Czy 134,5 mln zł z budżetu państwa to ratunek dla Sanoka, czy tylko odsunięcie problemu w czasie? Po miesiącach napięć, politycznych sporów i realnego widma zarządu komisarycznego, miasto na Podkarpaciu dostało finansowy „oddech”. Pytanie brzmi: kto ten oddech wykorzysta – i czy wyciągnięto wnioski z lat życia na kredyt.
Pożyczka ratunkowa: co dokładnie dostał Sanok?
Sanok otrzymał 134,5 mln zł pożyczki ratunkowej z budżetu państwa, udzielonej za pośrednictwem Ministerstwo Finansów. Środki mają pozwolić na uporządkowanie struktury zadłużenia miasta, w tym:
-
wcześniejszy wykup obligacji,
-
spłatę kredytów i rat kredytowych,
-
wykup obligacji przypadających na 2025 rok,
-
sfinansowanie planowanego deficytu budżetowego.
Według burmistrza Tomasz Matuszewski, to „poważny oddech dla finansów miasta”, który ma także otworzyć drogę do nowych inwestycji.
„Dopływ tak znacznych środków odciąża w znacznym stopniu napięty miejski budżet i pozwala planować nowe działania” – przekonywał burmistrz.
RIO, program naprawczy i polityczny klincz
Sanok od dłuższego czasu funkcjonuje w programie naprawczym narzuconym przez Regionalna Izba Obrachunkowa. To już nie miękkie ostrzeżenie, lecz twardy sygnał: finanse miasta wymknęły się spod kontroli.
Sytuację komplikował otwarty konflikt między burmistrzem a Radą Miasta, w której Matuszewski nie ma większości. Kulminacją sporu było referendum w sprawie odwołania rady, zwołane przez sympatyków burmistrza. Frekwencja? Zbyt niska, by cokolwiek zmienić. Polityczny pat trwał dalej, a rachunki rosły.
„To nie prezent. To warunkowa pomoc” – głos rady miasta
Przewodniczący Rady Miasta Sanoka, Sławomir Miklicz, w rozmowie z Polska Agencja Prasowa studził entuzjazm.
„Pożyczka nie oznacza ani zmniejszenia zadłużenia, ani zażegnania problemów finansowych miasta. To pierwszy krok, by program oszczędnościowy mógł być realnie realizowany”.
Rada – jak podkreśla Miklicz – musiała zmienić program naprawczy, przyjąć trudne uchwały i przekonać Ministerstwo Finansów, że Sanok jest w stanie funkcjonować pod ścisłym reżimem finansowym.
Ale padło też zdanie, które wybrzmiewa najmocniej:
„Nie wolno zapominać, kto doprowadził do takiej sytuacji budżetu miasta”.
Odpowiedzialność – zdaniem rady – spoczywa na burmistrzu.
15 lat spłaty i zero luzu inwestycyjnego
Według burmistrza Sanok ma dziś „czytelną, 15-letnią ścieżkę spłaty zobowiązań” i dzięki pożyczce obniży koszty obsługi długu o ponad 5 mln zł rocznie. Tyle teoria.
Praktyka? Przez najbliższe dwa lata miasto nie może zaciągać żadnych nowych kredytów ani pożyczek. Inwestycje będą możliwe tylko wtedy, gdy:
-
Sanok ma 100% środków własnych
lub -
pozyska pełne finansowanie z zewnątrz.
To nie jest komfortowe zarządzanie. To budżetowa dyscyplina pod nadzorem, bez miejsca na improwizację.
Ratunek czy odroczenie wyroku?
Pożyczka z budżetu państwa uratowała Sanok przed zarządem komisarycznym. To fakt. Ale nie rozwiązała problemu zadłużenia – jedynie zmieniła jego strukturę i kupiła czas.
Czas, który można wykorzystać na:
-
realne oszczędności,
-
odbudowę zaufania,
-
uporządkowanie relacji między władzą wykonawczą a radą.
Albo… na kolejne polityczne wojny, które zjedzą każdy „oddech”, nawet ten za 134,5 mln zł.
Bo pieniędzy nie zabrakło. Zabrakło kontroli. I właśnie o to w Sanoku toczy się dziś najważniejsza gra.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


