Chory, ale niewygodny. Gmina chce wyrzucić mieszkańca DPS w Obornikach Śląskich
„Nie mam dokąd pójść” – dramat chorego mieszkańca DPS
Pan Andrzej K., mieszkaniec Domu Pomocy Społecznej w Obornikach Śląskich, od trzech lat zmaga się nie tylko z ciężką, postępującą chorobą – stwardnieniem rozsianym, ale też z systemem, który zamiast pomagać, próbuje go odrzucić.
Nie ma rodziny. Cierpi na depresję i zaburzenia lękowe. Trafił do DPS decyzją obornickiego OPS, a jego pobyt – co jasno wynika z dokumentów – finansowany jest przez Gminę Oborniki Śląskie.
Dziś ten sam ośrodek, który pomógł mu znaleźć schronienie, chce cofnąć decyzję i odebrać mu prawo do pobytu. W praktyce oznacza to jedno – wyrzucenie chorego człowieka na ulicę.
Urzędnicy wiedzą lepiej niż lekarze
W decyzji z 4 lipca 2025 roku Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej napisał, że pan Andrzej „marnotrawi świadczenia”, „nie współpracuje z personelem”, „nie korzysta z zajęć terapeutycznych” i że „jest samodzielny”.
Na tej podstawie urzędnicy uznali, że nie wymaga on całodobowej opieki.
Problem w tym, że nie ma żadnego zaświadczenia lekarskiego, które potwierdzałoby poprawę stanu zdrowia pana Andrzeja. Nie przeprowadzono komisji medycznej, nie powołano biegłego lekarza, nie zapytano nawet neurologa, który od lat prowadzi chorego.
Jak sam napisał w odwołaniu do Samorządowego Kolegium Odwoławczego we Wrocławiu:
„Nie mam rodziny, jestem samotny i śmiertelnie chory. Choroba postępuje, a ja nie jestem w stanie funkcjonować samodzielnie. Jeśli zostanę wyrzucony z DPS, stanę się bezdomny.”
Decyzje zza biurka – bez empatii i logiki
OPS w Obornikach Śląskich powołał się na przepisy ustawy o pomocy społecznej, które pozwalają cofnąć decyzję w przypadku „marnotrawienia świadczeń”.
Jednak w dokumentach nie ma żadnych konkretnych dowodów na nadużycia finansowe. Są tylko notatki i opinie personelu, dotyczące rzekomego „braku współpracy” czy „nieposłuszeństwa”.
Decyzja została więc wydana na podstawie subiektywnych ocen, a nie obiektywnej analizy sytuacji zdrowotnej i życiowej mieszkańca.
Były dyrektor DPS: „To łamanie kręgosłupów ludziom”
Były wieloletni dyrektor DPS w Obornikach Śląskich i socjolog – Robert Korytkowski – komentuje sprawę z oburzeniem.
„Dla mnie to jest niepojęte. Dyrektor, który wpada na pomysł, by wyrzucić chorego człowieka z domu pomocy, powinien natychmiast stracić pracę. To łamanie kręgosłupów ludziom. Pokazuje się innym mieszkańcom: ‘Jeśli się odezwiesz, jeśli powiesz prawdę – też cię wyrzucimy’. Dramat. Niezrozumiałe i nieakceptowalne.”
Korytkowski, który sam wygrał w sądzie sprawę z Powiatem Trzebnickim po nieuzasadnionym zwolnieniu, podkreśla, że to, co dzieje się dziś w DPS, jest efektem politycznych czystek i utraty kontroli nad placówkami przez władze powiatowe.
„Kiedyś budowaliśmy tam wspólnotę, nie instytucję. Pracownicy mieli wsparcie, mogli przychodzić z dziećmi do pracy, dbaliśmy o atmosferę, bo zadowolony pracownik to zadowolony mieszkaniec. Dziś to wszystko upadło – bo rządzi strach.”
Absurd nad absurdem
Były dyrektor DPS wskazuje również na absurdalne uzasadnienia, jakimi posługuje się OPS:
„W dokumentach czytam, że pan Andrzej chodzi sam do sklepu, więc może funkcjonować samodzielnie. To przecież absurd! Rehabilitacja ma na celu właśnie utrzymać samodzielność jak najdłużej. Terapia ma spowolnić chorobę, a nie przyspieszyć degradację poprzez wyrzucenie chorego z domu.”
Jak dodaje, wyrzucenie pana Andrzeja byłoby sprzeczne z ustawą o pomocy społecznej, która jasno stanowi, że DPS jest dla osób chorych i niesamodzielnych, a decyzję o uchyleniu skierowania można podjąć tylko po stwierdzeniu poprawy zdrowia przez lekarza.
„To nie pomoc, to odwet”
W rozmowie z Radiem DTR Korytkowski przyznaje, że obecna sytuacja w DPS to efekt konfliktów personalnych i atmosfery strachu:
„Od momentu, kiedy mnie zwolniono, do dziś dzwonią do mnie pracownicy, którzy boją się mówić. Wiedzą, że jeśli zgłoszą nieprawidłowości, będą następni w kolejce do wyrzucenia. W powiecie panuje doktryna Neumana: dopóki jesteś z nami – nic ci nie grozi. Jak powiesz prawdę – stracisz pracę.”
Jego zdaniem, obecna dyrekcja DPS działa pod ochroną układu polityczno-urzędniczego.
„Ludzie boją się ze sobą rozmawiać, bo wiedzą, że starosta lub burmistrz może ich podsłuchiwać albo zwolnić. Takich czasów nie było nawet za komuny.”
DPS pod kontrolą – tylko na papierze
W teorii DPS-y podlegają nadzorowi starosty i wojewody. W praktyce – jak mówi Korytkowski – ten nadzór to fikcja.
„Kiedyś, gdy mieszkaniec pisał skargę, przyjeżdżała kontrola z urzędu wojewódzkiego, sprawdzała dokumenty, rozmawiała z personelem. Dziś wszystko rozstrzyga się przy biurku, w atmosferze obrony koleżanki-dyrektor. Jeśli mieszkaniec się odwołuje – traktują go jak awanturnika, nie jak człowieka, który prosi o pomoc.”
Gmina kontra człowiek
Pan Andrzej K. w swoim odwołaniu do SKO pisze:
„Nie mogę się samodzielnie poruszać na dłuższe dystanse. Nie mam rodziny, jestem osobą samotną i śmiertelnie chorą. Choroba postępuje. Jeśli zostanę skreślony z DPS, stanę się bezdomny.”
Te słowa nie są dramatyzmem – to realny opis sytuacji.
Decyzja OPS o cofnięciu skierowania została podjęta bez dowodów na poprawę zdrowia, w oparciu o opinie pracowników niemających kompetencji medycznych.
Były dyrektor: „To, co robią, to demonstracja siły”
W dalszej części rozmowy Korytkowski dodaje gorzko:
„To jest pokazanie wszystkim – mieszkańcom i pracownikom – że jeśli ktoś będzie miał odwagę cokolwiek powiedzieć, zostanie wyrzucony. To łamanie kręgosłupów ludziom. Wyrzucenie pana Andrzeja to nie decyzja administracyjna, to demonstracja siły wobec słabszych.”
Czy SKO zatrzyma ten skandal?
Odwołanie pana Andrzeja trafiło do Samorządowego Kolegium Odwoławczego we Wrocławiu, które ma 30 dni na rozpatrzenie sprawy.
Jeśli decyzja OPS zostanie utrzymana, chory mężczyzna straci miejsce w DPS i może trafić na ulicę.
Jak mówi Robert Korytkowski:
„Mam nadzieję, że sejmik i SKO nie podzielą zdania OPS. Bo jeśli człowiekowi ciężko choremu, bez rodziny i pomocy, cofnie się decyzję o pobycie w DPS, to znaczy, że przestaliśmy być społeczeństwem, a staliśmy się machiną.”
Komentarz redakcyjny Radio DTR
Sprawa pana Andrzeja K. to nie jednostkowy incydent – to symbol rozpadu systemu pomocy społecznej w powiecie trzebnickim.
Zastąpiono człowieka – procedurą. Empatię – kontrolą. Prawdę – lojalnością wobec władzy.
Jak powiedział w rozmowie z nami Robert Korytkowski:
„Dyrektor DPS ma jedno zadanie – by człowiek, który trafił tam w ostatnich latach życia, przeżył je w godności. A dziś? Dziś DPS stał się narzędziem strachu.”
To mocne słowa, ale w pełni oddają rzeczywistość, w której pomoc społeczna przestała być pomocą, a stała się biurokratycznym młynem mielącym ludzką godność.
Autor: Rafał Chwaliński
Magazynu Radio DTR 10/2025
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


