W nocy z soboty 24 na niedzielę 25 października 2026 roku znów będziemy manipulować czasem. O godzinie 3.00 wskazówki zegarów cofniemy na 2.00. Jedni zyskają dodatkową godzinę snu, inni spędzą ją w pracy. A Unia Europejska, która od lat rozważa zakończenie tej praktyki, nadal nie podjęła ostatecznej decyzji. Dlaczego w XXI wieku wciąż przestawiamy zegarki i czy rzeczywiście ma to jeszcze sens?
Noc, podczas której druga godzina wydarzy się dwa razy
Wyobraźmy sobie, że budzimy się w niedzielę o godzinie 2.30. Spoglądamy na zegarek, przewracamy się na drugi bok i zasypiamy. Po pewnym czasie budzimy się ponownie. Zegarek pokazuje… 2.30.
Nie, nie znaleźliśmy się w filmie science fiction. To tylko doroczny powrót do czasu zimowego, a właściwie środkowoeuropejskiego, czyli naszego czasu standardowego.
W Polsce zmiana nastąpi dokładnie 25 października o godzinie 3.00, kiedy wskazówki zostaną cofnięte na 2.00.
PRZED ZMIANĄ
03:00
Czas letni
PO ZMIANIE
02:00
Czas standardowy
Niedziela, 25 października 2026 r. — noc trwa o godzinę dłużej.
Większość smartfonów, komputerów i urządzeń połączonych z internetem zmieni czas automatycznie. Tradycyjne zegarki, zegary ścienne i część urządzeń domowych trzeba będzie przestawić ręcznie.
Zmiana oznacza również, że w niedzielę słońce według wskazań zegara wzejdzie i zajdzie mniej więcej godzinę wcześniej niż przy pozostawieniu czasu letniego.
Dla jednych będzie to przyjemniejszy, jaśniejszy poranek. Dla innych początek okresu, w którym po zakończeniu pracy za oknem szybciej zapada zmrok.
Dodatkowa godzina snu? Są tacy, którzy zamiast spać, będą pracować
Popularne powiedzenie głosi, że jesienią otrzymujemy godzinę gratis. Problem polega na tym, że czas nie jest rozdawany wszystkim na jednakowych zasadach.
Podczas gdy część społeczeństwa będzie spała dłużej, dyżury będą pełnić pielęgniarki, lekarze, ratownicy medyczni, policjanci, strażacy, pracownicy ochrony, transportu i zakładów działających przez całą dobę.
Dla nich zmiana czasu może oznaczać rzeczywistą dodatkową godzinę obowiązków.
Państwowa Inspekcja Pracy przypomniała 21 i 23 października 2026 roku, że jeżeli pracownik z powodu cofnięcia zegarków przekroczy obowiązującą normę lub zaplanowany dobowy wymiar pracy, dodatkowa godzina stanowi pracę nadliczbową.
Przysługuje za nią normalne wynagrodzenie, dodatek za pracę w porze nocnej oraz — w przypadku nadgodzin — odpowiednia rekompensata, w tym co do zasady dodatek w wysokości 100 proc. albo czas wolny na zasadach określonych w Kodeksie pracy.
Nie każda dodatkowa godzina automatycznie jest nadgodziną, ale każda faktycznie przepracowana musi zostać prawidłowo rozliczona.
I tu pojawia się pierwsza ciekawa sprzeczność. Dla odpoczywających zegar cofa się o godzinę. Dla pracujących nie cofa się ani wysiłek, ani odpowiedzialność.
Pociągi też muszą przeczekać dodatkową godzinę
Zmiana czasu jest szczególnie interesująca na kolei. Pociąg nie może przecież cofnąć się w czasie, nawet jeśli jego pasażerowie bardzo chcieliby wrócić do piątkowego popołudnia.
Według informacji opublikowanej 22 października przez serwis „Nasza Kolej” tegoroczna zmiana dotyczy 29 pociągów pasażerskich, których rozkłady wymagają dostosowania. Wśród nich jest również jeden pociąg Kolei Dolnośląskich.
Część składów zatrzyma się na wyznaczonych stacjach na około 60 minut, aby zachować zgodność z rozkładem jazdy po przejściu na czas zimowy.
To pokazuje, że pozornie prosta czynność, jaką jest cofnięcie zegarka, wymaga organizacji pracy całych systemów transportowych.
W podobny sposób zmianę czasu muszą uwzględniać systemy informatyczne, rejestratory zdarzeń, bankowość, infrastruktura telekomunikacyjna oraz zakłady pracujące w trybie ciągłym.
Problem nie polega więc na samym przestawieniu wskazówek. Chodzi o prawidłowe rejestrowanie zdarzeń, które tej nocy mogą mieć identyczną godzinę, choć nastąpiły w różnym czasie rzeczywistym.
Czy przestawianie zegarków nadal pozwala oszczędzać energię?
Historycznie sezonowe zmiany czasu miały umożliwiać lepsze wykorzystanie światła dziennego, a tym samym zmniejszać zużycie energii.
Taka argumentacja pojawiała się szczególnie w okresach kryzysów energetycznych, gdy ograniczanie zużycia elektryczności stanowiło istotny cel gospodarczy.
Jednak współczesne gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa funkcjonują inaczej niż kilkadziesiąt lat temu.
Energię zużywamy nie tylko na oświetlenie. Potrzebujemy jej do ogrzewania i chłodzenia pomieszczeń, pracy komputerów, urządzeń przemysłowych, infrastruktury cyfrowej oraz transportu.
Już w 2018 roku Komisja Europejska wskazywała, że badania sugerują niewielkie oszczędności energetyczne wynikające ze zmian czasu.
Nie oznacza to, że w każdych warunkach korzyści są zerowe. Ich rzeczywista wielkość zależy od klimatu, struktury zużycia energii i codziennych zachowań mieszkańców.
Pytanie pozostaje jednak aktualne: czy potencjalne oszczędności uzasadniają konieczność przestawiania zegarów dwa razy w roku?
Nasz organizm nie posiada przycisku „przestaw godzinę”
Człowiek funkcjonuje zgodnie z rytmem dobowym, który jest silnie związany z naturalnym cyklem światła i ciemności.
Nagła zmiana czasu urzędowego może zakłócać przyzwyczajenia dotyczące snu, aktywności fizycznej, posiłków oraz odpoczynku.
Jesienna zmiana jest zwykle łatwiejsza do zaakceptowania niż wiosenna, ponieważ cofamy zegary, zamiast skracać noc. Nie oznacza to jednak, że każdy organizm reaguje na nią identycznie.
Dzieci, osoby starsze oraz pracownicy zmianowi mogą potrzebować czasu, aby przystosować się do zmienionego rozkładu dnia.
Istotne jest również rozróżnienie dwóch kwestii: samego przestawiania zegarków oraz wyboru czasu, który miałby obowiązywać przez cały rok.
Stały czas letni zapewniałby późniejsze zachody słońca według zegara, ale zimą oznaczałby również późniejsze wschody.
Stały czas standardowy dawałby wcześniejsze światło o poranku, lecz latem słońce zachodziłoby wcześniej według wskazań zegarka niż obecnie.
Nie istnieje zatem rozwiązanie, które jednocześnie zapewni wszystkim jasne zimowe poranki i długie letnie wieczory.
Europa chciała skończyć ze zmianą czasu. Minęło osiem lat
W 2018 roku Komisja Europejska przeprowadziła konsultacje publiczne dotyczące zniesienia sezonowych zmian czasu.
84%
uczestników konsultacji poparło zniesienie zmian czasu
W konsultacjach wzięło udział ponad 4,6 mln osób. Były to otwarte konsultacje, a nie reprezentatywny sondaż całej populacji UE.
Parlament Europejski w 2019 roku poparł propozycję odejścia od sezonowego przestawiania zegarków.
Jednak państwa członkowskie nie uzgodniły ostatecznego rozwiązania w Radzie Unii Europejskiej.
Jednym z problemów pozostaje koordynacja między krajami. Gdyby poszczególne państwa przyjmowały odmienne rozwiązania, mogłoby to wpływać na transport, handel i funkcjonowanie wspólnego rynku.
W rezultacie propozycja utknęła na etapie legislacyjnym.
A zegarki? Zegarki nadal chodzą według dotychczasowych zasad.
Polska przygotowuje kolejne zmiany czasu. Nawet do 2031 roku
Tutaj pojawia się szczególnie interesująca informacja.
15 października 2026 roku Kancelaria Prezesa Rady Ministrów opublikowała projekt rozporządzenia dotyczącego wprowadzania i odwoływania czasu letniego w latach 2027–2031.
Dokument figuruje w wykazie prac legislacyjnych pod numerem 109.
Zakłada kontynuację obecnego systemu, a jego wydanie zaplanowano na pierwszy kwartał 2027 roku.
Co więcej, Komisja Europejska już 18 marca 2026 roku ogłosiła harmonogram terminów rozpoczynania i kończenia czasu letniego obejmujący lata 2027–2031.
To jednak ważne rozróżnienie: przygotowanie harmonogramu nie oznacza, że Unia Europejska definitywnie zrezygnowała z możliwości zniesienia zmian czasu przed 2031 rokiem. Dokumenty zapewniają ciągłość obecnych zasad, dopóki nie zostaną one zmienione.
Możemy więc mieć sytuację, w której z jednej strony dyskutuje się o zakończeniu praktyki przestawiania zegarów, a z drugiej przygotowuje przepisy na kolejne pięć lat jej funkcjonowania.
Nie ma w tym sprzeczności prawnej, ale z punktu widzenia obywatela trudno nie dostrzec pewnego paradoksu administracyjnego.
Co właściwie chcemy zmienić: zegarki czy sposób organizacji życia?
Być może najciekawsze pytanie nie dotyczy wcale tego, o której godzinie należy przestawić zegarek.
Dotyczy naszych codziennych przyzwyczajeń.
Dlaczego tak wiele szkół, urzędów i przedsiębiorstw zaczyna pracę o podobnych porach? Czy wszystkie godziny funkcjonowania instytucji muszą być jednakowe? Czy większa elastyczność organizacji pracy mogłaby w pewnym zakresie lepiej odpowiadać potrzebom mieszkańców niż sezonowa zmiana czasu?
Takie rozwiązania nie zastąpią jednolitego czasu urzędowego, koniecznego dla transportu, komunikacji i gospodarki. Mogłyby jednak ograniczyć niektóre niedogodności wynikające z organizacji codziennego życia.
Warto też pamiętać, że korzyści płynące z późniejszego zachodu słońca nie dla wszystkich są identyczne.
Ktoś, kto pracuje do godziny 15.00, może cieszyć się długim popołudniem. Osoba kończąca pracę o 19.00 ma zupełnie inny rozkład dnia.
Dlatego debata o zmianie czasu powinna dotyczyć nie tylko energetyki i przepisów europejskich, ale również zdrowia, rodzin, edukacji i warunków pracy.
Godzina, którą dostajemy tylko na chwilę
W niedzielę 25 października 2026 roku część z nas obudzi się wypoczęta, przekonana, że otrzymała od losu dodatkową godzinę.
Inni wrócą ze zmiany nocnej później, niż wynikałoby to z prostego spojrzenia na zegar.
Za kilka miesięcy, wraz z nadejściem wiosny, oddamy tę godzinę z powrotem.
I tak od lat.
Zmiana czasu jest jedną z tych osobliwości współczesnego świata, które przyjmujemy niemal bez zastanowienia. Potrafimy prowadzić rozmowy przez ocean w czasie rzeczywistym, synchronizować miliony urządzeń i mierzyć czas z niezwykłą dokładnością, a jednocześnie dwa razy w roku przesuwamy wskazówki, aby dopasować zegar do wybranego sposobu wykorzystania dnia.
Nie musi to oznaczać, że cały system jest pozbawiony sensu. Oznacza jednak, że warto okresowo sprawdzać, czy jego pierwotne uzasadnienie pozostaje aktualne.
Bo jeśli już mamy coś cofać, może warto cofnąć się do pytania, po co właściwie zaczęliśmy to robić?
A na razie pozostaje nam niedzielny luksus: jedna godzina dłużej w łóżku.
Pod warunkiem, że nie obudzi nas pies, kot, dziecko albo sąsiad, którego biologiczny zegar najwyraźniej nie czyta unijnych dyrektyw. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy




