CD Projekt: od tanich OEM-ów z lat 90. do giganta, który ściera się z Ameryką

cyberpank i sukces produkcyjny
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Niewiele jest w Polsce historii tak nieprawdopodobnych, a jednocześnie tak bliskich pokoleniu, które dorastało wśród kabli, dyskietek i pierwszych Pentiumów. CD Projekt — dziś marka rozpoznawalna w Los Angeles, Tokio i na giełdach finansowych — dla wielu z nas zaczynał… w sklepie komputerowym. Na półce. W kartonie, który nawet nie próbował udawać luksusu. W secie „OEM – taniej, bo bez pudełka”.

A Ty zapewne pamiętasz to doskonale — te gry sprzedawane „z lamusa lat 90.”. Pakowane czasem w folię, czasem w pudełka tak cienkie, że bałeś się, że się rozpadną, zanim klient dotknie kasy. A jednak — ludzie to kupowali. Bo CD Projekt miał w sobie wtedy coś, czego wielkie firmy dopiero się uczyły: wyczucie rynku i instynkt ulicznego sprzedawcy.

Tak rodziły się fundamenty legendy

Lata 90., kapitalizm dopiero łapie rytm, internet w Polsce to bardziej legenda niż rzeczywistość. Wtedy CD Projekt wchodził pod strzechy — dosłownie. Gry w wersjach OEM, tłoczone taniej, dystrybuowane szybciej, trafiały do tysięcy małych sklepów komputerowych. Do takich jak Twój.

To były czasy, gdy:

  • zamawiało się gry z hurtowni przez telefon stacjonarny,

  • logistyka polegała często na tym, że „ktoś coś przywiezie jak będzie przejazdem”,

  • a klient potrafił negocjować cenę pirackimi dyskietkami w kieszeni.

CD Projekt idealnie znał tę rzeczywistość. I — co najzabawniejsze — wcale się jej nie wstydził. Wręcz przeciwnie: budował na niej kapitał, sieć, znajomości i doświadczenie.

A potem przyszło coś, co zmieniło wszystko

Najpierw „Baldur’s Gate” — polonizacja, która przeszła do historii. Wtedy wielu z nas po raz pierwszy pomyślało: „Cholera… oni naprawdę wiedzą, co robią”.
Potem „Wiedźmin”. Już nie jako dystrybutor czy tłumacz, ale jako twórca.

Reklama
Reklama
Reklama

I nagle firma, którą pamiętałeś z tanich OEM-ów, rozjechała świat AAA jak taran.

Dziś? Walczą z Amerykanami jak równy z równym

35 milionów sprzedanych kopii „Cyberpunka 2077” to nie jest wynik „polskiej firmy”.
To jest wynik firmy globalnej, kreatora kultury pop, gracza w lidze z Rockstar, Ubisoftem czy Electronic Arts.

Ironia losu? Być może.
Ale piękna.

Bo gdzieś z tyłu głowy wciąż mamy ten obrazek: te pierwsze, „budżetowe” wydania, skromne, czasem chaotyczne, czasem zabawne. I tę ogromną drogę — od chłopaków z warszawskiego mieszkania po gigantów, którzy muszą się tłumaczyć przed inwestorami na Reutersie, bo ich premierę śledzi cały świat.

Ale jedna rzecz się nie zmieniła

CD Projekt wciąż ma w sobie tamtą duszę z lat 90.:
trochę przekory, trochę odwagi, trochę szaleństwa.
Tylko budżety — jakby… inne.

A my? Patrząc dziś na ich sukces, mamy pełne prawo do małej, prywatnej dumy. Bo to było nasze pokolenie. Nasza epoka kabli, modemów i sklepów komputerowych pachnących plastikiem i nowością.

I ta firma — kiedyś taka zwyczajna — została jedną z największych historii sukcesu w całej branży gier.


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry