Dziesiątki miliardów złotych w obrocie. Tysiące poszkodowanych. I pytanie, które wciąż wraca: jak to możliwe, że system nadzoru nie zareagował na czas? Najnowsze ustalenia Najwyższa Izba Kontroli każą spojrzeć na aferę GetBack nie tylko jak na finansową katastrofę spółki, lecz jak na test państwa, którego instytucje… nie zdały.
Sygnały były. Reakcji zabrakło
Kontrola NIK nie pozostawia wątpliwości: urzędnicy mieli narzędzia i informacje, które powinny uruchomić nadzór. Mimo to zaniechano realnych działań wobec GetBack w kluczowych momentach, gdy spółka agresywnie finansowała się emisjami obligacji, a ryzyko rosło szybciej niż deklarowane wyniki.
Izba mówi o systemowej bierności. To ważne sformułowanie. Nie o jednym błędzie, nie o jednym podpisie. O ciągu decyzji – i ich braku – który stworzył przestrzeń do narastania problemu.
Czarne skrzynki finansów
Najbardziej niepokojący wniosek NIK dotyczy pieniędzy. A właściwie – braku mapy ich przepływu.
„Nie ustalono pełnego obiegu środków” – wskazuje Izba, podkreślając, że bez odtworzenia strumieni finansowych nie da się rozliczyć odpowiedzialności.
W obrocie były dziesiątki miliardów złotych: obligacje, refinansowania, cesje wierzytelności, pożyczki wewnątrzgrupowe, zabezpieczenia. Bez kompleksowej analizy – kto, kiedy i dokąd transferował środki – śledztwa pozostają fragmentaryczne, a wyjaśnienia niepełne.
Właściciel i nadzór – niewygodne pytania
W tle pozostaje rola inwestora finansowego – Abris Capital Partners – oraz odpowiedzialność instytucji nadzorczych, w tym Komisja Nadzoru Finansowego. NIK nie przesądza winy, ale wskazuje na zaniechania, które – jeśli miały miejsce – zmieniły bieg wydarzeń.
To nie jest oskarżenie rzucone na wiatr. Izba przygotowała zawiadomienia do prokuratury i publicznie sygnalizuje, że państwo nie wykorzystało dostępnych narzędzi. Jednocześnie część wątków śledczych wciąż czeka na domknięcie.
Dwuznaczność, która boli
Państwo mówi: „badamy”.
NIK odpowiada: „badanie było spóźnione i niepełne”.
Ta dwuznaczność – między deklaracją a działaniem – jest dziś najcięższym zarzutem. Bo jeśli nie wiemy, gdzie popłynęły pieniądze, nie wiemy też, kto naprawdę ponosi odpowiedzialność.
Co dalej?
NIK sugeruje, że bez pełnego rozliczenia przepływów finansowych i jasnej odpowiedzi na pytanie o zaniechania nadzoru sprawa GetBack pozostanie otwartą raną rynku kapitałowego. Pojawia się też postulat komisji śledczej, która mogłaby połączyć rozproszone wątki w jedną, spójną narrację faktów.
Wniosek
Afera GetBack to nie tylko upadek spółki. To historia o państwie, które miało widzieć – a nie spojrzało. O nadzorze, który istniał na papierze, lecz nie zadziałał w praktyce. I o pieniądzach, których drogi wciąż nie zostały w pełni opisane.
Dopóki tak będzie, pytanie „dlaczego?” pozostanie bez odpowiedzi. A zaufanie – bez odbudowy.







