Święta z regulaminem. O tym, jak Boże Narodzenie dostało cennik

boze narodzenie za kase

Boże Narodzenie miało być jednym z tych momentów, w których świat na chwilę przestaje liczyć. Dni, kiedy nie obowiązuje taryfa ulgowa ani normalna. Kiedy nikt nie pyta o paragon, pochodzenie, status czy poglądy. Narodziny – nie idei, nie instytucji, tylko człowieka. W biedzie, w ciszy, bez zaproszeń VIP. Dar, który nie wymaga rejestracji.

A jednak dziś święta wyglądają jak wydarzenie masowe z regulaminem, przypisami i obsługą prawną.

Z jednej strony mamy komercyjne Boże Narodzenie: „magię świąt” w reklamie, szczęście na raty, emocje pakowane w papier z logo sieci handlowej. Z drugiej – Boże Narodzenie urzędowe: nakazy, zakazy, listy obowiązków, kalendarz postny z gwiazdką i przypisem. Sacrum spotyka marketing, a między nimi stoi instytucja, która pilnuje porządku. I wpływów.

Reklama

Gdzieś w tym wszystkim znika darmowa Ewangelia. Ta, która mówiła: „dla wszystkich”. Bez wyjątków, bez procedury, bez kosztorysu. Zastąpiły ją legendy, narracje, tłumaczenia i – co gorsza – praktyka, w której radość zostaje objęta nadzorem.

Najlepiej widać to w detalach. Gdy drugi dzień świąt wypada w piątek, nagle pojawia się dyspensa. Oficjalne zezwolenie na normalność. Na to, żeby nie czuć winy. Jakby sumienie potrzebowało podpisu. Jakby radość z narodzin musiała przejść kontrolę jakości.

To nie jest już kwestia wiary. To kwestia władzy nad znaczeniem.

Bo jeśli potrzeba dyspensy, by cieszyć się świętem, to znaczy, że ktoś wcześniej uznał radość za coś podejrzanego. Jeśli trzeba zapłacić – pieniędzmi, podporządkowaniem, strachem – za poczucie „bycia w porządku”, to darmowy dar przestał być darmowy.

I tu pojawia się paradoks, który uwiera najbardziej. Jedni płacą za bycie szczęśliwymi. Dosłownie i w przenośni. Płacą, bo wierzą, że tak trzeba. Inni – niewierzący albo wierzący po swojemu – biorą swoje szczęście bez zgody urzędu. Bez łaski instytucji. Bez dyspensy. I świat się od tego nie wali.

Może więc problemem świąt nie jest sekularyzacja. Może problemem jest to, że coś, co miało być wolnością, stało się usługą. A coś, co miało łączyć, zaczęło dzielić na tych „uprawnionych” i resztę.

Boże Narodzenie nie potrzebuje cennika ani regulaminu.
Potrzebuje ciszy, prostoty i odwagi, by przyznać, że szczęście – podobnie jak Ewangelia – albo jest darmowe, albo przestaje mieć sens.

Reszta to już tylko administracja.

Autor: Rafał Chwaliński

Autor: Redakcja Radio DTR
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry
0

Suma