powstawać dokładnie w ten sam sposób.

Nie wykryto również istotnych różnic we wszystkich analizowanych parametrach naczyń, między innymi w ich sztywności.

Wyniki nie pokazują więc jednolitego uszkodzenia całego układu krążenia, ale określone zaburzenia jego funkcjonowania.

Reklama

Legalizacja marihuany i więcej hospitalizacji

Kolejny element tej układanki przyniosło badanie opublikowane 22 października 2026 roku w „BMJ Open”.

Naukowcy analizowali amerykańskie dane dotyczące hospitalizacji z lat 2012–2018, porównując regiony, w których wcześniej rozpoczęła się legalna sprzedaż marihuany rekreacyjnej, z pozostałymi obszarami kraju.

Stwierdzono związek legalizacji z rosnącymi wskaźnikami hospitalizacji z powodu niektórych chorób sercowo-naczyniowych.

W analizowanym modelu każdy kolejny rok legalnej sprzedaży marihuany wiązał się ze wzrostem rocznego wskaźnika hospitalizacji z powodu migotania lub trzepotania przedsionków o 2,3 procent, niewydolności serca o 3,7 procent oraz zawału serca o 3,1 procent.

Dla tych trzech rozpoznań uzyskano wyniki istotne statystycznie.

Nie uzyskano natomiast równie przekonujących wyników dla udaru niedokrwiennego, żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej i częstoskurczu komorowego.

Warto podkreślić, że naukowcy nie obserwowali bezpośrednio indywidualnego stanu zdrowia użytkowników marihuany. Badali zmiany wskaźników hospitalizacji na poziomie populacyjnym.

Nie można zatem uznać, że każdy odnotowany przypadek choroby został wywołany przez marihuanę.

Nie jest też uprawnione twierdzenie, że sama decyzja o legalizacji bezpośrednio spowodowała określoną liczbę zawałów.

Wprowadzanie legalnej sprzedaży może wpływać na skalę konsumpcji, rodzaje produktów, ich dostępność oraz zachowania użytkowników. Jednocześnie na wyniki hospitalizacji oddziałują także inne procesy społeczne i zdrowotne.

Badanie wskazuje więc na istotny sygnał epidemiologiczny, ale nie zamyka dyskusji o związku przyczynowym.

Młode serce też może być zagrożone

Choroby serca i naczyń krwionośnych zwykle kojarzone są ze starszym wiekiem, nadciśnieniem, cukrzycą czy wieloletnim paleniem tytoniu.

Nie oznacza to jednak, że młodsi użytkownicy konopi pozostają poza obszarem zainteresowania kardiologów.

W badaniu opublikowanym w 2024 roku w „Journal of the American Heart Association” przeanalizowano informacje dotyczące 434 104 dorosłych Amerykanów.

Codzienne używanie konopi wiązało się z o 25 procent wyższymi skorygowanymi szansami zgłoszenia przebytego zawału serca oraz o 42 procent wyższymi szansami zgłoszenia udaru mózgu.

Wśród mężczyzn poniżej 55. roku życia i kobiet poniżej 65. roku życia używanie marihuany wiązało się z o 36 procent wyższymi skorygowanymi szansami wystąpienia złożonego wskaźnika obejmującego chorobę wieńcową, zawał lub udar.

Istotne jest również to, że niektóre związki obserwowano także wśród osób niepalących tytoniu.

Nie można więc automatycznie tłumaczyć wszystkich wyników wyłącznie szkodliwym wpływem papierosów.

Jednak także to badanie opierało się na deklaracjach uczestników i nie dowodziło bezpośrednio, że marihuana wywołała zgłoszone choroby.

Młody wiek i brak tradycyjnych czynników ryzyka nie są gwarancją bezpieczeństwa. Nie oznacza to zarazem, że u każdego młodego użytkownika konopi rozwiną się problemy kardiologiczne.

Czy medyczna marihuana jest bezpieczniejsza?

To pytanie wymaga rozdzielenia dwóch kwestii: celu stosowania substancji i jej biologicznego działania.

Marihuana medyczna jest stosowana w określonych wskazaniach klinicznych, pod nadzorem lekarza. Może przynosić korzyści pacjentom, u których inne sposoby leczenia są niewystarczające lub nieodpowiednie.

Nie oznacza to jednak, że samo medyczne zastosowanie THC eliminuje jego potencjalne działania niepożądane.

W leczeniu zawsze trzeba ocenić bilans korzyści i ryzyka, uwzględniając stan zdrowia pacjenta, dawkowanie, skład preparatu, sposób podania oraz możliwe interakcje z innymi lekami.

Nie należy również utożsamiać THC z kannabidiolem, czyli CBD. Są to różne substancje o odmiennych właściwościach farmakologicznych.

Wyników uzyskanych w badaniach produktów zawierających THC nie można automatycznie przenosić na wszystkie preparaty CBD.

Warto też pamiętać, że wyniki dotyczące rekreacyjnego używania marihuany nie pozwalają bezpośrednio ocenić bezpieczeństwa każdego kontrolowanego leczenia kannabinoidami.

Pacjent korzystający z terapii nie powinien samodzielnie jej przerywać na podstawie doniesień prasowych. Powinien natomiast poinformować lekarza o chorobach układu krążenia i przyjmowanych lekach.

Czy można cofnąć zmiany w naczyniach?

To jedno z najważniejszych pytań, na które naukowcy nie mają jeszcze wystarczająco precyzyjnej odpowiedzi.

Badanie przeprowadzone w San Francisco wykazało gorsze funkcjonowanie śródbłonka u regularnych użytkowników konopi, ale nie sprawdzało przez wiele lat, co dzieje się po zaprzestaniu ich przyjmowania.

Nie wiadomo więc dokładnie, jak szybko funkcja naczyń mogłaby się poprawiać, czy wszystkie zmiany są odwracalne oraz jak duże znaczenie mają czas używania i ilość THC.

Nie oznacza to, że zaprzestanie stosowania konopi nie przynosi korzyści. Oznacza jedynie, że w odniesieniu do konkretnych parametrów naczyniowych nadal potrzebne są odpowiednie badania długoterminowe.

Podobnie nie ustalono uniwersalnego progu dawkowania THC, poniżej którego można byłoby zagwarantować brak zagrożenia sercowo-naczyniowego.

Nie wszystko jest jeszcze udowodnione. Ale nie wszystko wolno ignorować

W nauce brak ostatecznego dowodu nie jest równoznaczny z dowodem bezpieczeństwa.

Badania nad marihuaną i układem krążenia pokazują właśnie ten problem.

Z jednej strony coraz więcej analiz epidemiologicznych wskazuje na związki używania konopi z zawałami, udarami i innymi poważnymi zdarzeniami zdrowotnymi.

Z drugiej strony nadal istnieją istotne ograniczenia metodologiczne: różnice w dawkowaniu, trudności z wyeliminowaniem wpływu tytoniu i innych substancji, niepełne informacje o stanie zdrowia uczestników oraz brak wieloletniej obserwacji wielu grup.

Niektóre badania wykazują zależność między częstotliwością używania marihuany a problemami sercowymi. Inne nie potwierdzają jej dla wszystkich rozpoznań.

Nauka nie daje więc podstaw do prostego stwierdzenia, że każda dawka marihuany powoduje określone uszkodzenie serca.

Ale nie daje również podstaw do przekonania, że jej używanie pozostaje obojętne dla układu krążenia.

Rynek się rozwija, a wiedza o zagrożeniach nie zawsze nadąża

Legalizacja marihuany w części państw, rozwój zastosowań medycznych i pojawianie się kolejnych produktów zawierających kannabinoidy zmieniają społeczne postrzeganie konopi.

Substancja dostępna legalnie, sprzedawana w specjalistycznym sklepie lub przepisywana przez lekarza może budzić większe zaufanie niż produkt pochodzący z nielegalnego rynku.

Jednak legalność określa status prawny produktu, a nie automatycznie jego bezpieczeństwo biologiczne.

Podobnie jest z wieloma lekami, alkoholem czy wyrobami tytoniowymi. To, że substancja jest dopuszczona do obrotu, nie oznacza, że nie wiąże się z ryzykiem dla zdrowia.

Dlatego publiczna dyskusja o marihuanie nie powinna ograniczać się do sporu między zwolennikami legalizacji a jej przeciwnikami.

Potrzebna jest również rozmowa o jakości informacji przekazywanych użytkownikom, dawkowaniu THC, zagrożeniach dla osób z chorobami serca i granicach obecnej wiedzy medycznej.

W Polsce, gdzie marihuana medyczna jest dostępna w ramach określonych procedur, takie zagadnienia mają znaczenie zarówno dla pacjentów, jak i lekarzy.

Nie należy przy tym mieszać debaty o skuteczności terapii z oceną ryzyka rekreacyjnego używania konopi.

To dwa różne problemy, choć oba dotyczą działania podobnych substancji na organizm człowieka.

Marihuana bez dymu nie oznacza marihuany bez ryzyka

Najważniejszy wniosek z najnowszych badań nie sprowadza się do prostego hasła, że marihuana jest szkodliwa.

Znacznie istotniejsze jest odkrywanie mechanizmów, przez które może oddziaływać na układ krążenia, także wtedy, gdy nie dochodzi do wdychania dymu.

Badanie 55 osób nie rozstrzyga o bezpieczeństwie wszystkich preparatów THC. Analizy setek tysięcy dorosłych nie dowodzą automatycznie związku przyczynowego w każdym przypadku. A wzrost hospitalizacji po legalizacji marihuany nie oznacza, że wszystkie te zdarzenia można przypisać jednej substancji.

Razem tworzą jednak coraz poważniejszy materiał do oceny.

Najważniejsze pytanie nie brzmi już wyłącznie, czy marihuana jest bardziej lub mniej szkodliwa od innych używek.

Brzmi raczej: czy osoby sięgające po konopie mają wystarczającą wiedzę o ryzyku, które może dotyczyć również ich serca?

Bo serce nie rozróżnia substancji legalnych i nielegalnych. Reaguje na ich działanie biologiczne.

A właśnie o tym działaniu naukowcy dowiadują się coraz więcej.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *