Cham stał się normą

Cham nie musi być normą
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Cham stał się normą? O nowej „mordzie” hejtu

Obrazek z Messengera: „Ty brudna lewacka szmato… wszyscy pójdziecie siedzieć…” i obok spokojna odpowiedź: „Dziękuję za wiadomość. Odpowiem w wolnej chwili.” – to nie jest anegdota, to diagnoza. Jedno okno pełne rynsztoku, drugie pełne godności. Dwa światy, które dziwnym trafem spotykają się na tej samej platformie.

Mariusz Szczygieł napisał niedawno, że cham zwyciężył w przestrzeni publicznej. Że pomyliło się nam pojęcia: krytyka i hejt. Krytyka to argument, hejt to obelga. Krytyka otwiera drzwi do rozmowy, hejt je zatrzaskuje i jeszcze wymazuje klamkę. Problem polega na tym, że dziś to zatrzaskiwanie drzwi klika się lepiej. Algorytmy karmią się krzykiem, a krzyk wygrywa aukcję o naszą uwagę.

Reklama

Ale historia tego zwycięstwa jest dłuższa. Kiedyś inteligencja miała odwagę nazywać rzeczy po imieniu. Głupiec był głupcem, cham – chamem, a „moherowe berety” stały się symbolem społecznej szczepionki na ciemnotę. To było proste: ktoś bredził, to się mu mówiło: bredzisz, a teraz „mijasz się z prawdą”.

Potem jednak pojawiła się „nowa pedagogika”. Media i politycy uznali, że trzeba słuchać każdego głosu „z szacunkiem”, nawet jeśli ten głos składał się z przesądów, lęków i teorii spiskowych. Zamiast postawić granicę, zaczęliśmy tłumaczyć, usprawiedliwiać, traktować „po bożemu”. Kościół dolał swoją pseudonaukę, a media dołożyły nową maskę. I tak cham dostał nową Gombrowiczowską gębę: nie jest już chamem, jest „ludem”, „prawdziwym Polakiem”, „suwerenem”, „prawicowcem”.

W efekcie zło nie tylko wyszło z podziemia, ale przybrało twarz dumy. Chamstwo przestało być wstydem – stało się tożsamością. Hejt, który dawniej oznaczał upadek, dziś bywa biletem wstępu do debaty publicznej.

Czy zakaz anonimowości coś zmieni? Niewiele. Najostrzejsze bluzgi często płyną z profili podpisanych imieniem, nazwiskiem, z danymi o szkole i miejscu pracy. Ludzie nie wstydzą się już chamstwa – przeciwnie, pokazują je jako odznakę.

Reklama
Reklama
Reklama

Czy prawo coś zmieni? Trochę. Mamy przepisy o zniewadze, groźbach, mowie nienawiści. Problem w tym, że wymiar sprawiedliwości jest za wolny, a platformy za wygodne. Dopóki Facebook będzie mówił „to nie narusza standardów społeczności”, dopóty będziemy pływać w ścieku. Dopiero kary dla koncernów za brak reakcji mogą coś ruszyć.

Ale zanim ustawodawca się ocknie, jest jeszcze coś w naszych rękach – higiena słowa.
Po pierwsze: odróżniajmy krytykę od hejtu z chirurgiczną precyzją.
Po drugie: nie karmmy hejtera – bo żyje uwagą.
Po trzecie: dokumentujmy i zgłaszajmy – zamieniajmy emocję w działanie.
Po czwarte: uczmy się zimnych odpowiedzi. Bo nic tak nie odbiera paliwa jak lodowaty spokój.

Nie chodzi jednak o moralizatorstwo. Felieton ma zadawać pytania.
Pierwsze: czy naprawdę chcemy świata, w którym najgłośniejszy ma rację?
Drugie: czy umiemy jeszcze spierać się o poglądy, a nie o ludzi?
Trzecie: kogo wynagradzamy własnym kliknięciem?

To od nas zależy, czy przyjmiemy, że „cham stał się normą”. Bo norma to nie wyrok – to przyzwyczajenie. Jeśli się przyzwyczaimy, przegramy. Jeśli nie – możemy odzyskać język krytyki, który nie boi się powiedzieć: „to jest głupie, to jest kłamstwo, to jest chamstwo”.

Nowa „morda” hejtu nie musi być twarzą przyszłości. Ale tylko wtedy, jeśli odważymy się ją nazwać.

Autor: Rafał Chwaliński


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry