W Obornikach Śląskich od pewnego czasu trwa osobliwa dyskusja o ściekach. I nie chodzi tylko o te, które płyną rurami, rowami albo – jak bywa – wcale nie płyną, tylko stoją i czekają na wywóz. Chodzi też o „ścieki internetowe”. Tak przynajmniej określa media internetowe burmistrz.
Problem polega na tym, że w Obornikach Śląskich metafory zaczynają dziwnie mieszać się z rzeczywistością.
Bo kiedy władza mówi o „ściekach internetu”, mieszkańcy mówią o… ściekach. Takich całkiem dosłownych.
Kiedy szambo staje się tematem publicznym
Do redakcji trafił list jednej z mieszkanek gminy. Zaczyna się spokojnie, niemal urzędowo. Ale im dalej, tym bardziej czuć zapach problemu. I to niestety nie metaforycznego.
Autorka opisuje sytuację na rynku wywozu nieczystości ciekłych w gminie. Jak relacjonuje, gdy pierwszy raz potrzebowała opróżnić szambo, zadzwoniła do kilku firm działających w gminie. Odpowiedź była niemal identyczna: około 310 zł za 10 metrów sześciennych.
Pismo dot nieczystości
Przypadek?
Promocja sezonowa?
Czy może coś, co mieszkańcy nazywają po prostu zmową cenową?
Mieszkanka pisze wprost:
„W mojej ocenie przedsiębiorcy stosują niedopuszczalną zmowę cenową.”
Ale to dopiero początek historii.
Kanalizacja – przywilej czy standard?
Najmocniejszy fragment listu dotyczy różnic w opłatach między mieszkańcami.
Ci, którzy mają kanalizację, płacą – według danych przytoczonych w piśmie – około 8,03 zł za metr sześcienny ścieków.
Pismo dot nieczystości
Ci, którzy kanalizacji nie mają – a takich miejsc w gminie wciąż jest sporo – płacą nawet około 35 zł za metr sześcienny przy wywozie szamba.
Pismo dot nieczystości
Czyli ponad cztery razy więcej.
Mieszkanka pyta wprost: dlaczego jedni są uprzywilejowani, a inni mają płacić za wieloletnie zaniedbania infrastrukturalne?
I trudno nie zauważyć, że to pytanie nie jest wcale absurdalne.
Polityka infrastruktury czy infrastruktura polityki
W liście pojawia się też gorzka uwaga:
„Może zamiast obwodnicy ktoś pomyśli o budowie kanalizacji i oczyszczalni ścieków?”
To zdanie jest ciekawsze niż mogłoby się wydawać. Bo dotyka czegoś, co w wielu gminach jest tematem tabu: priorytetów inwestycyjnych.
Drogi, ronda, imprezy miejskie – to widać.
Rury kanalizacyjne pod ziemią – nie.
A wyborcy częściej głosują na to, co widać.
Media jako „ścieki”?
I tu wracamy do metafory burmistrza.
Jeśli media internetowe są „ściekiem”, to można zadać jedno proste pytanie:
kto właściwie wprowadza do tej rzeki temat ścieków?
Redakcja?
Czy może rzeczywistość?
Bo prawda jest taka, że gdyby infrastruktura działała bez zarzutu, gdyby ceny były jasne, a system uczciwy – to w gazetach i portalach można by pisać o kulturze, sporcie albo sukcesach gminy.
Tymczasem piszemy o szambach.
Nie dlatego, że lubimy.
Dlatego, że mieszkańcy o tym mówią.
Ekstrementy też mają swoją politykę
Władza często uważa, że pewne tematy są „niskie”.
Nie pasują do powagi urzędu.
Ale demokracja ma tę dziwną właściwość, że zaczyna się od rzeczy bardzo przyziemnych.
Drogi.
Śmieci.
Ścieki.
Jeżeli coś w tych sprawach nie działa, to mieszkańcy zaczynają mówić coraz głośniej. A potem piszą listy. A potem pojawiają się artykuły.
I nagle okazuje się, że największym problemem politycznym w gminie nie jest wielka strategia rozwoju.
Tylko… szambo.
Morał z Obornik Śl.
Nie wiadomo jeszcze, czy sprawa opisana w liście zakończy się kontrolą, uchwałą, petycją czy kolejną dyskusją na sesji rady. Autorka zapowiada nawet zbieranie podpisów pod petycją.
Pismo dot nieczystości
Jedno jest jednak pewne.
Jeśli władza uważa, że media internetowe są „ściekiem”, powinna pamiętać o jednej rzeczy:
czasem to właśnie media są jedyną kanalizacją, przez którą mieszkańcy mogą wypuścić swoje problemy na powierzchnię.
Bo gdy system przestaje działać…
to szambo zawsze gdzieś wybije.




