Historia jako amunicja. Pamięć bez refleksji

historia jako amunicja
Oceń materiał

Jedwabne, Wołyń, Krwawa Niedziela, Mur Pamięci — wystarczy kilka słów, aby internet zaczął płonąć. Rocznice powinny skłaniać do poznawania przeszłości i oddania czci ofiarom. Coraz częściej stają się jednak próbą siły, znakiem przynależności oraz amunicją używaną przeciwko współczesnym przeciwnikom. Nie chodzi już o to, co naprawdę się wydarzyło. Ważniejsze staje się to, komu historią można dzisiaj dołożyć.

Internet kocha historię pod warunkiem, że nie trzeba jej czytać.

Wystarczy data, fotografia pomnika, kilka drastycznych zdań oraz odpowiednio wskazany wróg. Później rusza lawina komentarzy. Ludzie, którzy nie przeczytali dokumentów, opracowań ani relacji świadków, w ciągu kilku sekund stają się prokuratorami, sędziami i ekspertami od historii Europy Środkowo-Wschodniej.

Reklama
Reklama

Nie potrzebują wiedzy. Majją przecież hasło.

A hasło działa szybciej niż myśl.

Historia wybrana według potrzeb

10 lipca minęła 85. rocznica zbrodni w Jedwabnem. Dzień później obchodziliśmy rocznicę Krwawej Niedzieli — punktu kulminacyjnego masowych mordów dokonanych w 1943 roku przez ukraińskich nacjonalistów na polskiej ludności Wołynia.

Obie rocznice dotyczą niewyobrażalnego cierpienia bezbronnych ludzi. Powinny nakazywać milczenie, refleksję i uczciwość wobec faktów. Tymczasem bardzo często służą do sprawdzania, kto należy do którego obozu.

Jedwabne uderza w wygodny obraz Polaków wyłącznie jako niewinnych ofiar i bohaterów. Ustalenia śledztwa IPN mówią o co najmniej 340 zamordowanych obywatelach polskich narodowości żydowskiej. Zbrodnia została dokonana przy decydującej roli Niemców, ale uczestniczyli w niej również polscy mieszkańcy Jedwabnego.

Można badać skalę niemieckiego sprawstwa, liczbę ofiar i odpowiedzialność poszczególnych ludzi. Nie można jednak uczciwie zamienić tej dyskusji w opowieść, według której udziału Polaków w ogóle nie było. Prawda nie przestaje być prawdą tylko dlatego, że rani narodową dumę.

Wołyń uruchamia odwrotny mechanizm. Tutaj Polacy bezsprzecznie byli ofiarami zaplanowanej akcji wyniszczenia. Krwawa Niedziela z 11 lipca 1943 roku przyniosła ataki na około sto miejscowości. Mordowano całe rodziny, dzieci, kobiety, starców i ludzi zgromadzonych w kościołach.

Tego nie wolno pomniejszać, przemilczać ani usprawiedliwiać dzisiejszą sytuacją polityczną. Przyjaźń z Ukrainą nie może wymagać rezygnacji z prawdy o ofiarach OUN-UPA. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pamięć o zamordowanych przestaje służyć ofiarom, a zaczyna podsycać nienawiść wobec współczesnych Ukraińców.

Człowiek urodzony kilkadziesiąt lat po zbrodni nie dziedziczy winy. Tak samo Polak nie staje się współodpowiedzialny za Jedwabne wyłącznie dlatego, że jest Polakiem. wybiórcza pamięć historii i refleksja wybiórcza pamięć historii i refleksja

Dlaczego nie pamiętamy wszystkich krzywd jednakowo?

Polska historia nie rozpoczęła się w 1939 roku.

Były rozbiory, rosyjskie represje, egzekucje, konfiskaty majątków i zsyłki na Sybir. Były ofiary powstania listopadowego i styczniowego. Była brutalna rusyfikacja, niszczenie kultury oraz prześladowanie ludzi próbujących zachować polską tożsamość.

Dlaczego te zbrodnie nie wywołują dziś równie gwałtownych reakcji?

Ponieważ nie są już tak użyteczne w bieżącej walce.

Nie istnieje poważny spór o to, czy Imperium Rosyjskie prześladowało Polaków. Odpowiedzialność sprawców jest historycznie czytelna, a od wydarzeń dzieli nas wiele pokoleń. Trudniej zbudować z nich codzienny konflikt, znaleźć współczesnego sąsiada i obarczyć go odpowiedzialnością za decyzje carskich urzędników.

Wołyń pozostaje bliższy pamięci rodzinnej. Nadal trwają spory o ekshumacje, pochówki, nazewnictwo zbrodni oraz kult przywódców ukraińskiego nacjonalizmu. Co najważniejsze, historia ta może zostać wykorzystana w obecnym sporze dotyczącym stosunku Polski do walczącej Ukrainy.

Nie oznacza to, że pamięć o Wołyniu jest sztuczna. Oznacza, że prawdziwe cierpienie może zostać wykorzystane do bardzo współczesnych celów.

Bereza Kartuska nie pasuje do pomnika

Jeszcze bardziej niewygodna pozostaje Bereza Kartuska — miejsce odosobnienia utworzone w 1934 roku przez władze II Rzeczypospolitej.

Można było tam trafić na podstawie decyzji administracyjnej, bez wyroku sądu. Osadzano przeciwników politycznych sanacji, komunistów, narodowców oraz działaczy ukraińskich. Bereza pokazuje, że niepodległe państwo polskie potrafiło odbierać własnym obywatelom podstawowe prawa.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Czytaj dalej

Powiązany temat

Dlaczego Bereza nie stała się powszechnym symbolem bezprawia?

Ponieważ nie pozwala łatwo podzielić świata na niewinnych „nas” i zbrodniczych „onych”. Sprawcami represji byli przedstawiciele polskiego państwa, a nie obce wojsko. Trzeba byłoby przyznać, że II Rzeczpospolita była spełnieniem marzeń o niepodległości, ale jednocześnie państwem, które po przewrocie majowym coraz dalej odchodziło od demokratycznych zasad.

Taka historia wymaga myślenia. Pomnikowa legenda wymaga tylko salutowania.

Nasi zbrodniarze są bardziej patriotyczni?

Podobna wybiórczość towarzyszy pamięci o powojennym podziemiu antykomunistycznym.

Nie można wrzucić wszystkich jego członków do jednego worka. Wielu rzeczywiście walczyło przeciwko narzuconemu Polsce systemowi. Ludzie ci byli więzieni, torturowani, mordowani po pokazowych procesach i skazywani na zapomnienie. Część podziemia broniła ludności przed terrorem nowej władzy.

Nie oznacza to jednak, że każda osoba, która po 1945 roku nie złożyła broni, automatycznie została bohaterem, a każdy jej czyn służył wolności. Niektóre oddziały i ich dowódcy odpowiadają za zabójstwa cywilów oraz pacyfikacje przeprowadzane na tle narodowościowym lub religijnym.

W tym miejscu objawia się szczególna moralna gimnastyka. Można bezwzględnie potępiać UPA za mordowanie polskich cywilów, a jednocześnie usprawiedliwiać zabijanie cywilów przez członków polskiego podziemia.

Oczywiście nie są to zjawiska identyczne pod względem skali, organizacji i celu. Nie wolno ich bezrefleksyjnie zrównywać. Można jednak zastosować najprostsze kryterium moralne: zabicie bezbronnego człowieka nie staje się czynem patriotycznym tylko dlatego, że sprawca miał na mundurze właściwego orła.

Jeżeli „ich” zabójca jest zbrodniarzem, a „nasz” automatycznie bohaterem, to nie bronimy już prawdy historycznej. Bronimy plemiennego przywileju do własnej przemocy.

Algorytm nie potrzebuje wiedzy

Media społecznościowe stworzyły idealne warunki do takiego przeżywania historii.

Hasła „Wołyń”, „Jedwabne”, „UPA” czy „żołnierze wyklęci” działają jak przyciski. Nie trzeba znać kontekstu. Nie trzeba wiedzieć, czym różniły się poszczególne organizacje, okresy i dowódcy. Wystarczy zobaczyć słowo, odczuć gniew i rozpoznać, po której stronie należy stanąć.

Najlepiej reagować natychmiast, bo refleksja jest w internecie podejrzana. Człowiek, który mówi „sprawdźmy źródła”, bywa uznawany za niezdecydowanego. Ten, który krzyczy najgłośniej, otrzymuje nagrodę w postaci polubień, udostępnień i poczucia przynależności.

Nienawiść daje wspólny mianownik. Pozwala ludziom poczuć się silniejszymi, lepszymi i docenionymi — nawet jeżeli ich wiedza mieści się na jednej grafice z błędem ortograficznym.

Nie jest to zjawisko nowe. Rewolucja francuska również zaczynała od karania wrogów, a później zaczęła pożerać własnych przywódców. Kiedy wspólnotę buduje się na nienawiści, lista zdrajców musi być stale uzupełniana. Inaczej zabraknie paliwa.

Ofiary ponownie tracą głos

Pamięć historyczna jest potrzebna. Bez niej zbrodnie mogą zostać przemilczane, a ofiary powtórnie skazane na nieistnienie.

Jednak pamięć bez wiedzy łatwo zamienia się w narzędzie przemocy. Wybieramy z historii te cierpienia, które pozwalają nam poczuć się niewinnymi, moralnie lepszymi i uprawnionymi do osądzania całych narodów.

Wówczas historia przestaje być nauczycielką życia. Staje się magazynem amunicji. Każdy sięga po taki nabój, który pasuje do aktualnie wskazanego przeciwnika.

A zamordowani — Polacy, Żydzi, Ukraińcy, Białorusini i przedstawiciele innych narodowości — ponownie tracą podmiotowość. Również po śmierci zostają wykorzystani do prowadzenia cudzych wojen.

Krwi w historii Homo sapiens nigdy nie brakowało. Najwyższy czas sprawdzić, czy po tylu stuleciach wystarczy nam wreszcie rozumu.

Źródła: ustalenia śledztwa IPN dotyczącego Jedwabnego, IPN o Krwawej Niedzieli, Dzieje.pl o Berezie Kartuskiej


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry