Czy sąd może zakazać prasie pisać?
Sprawa z Trzebnicy wywołała w środowisku dziennikarskim spore poruszenie.
Sąd wydał decyzję o zabezpieczeniu, która w praktyce zakazuje dwóm redakcjom – lokalnej „Nowej Gazecie Trzebnickiej” i ogólnopolskiej „Gazecie Wyborczej” – publikowania informacji dotyczących dwóch osób funkcyjnych ze szpitala powiatowego.
Chodzi o ordynatorkę oddziału i koordynatorkę fizjoterapeutów.
Obie miały – według ustaleń dziennikarzy – wiedzieć o skargach pracownic na zachowanie jednego z fizjoterapeutów.
To właśnie jego sprawa jest dziś przedmiotem postępowania karnego.
O co chodzi w sprawie ze szpitala?
Dziennikarze opisywali sytuację, w której zatrudniony w placówce fizjoterapeuta miał dopuszczać się wobec koleżanek z pracy zachowań o charakterze molestowania.
W relacjach pojawiały się m.in.:
seksistowskie uwagi
niechciany dotyk
łapanie za szyję
dociskanie do ściany
Z informacji przekazanych redakcjom wynikało, że część pracownic zgłaszała sprawę przełożonym.
Dziennikarze chcieli ustalić, dlaczego osoby kierujące zespołem nie zareagowały.
Jednak – jak relacjonują – rozmowy nie doszły do skutku.
Przełożone odmówiły odpowiedzi, powołując się na trwające postępowanie.
Decyzja sądu bez wysłuchania stron
Kobiety skierowały sprawę do sądu, domagając się usunięcia z artykułów wszelkich fragmentów, które ich dotyczą, a także przeprosin.
Sąd wydał postanowienie o zabezpieczeniu.
To szczególny środek stosowany w sprawach cywilnych – jeszcze przed rozstrzygnięciem sporu.
W tym przypadku zabezpieczenie polegało na zakazie publikacji informacji dotyczących ich roli w sprawie.
Według relacji dziennikarzy decyzja została wydana bez przesłuchania stron.
Pojawiły się też wątpliwości dotyczące materiału dowodowego.
Jak wskazuje wydawca „Nowej Gazety Trzebnickiej”, w aktach znalazł się pełny wydruk artykułu lokalnej redakcji, natomiast w przypadku tekstu „Gazety Wyborczej” – jedynie jego fragment.
Czy to forma nacisku na media?
Sprawa wywołała reakcję środowiska dziennikarskiego.
Andrzej Andrysiak, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, nazwał takie działania typowym przykładem mechanizmu SLAPP.
To określenie stosowane wobec spraw sądowych, które mają przede wszystkim zniechęcić dziennikarzy lub aktywistów do podejmowania niewygodnych tematów.
W Polsce o podobnych przypadkach mówi się coraz częściej, szczególnie gdy spór dotyczy publikacji o instytucjach publicznych.
Gdzie kończy się ochrona dóbr osobistych?
Prawo przewiduje możliwość ochrony dóbr osobistych – także przed publikacjami prasowymi.
Jednak w takich sytuacjach pojawia się pytanie o granice tej ochrony.
Konstytucja RP mówi wyraźnie:
art. 14 – zapewnia wolność prasy
art. 54 ust. 2 – zakazuje cenzury prewencyjnej
Dlatego decyzje o zakazie publikacji przed rozstrzygnięciem sprawy należą do najbardziej kontrowersyjnych w praktyce sądowej.
Szczególnie wtedy, gdy dotyczą instytucji publicznych i osób pełniących funkcje kierownicze.
Co dalej z tą sprawą?
Postępowanie karne wobec fizjoterapeuty wciąż trwa.
Akt oskarżenia ma wkrótce trafić do sądu.
W jego trakcie ordynatorka i koordynatorka będą musiały złożyć zeznania.
Tymczasem obowiązujące zabezpieczenie oznacza, że redakcje objęte decyzją sądu nie mogą opisywać ich roli w sprawie – nawet gdy pojawi się ona w toku jawnej rozprawy.
Wydawca „Nowej Gazety Trzebnickiej” złożył już zażalenie na decyzję sądu.
To sąd wyższej instancji zdecyduje, czy zakaz publikacji zostanie utrzymany.
Sprawa ważna nie tylko dla jednego miasta
Choć wydarzenia dotyczą konkretnego szpitala i konkretnego sporu, pytanie które pojawiło się przy okazji tej sprawy ma znacznie szerszy wymiar.
Dotyczy bowiem relacji między trzema elementami państwa prawa:
ochroną dóbr osobistych
jawnością życia publicznego
wolnością prasy.
I właśnie dlatego sprawa z Trzebnicy jest dziś obserwowana nie tylko lokalnie, ale także przez środowisko dziennikarskie w całej Polsce.
Pozostaje pytanie: czy decyzja sądu okaże się wyjątkiem w praktyce, czy zapowiedzią nowego trendu w sporach między mediami a instytucjami publicznymi.







