Październik. Liście lecą, zegarki cofnięte, mieszkańcy coraz starsi, a niektóre urzędowe sprawy wciąż młode. Przynajmniej według rubryki „w toku”.
Jesień to piękna pora roku. Drzewa zmieniają kolory, ludzie wyciągają cieplejsze kurtki, a urzędy zyskują dodatkową godzinę. Niby niewiele, ale przy odpowiedniej organizacji pracy można ją wykorzystać na naprawdę wiele.
Na przykład na przełożenie dokumentów z jednej teczki do drugiej.
Przed urzędem mieszkańcy obserwują uroczyste cofanie wskazówek zegara.
– Cofnęliście zegarki o godzinę? – pyta jeden z nich.
– Tak. A niektóre sprawy nawet o trzy lata! – odpowiada urzędniczka z uśmiechem osoby, która doskonale opanowała sztukę zarządzania czasem. Zwłaszcza cudzym.
– To kiedy je załatwicie?
– Jak czas będzie sprzyjał.
I trudno dyskutować. Przecież czas to pojęcie względne. Szczególnie w administracji.
Dla mieszkańca miesiąc oczekiwania to długo. Dla urzędu – dopiero początek korespondencji. Rok? Chwila na analizę. Trzy lata? Można już mówić o projekcie wieloletnim.
A jeśli sprawa przetrwa dwie kadencje, zyskuje niemal status zabytku. Jeszcze trochę i trzeba będzie wystąpić o pozwolenie konserwatora na jej rozpatrzenie.
Na urzędowej ścianie widnieje tymczasem dumny napis:
„PRACUJEMY NA PEŁNYCH OBROTACH”
A pod nim skromne wyjaśnienie:
„Obroty: 1 na kadencję”.
Gdzieś obok starszy mieszkaniec grabi jesienne liście. Spod sterty wyciąga własny wniosek z 2022 roku.
I nagle wszystko staje się jasne. Jesień wcale nie jest porą przemijania. Przynajmniej nie dla urzędowych zaległości.
Liście opadną, śnieg stopnieje, wiosna przyjdzie, wybory miną, a dokument nadal będzie cierpliwie czekał na swoje pięć minut. Albo pięć lat.
Bo w samorządzie najtrwalsze bywają nie inwestycje, lecz sprawy oczekujące na decyzję.
A przecież najważniejsze, że czas płynie.
Nawet jeśli chwilami wyłącznie wstecz.
KAR-KAB Radia DTR – jesienią cofamy zegarki o godzinę. W urzędzie nie trzeba się tak ograniczać.
