Dwóch mieszkańców patrzy z lekkim niepokojem, jak spod wejścia do urzędu wyłania się prawdziwa administracyjna orkiestra elegancji: teczki, telefony, okulary, kawa, dokumenty i ten rodzaj pewności siebie, który każe przypuszczać, że za chwilę wydarzy się coś pomiędzy sesją rady, konferencją prasową a wpisem na Facebooku.
Jeden z mieszkańców mówi:
– Bo z paniami nigdy nie wie się…
Drugi dopowiada:
– …czy będzie uchwała, konferencja czy post na Facebooku.
Na co jedna z pań, z godnością większą niż budżet po autopoprawce, odpowiada:
– Proszę się nie martwić. Będzie wszystko.
I to jest właśnie ten moment, w którym człowiek rozumie, że samorząd nie jest instytucją. Samorząd jest widowiskiem. Ma scenę, obsadę, rekwizyty, repertuar, a czasem nawet efekty specjalne. Raz grana jest sesja. Raz konsultacje. Raz oświadczenie. Najczęściej wszystko naraz.
Tablica obok nie pozostawia złudzeń:
„Gmina i powiat — jesienny repertuar”
A pod spodem klasyka gatunku:
Sesja • Komisja • Konsultacje • Oświadczenie • Sukces
I jeszcze ten drobny dopisek:
„Kolejność przypadkowa.”
Oczywiście przypadkowa tylko teoretycznie, bo w praktyce najpierw zwykle jest zamieszanie, potem stanowisko, później wyjaśnienie, a na końcu sukces.
Tak właśnie wygląda lokalna odmiana jesieni. Jedni noszą kasztany w kieszeniach, inni uchwały w teczkach. Jedni zbierają grzyby, inni komentarze. A mieszkańcy? Mieszkańcy, jak zawsze, próbują tylko ustalić, czy są jeszcze widownią, czy już częścią programu.
KAR-KAB Radia DTR — bo w samorządzie czasem trudno odróżnić urząd od sceny, a konferencję od premiery sezonu.
