CENY BEZ KONTROLI, WŁADZA BEZ ODPOWIEDZIALNOŚCI – GMINA, W KTÓREJ NIKT NIE PILNUJE NIKOGO
Czy władza w Obornikach Śląskich zapomniała, że działa w imieniu mieszkańców? Dokument podpisany przez sekretarz Ewę Budner w imieniu burmistrza ujawnia smutny i skandaliczny obraz tego, jak gmina od lat „zarządza” tematem wywozu nieczystości ciekłych. W skrócie: nie kontroluje firm, nie rejestruje skarg mieszkańców, nie analizuje cen, nie reaguje. A rada miejska – która powinna patrzeć burmistrzowi na ręce – milczy.
Nie kontrolują, bo nie muszą?
W odpowiedzi na pytania obywatelskie urząd przyznaje wprost: nie przeprowadzał żadnych kontroli firm opróżniających przydomowe szamba. Nie zna wysokości faktycznych opłat pobieranych przez przedsiębiorców, nie reaguje na zgłoszenia, nie sprawdza zgodności z uchwałą Rady Miejskiej.
„Burmistrz nie ma kompetencji ustawowych związanych z działaniami mającymi na celu negocjowanie warunków cenowych z przedsiębiorcami” – czytamy w piśmie.
To wygodna interpretacja prawa, ale w praktyce oznacza pełną bezkarność firm, które mogą dowolnie windować ceny, bo nikt ich nie sprawdza.
Skargi bez śladu, mieszkańcy bez głosu
Władze przyznają, że mieszkańcy zgłaszali zawyżone opłaty – telefonicznie lub podczas wizyt w urzędzie. Problem w tym, że urząd… nie prowadzi ewidencji tych zgłoszeń.
Nie ma więc oficjalnych skarg, nie ma dokumentacji, nie ma śladu – a więc nie ma też problemu.
To groteskowe: gmina, która zobowiązuje mieszkańców do płacenia za opróżnianie szamb według uchwalonych stawek, nie interesuje się, czy ktoś tych stawek przestrzega. A gdy mieszkańcy się skarżą – władza odsyła ich do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W skrócie: „to nie nasza sprawa”.
Uchwała martwa, rada niema
W 2023 roku rada miejska ustaliła maksymalną stawkę za opróżnianie szamb – 330 zł za metr sześcienny. Uchwała istnieje, ale nikt jej nie pilnuje.
Nie ma żadnych danych o firmach, które przekraczają ten limit, nie ma sankcji, nie ma kar, nie ma nadzoru.
Co więcej – urząd nawet nie analizował, jak wyglądają ceny w sąsiednich gminach, np. w Trzebnicy czy Wołowie.
Skoro rada gminy podjęła uchwałę, to powinna też egzekwować jej przestrzeganie. Tymczasem burmistrz i radni wzajemnie przerzucają odpowiedzialność: jedni twierdzą, że „to nie ich kompetencje”, drudzy – że „burmistrz nie zgłasza problemu”. A mieszkańcy nadal płacą coraz więcej.
Władza w letargu
W całym dokumencie uderza chłód i biurokratyczna obojętność. Ani jednego zdania o potrzebie reakcji, kontroli, spotkań z firmami czy dialogu z mieszkańcami.
Nie ma planu działań naprawczych, nie ma refleksji, nie ma woli.
Gmina Oborniki Śląskie – jak wynika z pisma – zrezygnowała z jakiejkolwiek roli kontrolnej. Stała się biernym obserwatorem własnych decyzji.
Kto tu naprawdę rządzi?
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w tej gminie rządzą nie urzędnicy, lecz przyzwolenie na bylejakość. Burmistrz nie reaguje, sekretarz podpisuje, radni udają, że nie widzą.
A przecież to właśnie oni – z pieniędzy mieszkańców – pobierają wynagrodzenia za nadzór, kontrolę i egzekwowanie uchwał.
Jak widać, w Obornikach Śląskich urzędowa wygoda ma się lepiej niż obywatelska odpowiedzialność.
Cytat z dokumentu
„Burmistrz nie ma kompetencji ustawowych związanych z działaniami mającymi na celu negocjowanie warunków cenowych z przedsiębiorcami” – pismo RioŚ.1431.25.2025 z dnia 4 listopada 2025 r.
„Urząd nie prowadzi ewidencji tego typu zgłoszeń” – odpowiedź w sprawie skarg mieszkańców.
Podsumowanie
Z dokumentu wynika jasno: w Obornikach Śląskich nie działa żaden realny system kontroli nad firmami opróżniającymi szamba. Uchwały istnieją tylko na papierze, skargi znikają bez śladu, a burmistrz unika odpowiedzialności, zasłaniając się brakiem kompetencji.
To nie tylko przykład urzędniczego zaniechania – to ostrzeżenie dla mieszkańców, że ich pieniądze i prawa mogą być lekceważone w biały dzień.
Autor: Rafał Chwaliński






