Konto zablokowane, samochody zajęte, sprawa w sądzie administracyjnym. Tak wygląda dziś finał historii dotacji przyznanej w 2023 roku Fundacji „Potrafisz Polsko!”, związanej z Pawłem Kukizem. Łatwo zrobić z tego polityczną awanturę: jedni mówią o „niszczeniu fundacji”, drudzy o odzyskiwaniu publicznych pieniędzy. Tyle że dokumenty pokazują sprawę znacznie ciekawszą. Państwo najpierw przekazało fundacji dokładnie 4 284 900 zł. Fundacja ponad 1,3 mln zł sama oddała. Teraz KPRM żąda kolejnych 1 037 331,22 zł. Najważniejszego dokumentu – decyzji wyjaśniającej dokładnie, dlaczego – w publicznie dostępnych materiałach wciąż brakuje.
Historia zaczyna się nie w 2026, lecz 10 lutego 2023 roku.
Ówczesny premier Mateusz Morawiecki wydał zarządzenie nr 8, na podstawie którego z ogólnej rezerwy budżetowej przeznaczono pieniądze dla Fundacji „Potrafisz Polsko!” na realizację zadania „Instytut Demokracji Bezpośredniej”.
Kwota była bardzo konkretna:
4 284 900 zł.
Nie jest to informacja pochodząca z wypowiedzi polityków. Potwierdza ją oficjalne zestawienie Ministerstwa Finansów. Cztery dni później, 14 lutego 2023 roku, wydano decyzję budżetową MF/FS3.4143.3.25.2023.MF.350.
I już wtedy zaczęły się pytania.
Miliony bez klasycznego konkursu
Posłowie Dariusz Joński i Michał Szczerba w kwietniu 2023 roku skierowali do premiera interpelację dotyczącą podstaw prawnych i okoliczności przyznania pieniędzy.
Pytali między innymi o doświadczenie fundacji, jej możliwości organizacyjne, sposób oceny oferty oraz o to, czy w umowie zabezpieczono się przed wykorzystaniem publicznych środków do promocji programu politycznego parlamentarzystów Kukiz’15 związanych z fundacją.
Był to więc projekt kontrowersyjny politycznie praktycznie od chwili przyznania pieniędzy.
Ale polityczna kontrowersja nie jest dowodem nieprawidłowego wydatkowania dotacji. To rozróżnienie jest szczególnie ważne dzisiaj.
Fundacja miała zrealizować projekt poświęcony demokracji bezpośredniej, referendom i aktywności obywatelskiej. Jednym z najważniejszych elementów przedsięwzięcia było stworzenie internetowego systemu głosowania.
I taki system rzeczywiście powstał.
Fundacja podaje, że stworzyła platformę e-votingową wykorzystującą blockchain, a system został poddany zewnętrznemu audytowi. Deklaruje także przeprowadzenie badań, przygotowanie materiałów edukacyjnych, publikacji oraz spotkań dotyczących demokracji bezpośredniej.
Dlatego napisanie dzisiaj, że fundacja dostała 4,3 mln zł i niczego nie zrobiła, byłoby nieuprawnione.
Problem leży gdzie indziej.
4,28 mln przyznano. 2,97 mln wydano. 1,317 mln oddano
Tutaj zaczyna się finansowa część układanki.
Fundacja nie wykorzystała całej dotacji.
Jej prezes Zbigniew Oborski przekazał wcześniej Wirtualnej Polsce dokładne rozliczenie: na realizację projektu wydano 2 967 667,92 zł.
Pozostałe środki zostały w styczniu 2024 roku zwrócone do budżetu w trzech przelewach:
900 000 zł,
417 172,08 zł,
60 zł.
Łącznie daje to 1 317 232,08 zł zwrotu.
I to zmienia perspektywę obecnej sprawy.
Nie mamy sytuacji, w której państwo przekazało 4,3 mln zł, a następnie zażądało zwrotu całej dotacji.
Fundacja wykorzystała niespełna 3 mln zł, resztę sama zwróciła.
A później państwo zakwestionowało również część pieniędzy, które fundacja uznała za prawidłowo wydane.
NIK pozostawiła bardzo ważny ślad
Jest jeszcze dokument, który dzisiaj nabiera szczególnego znaczenia.
Najwyższa Izba Kontroli badała rozliczanie dotacji przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
W dokumentacji kontroli NIK pojawia się dokładnie nasza fundacja i dokładnie nasz projekt.
Fundacja „Potrafisz Polsko!” przekazała KPRM rozliczenie projektu 30 stycznia 2024 roku. Termin jego zatwierdzenia upływał 29 lutego.
Tymczasem NIK ustaliła, że 2 kwietnia 2024 roku rozliczenie nadal nie zostało zatwierdzone.
To bardzo istotny fragment chronologii.
Nie przesądza, kto ma rację w obecnym sporze. Pokazuje natomiast, że procedura rozliczenia projektu nie zakończyła się prostym zaakceptowaniem sprawozdania fundacji.
A później sprawa zrobiła się jeszcze poważniejsza.
1 037 331,22 zł
To najważniejsza liczba w całej historii.
KPRM zażądała od Fundacji „Potrafisz Polsko!” zwrotu:
1 037 331,22 zł.
Kwota znajduje się w zestawieniu dotyczącym pieniędzy, których Kancelaria Premiera domagała się od organizacji otrzymujących wcześniej dotacje. Fundacja Kukiza nie była jedynym podmiotem objętym takimi działaniami.
Jeżeli zestawimy wszystkie liczby, obraz robi się znacznie bardziej interesujący:
4 284 900,00 zł – przyznana dotacja,
2 967 667,92 zł – wydatki deklarowane przez fundację,
1 317 232,08 zł – pieniądze niewykorzystane i zwrócone,
1 037 331,22 zł – kolejna kwota, której zwrotu domaga się KPRM.
Jeżeli obecne stanowisko KPRM ostatecznie się utrzyma, oznaczałoby to zakwestionowanie około 35 proc. pieniędzy faktycznie wydanych przez fundację na projekt.
I właśnie tutaj powinien zaczynać się materiał dziennikarski.
Nie od Kukiza.
Nie od Tuska.
Od 1 037 331,22 zł.
Za co dokładnie ten milion?
Tego właśnie nadal nie możemy rzetelnie powiedzieć.
Publicznie dostępne źródła pozwalają ustalić wysokość roszczenia KPRM. Znamy pierwotną dotację, projekt, część jego dokumentacji, sprawozdanie fundacji i późniejszą egzekucję.
Nie znaleźliśmy jednak publicznie dostępnej pełnej decyzji administracyjnej KPRM wraz z uzasadnieniem pokazującym pozycja po pozycji, które wydatki składają się na 1 037 331,22 zł i dlaczego zostały zakwestionowane.
To zasadnicza różnica.
Informacja:
„KPRM żąda zwrotu miliona”
nie odpowiada jeszcze na pytanie:
„dlaczego KPRM uważa, że ten milion należy zwrócić?”.
A bez odpowiedzi na drugie pytanie trudno oceniać meritum sporu.
Platforma za około milion
Szczególnie interesujący jest wątek systemu do głosowania przez internet.
Fundacja twierdzi, że platformę wykonała, została ona poddana audytowi i oferowano możliwość jej wykorzystania instytucjom publicznym. Platforma jest jednym z rezultatów projektu wymienianych przez samą organizację.
Według relacji pojawiających się przy obecnym sporze jednym z zasadniczych przedmiotów kontrowersji są właśnie wydatki związane z systemem e-votingu.
Ale tutaj potrzebujemy dokumentów, nie politycznych deklaracji.
Powinno być możliwe ustalenie wykonawcy systemu, wartości umowy, zakresu zamówienia, praw do kodu źródłowego, kosztów utrzymania, parametrów technicznych, wyników audytu i protokołu odbioru.
A przede wszystkim tego, co w tych wydatkach zakwestionowała KPRM.
Samo stwierdzenie, że platforma istnieje, nie dowodzi prawidłowości wszystkich związanych z nią wydatków.
Tak samo jej niewielkie wykorzystanie nie dowodzi automatycznie, że pieniądze wydano niezgodnie z umową.
Rozstrzygająca jest treść zobowiązania fundacji wobec państwa.
Konto zablokowane. Samochody zajęte
Teraz dochodzimy do wydarzeń, które spowodowały, że historia ponownie trafiła do mediów.
KPRM wydała decyzję dotyczącą zwrotu środków. Fundacja wystąpiła o ponowne rozpatrzenie sprawy.
Według jej pełnomocnika ministra dwukrotnie rozpatrywał sprawę niekorzystnie dla organizacji. Fundacja skierowała więc skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
Jednocześnie decyzja została skierowana do wykonania.
Egzekucję przeprowadził Urząd Skarbowy w Brzegu. Zablokowany został rachunek fundacji, zajęto również należące do niej samochody.
I tu pojawia się zdanie Pawła Kukiza, które trzeba bardzo wyraźnie oznaczyć jako stanowisko jednej ze stron.
Kukiz twierdzi, że na zablokowanym rachunku znajdowały się również środki fundacji niepochodzące z dotacji KPRM, a zajęte samochody były wykorzystywane m.in. do transportu pomocy.
To wymaga niezależnego potwierdzenia.
„Bez decyzji sądu” nie oznacza „bez podstawy prawnej”
To także trzeba czytelnikowi wyjaśnić.
Kukiz podnosi, że działania podjęto, zanim sprawę rozstrzygnął sąd.
Tyle że w postępowaniu administracyjnym samo wniesienie skargi do WSA nie oznacza automatycznie wstrzymania wykonania decyzji.
Dlatego jednocześnie mogą istnieć dwie sytuacje: fundacja kwestionuje rozstrzygnięcie przed sądem, a administracja prowadzi egzekucję należności wynikającej z decyzji.
Dopiero rozstrzygnięcie sądu administracyjnego może mieć zasadnicze znaczenie dla oceny legalności zaskarżonej decyzji.
Nie jest więc precyzyjne ani stwierdzenie, że „sąd kazał Kukizowi oddać pieniądze”, ani że „państwo zabrało pieniądze bez żadnej decyzji”.
Sądu jeszcze przed nami. Decyzja administracyjna już jest.
Dwie polityczne narracje. Żadna nie zastąpi dokumentów
Wokół sprawy bardzo szybko powstały dwie przeciwstawne opowieści.
Paweł Kukiz przedstawia działania obecnej administracji jako polityczny atak.
Z drugiej strony pojawiają się polityczne zarzuty, że sama dotacja przyznana za rządów Mateusza Morawieckiego była związana z polityczną współpracą Kukiza z ówczesną większością parlamentarną. Takie zarzuty stawiano publicznie już w 2023 roku.
Żadna z tych narracji nie jest jednak dowodem w postępowaniu dotyczącym zwrotu dotacji.
Można krytykować sposób przyznania 4,3 mln zł i jednocześnie uznać późniejsze wydatki za prawidłowe.
Można też uznać pierwotne przyznanie dotacji za legalne, a następnie stwierdzić, że część pieniędzy wydano niezgodnie z umową.
To są dwie odrębne kwestie prawne i finansowe.
I właśnie dlatego potrzebujemy decyzji KPRM.
Gdzie jest dokument za milion złotych?
To jest dzisiaj najważniejsze pytanie Radia DTR.
Skoro administracja państwowa uznała, że organizacja ma zwrócić dokładnie 1 037 331,22 zł, musi istnieć dokumentacja pokazująca sposób ustalenia tej należności.
Co więcej, wiemy już, że istnieje co najmniej pierwotne rozstrzygnięcie oraz rozstrzygnięcie wydane po ponownym rozpoznaniu sprawy.
Fundacja skierowała następnie sprawę do WSA.
Te dokumenty pozwolą odpowiedzieć na pytania, których polityczne komentarze nie rozstrzygną:
które faktury zakwestionowano, jakie koszty uznano za niekwalifikowalne, czy zakwestionowano wykonanie określonych elementów projektu, czy problemem było przeznaczenie pieniędzy, sposób wyboru wykonawców, terminy, dokumentacja, czy też niespełnienie warunków umowy?
Dopiero wtedy będzie można rozebrać kwotę 1 037 331,22 zł na części.
I właśnie po te dokumenty warto teraz pójść
Ta historia jest ciekawsza niż nagłówek o zajętych samochodach.
W 2023 roku państwo zdecydowało się przekazać jednej fundacji 4,2849 mln zł z rezerwy ogólnej budżetu na projekt dotyczący demokracji bezpośredniej. Już wtedy decyzja wywołała polityczny spór.
Fundacja później wykazała wydanie niespełna 3 mln zł i zwróciła ponad 1,317 mln zł niewykorzystanych środków.
NIK ustaliła następnie, że mimo upływu terminu KPRM nie zatwierdziła rozliczenia do 2 kwietnia 2024 roku.
Potem administracja zażądała kolejnych 1 037 331,22 zł.
Dzisiaj trwa już egzekucja, a równolegle spór przeniósł się do sądu administracyjnego.
To daje bardzo prostą zasadę dalszego śledztwa:
nie będziemy rozstrzygać, czy rację ma Kukiz, czy KPRM.
Znajdziemy decyzję.
Sprawdzimy milion złotych po milionie — a właściwie fakturę po fakturze.
Bo skoro państwo potrafiło wyliczyć należność co do jednego grosza, obywatel powinien móc dowiedzieć się, skąd ten jeden grosz się wziął.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.






