Gdy prawo działa tylko dla swoich. Polityczna pamięć wybiórcza

pisowska pamiec o prawie

Jeszcze niedawno mówiono o „naprawie państwa”. Dziś ci sami politycy mówią o „obronie konstytucji”. Spór o Trybunał Konstytucyjny znów pokazuje, że w polskiej polityce prawo bywa traktowane jak narzędzie — nie fundament.


Czy prawo ma właściciela?

Wniosek polityków PiS do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie przepisów dotyczących wyboru sędziów brzmi jak ironia historii. Mowa przecież o regulacjach, które powstawały i były bronione w czasie ich rządów.

Jeszcze kilka lat temu te same rozwiązania przedstawiano jako konieczne reformy państwa. Dziś mają rzekomo zagrażać demokracji.

ReklamaCollaborator

To moment, w którym polityczna narracja zaczyna zderzać się z pamięcią obywateli.

Prawo nie zmieniło się tak szybko jak polityczne interesy.


Co się zmienia po utracie władzy?

W czasie rządów argument był prosty: większość parlamentarna ma mandat do przebudowy instytucji państwa. Krytyka była określana jako obrona „starego systemu”.

Po zmianie władzy argument również jest prosty — trzeba bronić państwa prawa.

Mechanizm pozostaje jednak ten sam: interpretacja konstytucji zależy od miejsca w ławach sejmowych.

Demokracja zaczyna wtedy przypominać grę, w której zasady obowiązują tylko przegranych.


Czy to problem jednej partii?

Spór o Trybunał Konstytucyjny trwa w Polsce od ponad dekady i coraz bardziej przypomina konflikt o kontrolę nad państwem, a nie o jego zasady.

Kolejne ekipy polityczne obiecują „naprawę instytucji”, ale w praktyce często je podporządkowują. Różnią się język i uzasadnienia, mechanizm pozostaje podobny.

Polski producent mebli

To dlatego zaufanie do państwa spada — nie przez jedną ustawę, lecz przez powtarzalność schematu.

Gdy każda władza pisze prawo pod siebie, konstytucja zaczyna wyglądać jak dokument tymczasowy.


Dlaczego obywatele przestają wierzyć?

Bo widzą coś bardzo prostego:
gdy politycy rządzą — prawo jest dobre,
gdy przegrywają — prawo jest złe.

W takiej rzeczywistości konstytucja przestaje być wspólną umową społeczną, a staje się argumentem w sporze politycznym.

Państwo prawa nie rozpada się nagle. Ono powoli traci znaczenie w świadomości ludzi.

Najpierw politycy przestają traktować prawo poważnie, potem przestają to robić obywatele.


Co zostaje po tej lekcji?

Historia sporów o Trybunał Konstytucyjny pokazuje coś więcej niż konflikt między partiami. Pokazuje, jak łatwo władza uzależnia rozumienie prawa od własnych interesów.

A demokracja zaczyna się tam, gdzie politycy potrafią zaakceptować reguły również wtedy, gdy przestają być dla nich wygodne.

Pytanie tylko, czy polska polityka jest jeszcze gotowa na taką lekcję — czy dopiero ją odrabia.

Autor: Rafał Chwaliński
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry