Betonowe piekło Wrocławia. Miliony na zieleń, lecz miasto nadal nie wie, czy robi się chłodniej

betonowe ciepłow wroclawia
Oceń materiał

Wrocław przeznacza setki milionów złotych na utrzymanie zieleni, rozszczelnia place, buduje parki kieszonkowe i systemy retencji. Ma również plan adaptacji do zmian klimatu. W miejskim raporcie nadal brakuje jednak dwóch podstawowych danych: czy zmniejsza się udział nieprzepuszczalnych powierzchni oraz ilu mieszkańców trafia do szpitali podczas ekstremalnych zjawisk pogodowych. Miasto potrafi policzyć inwestycje, ale wciąż nie potrafi wykazać, czy dzięki nim rzeczywiście robi się chłodniej.

W upalny dzień różnica między prognozą pogody a tym, czego doświadcza pieszy, może wynosić kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt stopni. Oficjalną temperaturę powietrza mierzy się w cieniu, na wysokości około dwóch metrów. Tymczasem asfalt, kostka brukowa, betonowy plac czy pozbawiony zieleni parking znajdują się w pełnym słońcu i pochłaniają energię przez wiele godzin.

Gdy termometr pokazuje 32–35 stopni Celsjusza, nasłoneczniona nawierzchnia może przekraczać 50 stopni. Później oddaje nagromadzone ciepło ścianom budynków i powietrzu. Dlatego w zwartej zabudowie upał nie kończy się wraz z zachodem słońca. Miasto zaczyna działać jak piec akumulacyjny, tyle że bez pokrętła pozwalającego go wyłączyć.

Nawet dziewięć stopni różnicy

Miejska wyspa ciepła to różnica temperatur między silnie zabudowanymi częściami miasta a jego obrzeżami lub terenami naturalnymi. We Wrocławiu zjawisko jest badane od końca lat 90.

Z opracowań naukowych wynika, że natężenie miejskiej wyspy ciepła we Wrocławiu może dochodzić nawet do 9 stopni Celsjusza. Największe różnice występują latem, szczególnie w godzinach wieczornych i nocnych.

Czytaj dalej

Powiązany temat

Do najbardziej narażonych obszarów zaliczano Stare Miasto, Ołbin i rejon placu Grunwaldzkiego. Lokalne „mikrowyspy ciepła” powstają również na Psim Polu oraz w zachodnich i południowych częściach miasta, m.in. w rejonie Leśnicy, Muchoboru Wielkiego, Oporowa, Kleciny i Ołtaszyna.

Nie zawsze jednak najgorętsza okazuje się najstarsza i najbardziej zwarta zabudowa. Badania przedstawione w czerwcu 2026 roku przez naukowców Politechniki Wrocławskiej i Uniwersytetu Przyrodniczego objęły 59 zdjęć satelitarnych wykonanych w latach 2000–2024.

Wyniki pokazują, że do najbardziej przegrzewających się obszarów należą tereny z dużym udziałem płaskich dachów i parkingów: strefy przemysłowe, centra logistyczne, obiekty handlowe oraz część zabudowy mieszkaniowej.

Historyczne kwartały zabudowy mogą natomiast tworzyć lokalne korytarze powietrzne i strefy zacienienia. Wąska ulica między kamienicami bywa więc chłodniejsza od szerokiego dziedzińca nowego osiedla otoczonego parkingami.

Nowoczesna elewacja nie zapewnia bowiem cienia. Podobnie jak kilka rachitycznych drzewek podpartych palikami nie zastępuje dojrzałych koron.

ilustracja do artykulu betonowe cieplo wroclawia ilustracja do artykulu betonowe cieplo wroclawia

Wielka płyta może wygrać z nowym osiedlem

Właśnie tutaj pojawia się paradoks wrocławskiej urbanistyki. Osiedla z wielkiej płyty są krytykowane za monotonną architekturę, lecz wiele z nich projektowano z większymi odległościami między budynkami. Po kilkudziesięciu latach rosną tam dorodne drzewa, które zacieniają chodniki, place i elewacje.

Na nowych osiedlach przestrzeń pomiędzy budynkami bywa znacznie intensywniej wykorzystana. Pod trawnikiem znajduje się garaż, pomiędzy blokami prowadzą drogi pożarowe, a wolną powierzchnię zajmują parkingi. Zieleń jest widoczna na wizualizacji, ale nie zawsze ma warunki, by rozwinąć duży system korzeniowy i rozłożystą koronę.

Formalnie inwestycja może spełniać wymagania dotyczące powierzchni biologicznie czynnej. W praktyce część tej powierzchni może znajdować się na stropie garażu podziemnego. Posadzona tam roślinność poprawia estetykę i częściowo zatrzymuje wodę, lecz nie jest równoważna z gruntem, w którym może wyrosnąć duże drzewo.

Dlatego przy ocenianiu nowych inwestycji nie wystarczy pytać, ile procent terenu będzie zielone. Ważniejsze jest, ile powstanie rzeczywistego cienia i jaka część gruntu pozostanie zdolna do zatrzymywania wody.

Lasy i rzeki chłodzą Wrocław

Najnowsze badania satelitarne potwierdzają silny efekt chłodzący lasów miejskich, rzek oraz zielonych terenów nadrzecznych. Odra, Widawa i Bystrzyca wraz z otaczającą je roślinnością tworzą naturalne obszary niższej temperatury.

Znaczenie ma również ciągłość terenów zielonych. Pojedynczy skwer poprawia warunki w swoim bezpośrednim otoczeniu, ale nie zastąpi rozbudowanej sieci parków, zadrzewionych ulic, terenów nadrzecznych i korytarzy przewietrzania.

Według opracowania Politechniki Wrocławskiej drzewa mogą obniżać temperaturę powierzchni w porównaniu z obszarem pozbawionym drzew nawet o ponad 10 stopni. Działają jednocześnie na dwa sposoby: tworzą cień i chłodzą otoczenie poprzez parowanie wody.

Kurtyna wodna przynosi chwilową ulgę. Dojrzałe drzewo pracuje przez całe lato — pod warunkiem że wcześniej go nie wycięto, a później nie próbowano zastąpić trzema donicami i komunikatem prasowym.

Wrocław wydaje miliony

Nie można powiedzieć, że Wrocław nie podejmuje żadnych działań. W budżecie na 2026 rok na utrzymanie zieleni w mieście i gminie zapisano ponad 171,46 mln zł. W tej kwocie znajdują się zarówno wydatki bieżące, jak i inwestycje.

Na utrzymanie zieleni, program nasadzeń oraz zieleń rozproszoną zaplanowano 83,24 mln zł. Wydatki inwestycyjne obejmują między innymi:

  • 17,37 mln zł na „Zieloną Rewolucję”;
  • 12,6 mln zł na Pola Osobowickie;
  • 8 mln zł na odnowę Parku Szczytnickiego;
  • 6,78 mln zł na projekt zielono-niebieskiej infrastruktury;
  • 3,76 mln zł na działania realizowane w ramach projektu „Zielony Wrocław”;
  • 750 tys. zł na program „Złap deszcz”;
  • ponad 760 tys. zł na projekt LifeCoolCity, wykorzystujący teledetekcję do zarządzania zielono-niebieską infrastrukturą.

Nie oznacza to, że całe 171 mln zł jest przeznaczone bezpośrednio na walkę z upałami. Znaczna część pieniędzy służy utrzymaniu parków, lasów, skwerów i zieleni przyulicznej. To koszty konieczne, ale należy je odróżniać od wydatków na tworzenie nowych terenów zielonych, rozszczelnianie nawierzchni i zwiększanie odporności miasta na wysokie temperatury.

Ponad 37 mln zł na sześć zadań

Jednym z największych przedsięwzięć jest wspólny projekt miasta i MPWiK dotyczący gospodarowania wodami opadowymi oraz zielono-niebieskiej infrastruktury.

Jego całkowita wartość wynosi ponad 37,12 mln zł, a dofinansowanie sięga 23,56 mln zł. Projekt obejmuje:

  • zielono-niebieskie otoczenie Centrum Historii Zajezdnia;
  • skwer przy pomniku Bolesława Chrobrego;
  • skwer przy ulicy Suchej;
  • zazielenienie placu Nowy Targ;
  • park kieszonkowy przy ulicy Powstańców Śląskich;
  • kanalizację deszczową, zbiornik retencyjny i przepompownię na Jagodnie.

Zaplanowano modernizację obszarów o łącznej powierzchni niespełna 1,4 ha. Ponad 7140 m² powierzchni szczelnych ma zostać przekształconych w tereny zielone lub nawierzchnie przepuszczalne. Powstaną także obiekty małej retencji o pojemności ponad 1050 m³.

To potrzebna inwestycja. Pokazuje jednak również skalę kosztów naprawiania przestrzeni, które wcześniej utwardzono lub zaprojektowano bez wystarczającej ilości zieleni. Ponad 37 mln zł pozwoli zmienić kilka punktów w mieście. Tymczasem Wrocław zajmuje powierzchnię blisko 300 km².

Zielony Ołbin jako poligon doświadczalny

Jednym z najbardziej znanych wrocławskich przedsięwzięć jest Grow Green na Ołbinie. W jego ramach powstało siedem parków kieszonkowych, zazieleniono ulicę Daszyńskiego, przebudowano podwórka oraz zastosowano rozwiązania zatrzymujące wodę.

Koszt wskazywany w miejskich materiałach wynosi około 13,4 mln zł. Projekt miał być nie tylko rewitalizacją konkretnego obszaru, lecz także wzorem do powtarzania w kolejnych lokalizacjach.

Wrocław tworzy ponadto ogrody deszczowe, zielone torowiska, parki kieszonkowe i nowe nasadzenia. Podczas upałów uruchamiane są zdroje, kurtyny wodne i zraszacze.

Pod koniec czerwca 2026 roku dodatkowe urządzenia działały między innymi przy wejściu na Rynek od ulicy Świdnickiej, na placu Uniwersyteckim, przy Capitolu i Hali Stulecia.

To działania przydatne w sytuacji kryzysowej. Nie rozwiązują jednak problemu urbanistycznego. Kurtynę można uruchomić, gdy nadchodzi fala upałów. Drzewo dające cień trzeba posadzić wiele lat wcześniej.

Upał zwiększa ryzyko śmierci

Wysoka temperatura nie jest wyłącznie kwestią komfortu. Analiza Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego obejmująca 22 polskie miasta i aglomeracje wykazała, że wzrost temperatury o 1 stopień powyżej lokalnego poziomu optymalnego wiązał się przeciętnie ze wzrostem ryzyka zgonu o około 1,5 proc.

Podczas fal upałów umieralność ogółem rosła średnio o około 5 proc. Wśród osób powyżej 65. roku życia wzrost wynosił około 7 proc.

Najbardziej narażeni są seniorzy, małe dzieci, osoby z chorobami układu krążenia, układu oddechowego i nerek, pracownicy wykonujący obowiązki na zewnątrz oraz mieszkańcy lokali na ostatnich kondygnacjach.

Szczególnie niebezpieczne są noce tropikalne, podczas których temperatura nie spada poniżej 20 stopni. Organizm nie może się wtedy zregenerować, a nagrzane dachy, elewacje i nawierzchnie nadal oddają ciepło.

Wrocław ma w tej dziedzinie powody do niepokoju. W 2022 roku odnotowano 25 dni z temperaturą powyżej 30 stopni. Było ich ponad dwa razy więcej, niż wynosiła norma dla lat 1991–2020.

Miasto liczy inwestycje, lecz nie mierzy najważniejszego

Najbardziej zastanawiające informacje znajdują się w raporcie z realizacji wrocławskiego planu adaptacji do zmian klimatu za lata 2019–2024.

Miasto przyjęło zestaw wskaźników, które miały służyć ocenie skuteczności prowadzonych działań. W dokumencie podano liczbę inwestycji, obiektów zielono-niebieskiej infrastruktury i działań edukacyjnych.

Przy dwóch podstawowych wskaźnikach przez cały analizowany okres widnieje jednak brak danych.

Pierwszym jest liczba osób hospitalizowanych podczas ekstremalnych zjawisk klimatycznych. Drugim — udział powierzchni przepuszczalnej w obszarze zurbanizowanym.

Oznacza to, że po pięciu latach realizacji planu miasto nie przedstawiło odpowiedzi na dwa fundamentalne pytania:

  • czy zdrowotne skutki ekstremalnych upałów maleją;
  • czy Wrocław jako całość staje się mniej uszczelniony.

Raport pokazuje, że powstają kolejne inwestycje. Nie dowodzi jednak, czy ich łącznym rezultatem jest obniżenie temperatury w mieście albo poprawa bezpieczeństwa mieszkańców.

Pięćdziesiąt inwestycji nie musi oznaczać chłodniejszego miasta

Sama liczba zielonych realizacji może być myląca. Jeżeli miasto rozszczelni jeden plac, a w tym samym czasie powstaną hektary dachów, parkingów, dróg i osiedlowych dziedzińców nad garażami, bilans nadal może być niekorzystny.

Dlatego należy porównywać nie tylko liczbę ukończonych projektów, ale także:

  • powierzchnię rozszczelnioną i nowo uszczelnioną;
  • przyrost oraz utratę powierzchni koron drzew;
  • przeżywalność nowych nasadzeń;
  • temperaturę przed rozpoczęciem i po zakończeniu inwestycji;
  • liczbę mieszkańców mających dostęp do zacienionej przestrzeni;
  • liczbę szkół, placów zabaw i przystanków pozbawionych ochrony przed słońcem.

Projekt LifeCoolCity ma dopiero stworzyć system umożliwiający ocenę stanu zieleni i skuteczności zastosowanych rozwiązań. Mają powstać mapy koron drzew, pokrycia terenu oraz kondycji zieleni.

To potrzebne narzędzia. Pojawiają się jednak wiele lat po tym, jak zjawisko miejskiej wyspy ciepła zostało rozpoznane i opisane.

Najdroższa jest zieleń posadzona za późno

Wrocław nie zaczyna walki z upałami od zera. Ma rzeki, lasy, parki, ogródki działkowe, stare aleje i osiedla otoczone dojrzałymi drzewami. Najtańszym sposobem adaptacji jest ochrona tego, co już istnieje.

Posadzenie nowego drzewa nie zastępuje natychmiast egzemplarza, który rósł przez 40 albo 60 lat. Młoda sadzonka może wyglądać dobrze w zestawieniu inwestycji, lecz przez długi czas nie stworzy porównywalnego cienia.

Dlatego odpowiedzialność miasta nie kończy się na finansowaniu kolejnych „zielonych rewolucji”. Obejmuje również plany miejscowe, decyzje dotyczące zabudowy, ochronę korytarzy przewietrzania, wymagania wobec inwestorów i zachowanie istniejącej zieleni.

Prawdziwym testem nie jest liczba donic ustawionych na placu. Jest nim możliwość przejścia latem do szkoły, pracy, sklepu albo przystanku bez kilkunastominutowego marszu po rozgrzanej nawierzchni.

Wrocław wydaje miliony na zieleń i adaptację. Teraz musi jeszcze pokazać, że suma tych działań jest większa niż suma nowych dachów, parkingów i utwardzonych podwórek. Inaczej miasto będzie jedną ręką kruszyło beton, a drugą wylewało kolejny.

Źródła

Ten artykuł jest częścią
Magazynu Radio DTR 7/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →

📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry