Gmina Gniewino. Krytyka czy kneblowanie dyskusji?

kneblowanie dyskusji wytrychami o cyberprzemocy

Czy głos mieszkańców to już „cyberprzemoc”, czy raczej niewygodny sygnał, że społeczność chce pytań, kontroli i przejrzystości? Wójt Wioletta Majer-Szreder opublikowała długi wpis, w którym obwinia jedną osobę o „ataki”, a pod postem… wyłączyła komentarze. Co tak naprawdę dzieje się w Gniewinie?


Wójt mówi o cyberprzemocy. Ale czy na pewno o to tu chodzi?

Wójt Gminy Gniewino, Wioletta Majer-Szreder, opublikowała na Facebooku obszerny wpis, w którym wskazuje, że od czerwca 2025 roku jest ofiarą „cyberprzemocy”. Podaje, że zjawisko to ma być wynikiem prywatnego interesu jednej osoby i dotyczyć zarówno jej, jak i przewodniczącego rady.

W jej własnych słowach:

„Od tego momentu zaczęły się ataki na Facebooku (…) nie w interesie publicznym, ale z pobudek prywatnych.”

To narracja mocna, emocjonalna, ale też bardzo wygodna. Bo pozwala przesunąć ciężar z konkretów na emocje. Nie ma tam odniesienia do pytań, które mieszkańcy stawiają od miesięcy – o wydatki promocyjne, koszty jubileuszu, a przede wszystkim o artykuł w „Express Biznesu”, który sporo mówi o stylu zarządzania wójta.


Czy krytyka samorządowca to „atak”?

Sama wójt przedstawia swoje działania promocyjne jako standard i inwestycję w społeczność. Tymczasem fakty – także te znajdujące się w dokumentach urzędowych – mówią więcej niż wpisy na Facebooku.

W odpowiedzi na wniosek o informację publiczną, którą pozyskaliśmy i analizowaliśmy (pismo OSO.1431.68.2025.KWM) urząd sam potwierdza:

„Materiał został przygotowany w ramach działań informacyjno-promocyjnych (…) koszt całkowity poniesiony przez Gminę: 19 680 zł brutto.”

I to właśnie te działania promocyjne – niekiedy mocno personalne – wzbudziły zainteresowanie opinii publicznej. To nie „trollowanie”. To pytania o pieniądze podatników.


Dlaczego mieszkańcy zadają pytania?

Bo mają do tego prawo. W każdej demokratycznej gminie to standard. Pojawiają się zatem naturalne pytania:

Czy jubileusz stał się wehikułem PR-u?

W piśmie z BIP czytamy:

„Publikacja (…) miała na celu przedstawienie historii, dorobku i osiągnięć Gminy Gniewino oraz zaprezentowanie planów rozwoju.”

To uzasadnienie brzmi znajomo – identycznie argumentuje większość włodarzy publikujących sponsorowane wywiady.

Czy krytyka mieszkańców jest naprawdę ‘przemocą’?

Kiedy wójt pisze:

„Znam źródło tego zjawiska wobec mnie jako wójta gminy.”

– sugeruje, że nie chodzi o debatę, lecz o osobistą zemstę. Problem w tym, że komentarze lokalnej społeczności dotyczą spraw publicznych: edukacji, wydatków, imprez, przejrzystości decyzji.

zrzut ekranu 2025 11 18 o 09.46.41
Facebook

Dlaczego wyłączono komentarze?

Wójta tłumaczy to słowami proboszcza: „Potrzebujemy ciszy”.
Ale mieszkańcy oczekują dialogu, nie ciszy – gmina to nie folwark.


Promocja gminy czy PR włodarzy?

W naszym wcześniejszym materiale analizowaliśmy publikację „Express Biznesu”:
„Promocja gminy czy PR włodarzy?”

Czy zamknięcie komentarzy to dialog obywatelski?

Zablokowanie możliwości wypowiedzi pod wpisem nie uciszy wątpliwości – raczej je spotęguje. Mieszkańcy widzą, że można mówić długo, byle jednostronnie.

Artykuł został opłacony z pieniędzy publicznych i zbudowany tak, by zaprezentować wójt jako twarz zmian, odświeżenia, „nowej epoki”.

Problem nie w tym, że gmina kupiła reklamę. Problem w tym, że gmina przedstawia ją jako konieczność, a krytykę jako „cyberprzemoc”.


Czy wójt ma prawo oczekiwać ochrony przed słowem?

Tak – przed zniewagą, pomówieniem, podszywaniem się.
Nie – przed kontrolą społeczną.

Wpis wójt stawia wszystko na jednej linii: komentarze o wydatkach, memy, zarzuty, pytania o klasę sportową, porównania z innymi gminami. Tymczasem nie każde mocne słowo to agresja. Czasem to zwykła obywatelska niezgoda.


Dlaczego ta sprawa ma znaczenie?

Bo podobne sytuacje dzieją się w wielu polskich gminach. Krytykę władzy przedstawia się jako nękanie, a operowanie informacją publiczną – jako „atak”.

Tymczasem z dokumentów wynika jasno:

„Gmina nie posiada jednego zbiorczego wykazu (…) przygotowanie wymagałoby stworzenia nowej informacji przetworzonej.”

Co oznacza, że obywatele pytają o informacje, które nie są w pełni prowadzone ani upubliczniane. I to jest sedno problemu.


Podsumowanie

Ten spór to nie „atak na wójta”. To konflikt o fundamentalną rzecz: prawo mieszkańców do patrzenia władzy na ręce.
I choć wójt apeluje o „ciszę”, to demokracja nie jest od ciszy. Jest od rozmowy.

Autor Rafał Chwaliński

Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Przewijanie do góry