Hyde Park na antenie? Radio Szczecin pomyliło pluralizm z głośnikiem ulicznym

plulararizm to nie samowolka

Pluralizm mediów w Polsce bywa jak garnitur kupiony na promocji: wisi krzywo, gniecie się w każdym miejscu, a sprzedawca zapewnia, że „leży idealnie”. Sprawa Radia Szczecin i jego „audycji” z Grzegorzem Braunem idealnie pokazuje ten absurd. W imię pluralizmu zrobiono z anteny Hyde Park, ale bez tego drobnego szczegółu, który czyni Hyde Park Hyde Parkiem — kontroli, kultury i granic.

Bo to, co wydarzyło się na antenie, pluralizmem nie było. To było podstawienie mikrofonu pod megafon ekstremisty i udawanie, że to „różnorodność poglądów”.

„Wajcha pośrodku”, a potem… mikrofon na autopilocie

Redaktor naczelny Radia Szczecin, Sebastian Wierciak, zaczął audycję od zapewnienia o obiektywizmie i rzetelności. I o tym, że „wajcha będzie pośrodku”. Brzmiało to pięknie, wręcz podręcznikowo.

Po czym prowadzący odsunął się jak kierowca, który na chwilę puszcza kierownicę, bo „co może pójść nie tak?”. Oddał głos Grzegorzowi Braunowi — bez pytań, bez reakcji, bez jakiejkolwiek formy prowadzenia. A Braun po prostu wbił się na antenę jak do własnej kuchni. I robił to, co robi zawsze: promował swój program i odpalał swoje sztandarowe hasła, z tym o „żydokomunie” na deser.

Prowadzący tłumaczył potem, że antysemityzm padł „na odchodne”, więc już „nie miało to znaczenia”.

Znaczenie miało. I ma.

W mediach publicznych każde takie słowo ma znaczenie, bo leci nie do dwóch takich samych wyjadaczy polityki w internecie, ale do całej gamy odbiorców – młodych, starszych, naiwnych, ciekawskich, podatnych.

Hyde Park? Tak, ale tam też są zasady

Wielu ludzi myśli o londyńskim Hyde Parku jak o raju wolnego słowa, gdzie można krzyczeć absolutnie cokolwiek. Tymczasem prawda jest dużo ciekawsza:
Hyde Park jest wolny, ale z zasadami. Granice istnieją, są pilnowane, a policja potrafi skończyć wystąpienie, gdy słowa przechodzą w nawoływanie do nienawiści czy ekstremizmu.

To nie jest wolność absolutna.
To jest wolność odpowiedzialna.

Radio Szczecin w tej historii zrobiło coś dokładnie odwrotnego. Udawało, że ma kontrolę („przerwę, jeśli zajdzie taka potrzeba”), ale realnie oddało mikrofon i czekało, aż gość sam zdecyduje, czy wjedzie antysemityzm, czy nie.

To nie pluralizm. To zrzeczenie się roli dziennikarza.

Dwie skargi, dwa światy

Do KRRiT wpłynęły dwie skargi, w których słuchacze twierdzili, że… Braun został potraktowany nierówno. Że prowadzący wyraził swoje poglądy i zrezygnował z klasycznego wywiadu.

Z ironią, ale uczciwie: formalnie mają rację.
Dziennikarz mediów publicznych nie ma prawa wygłaszać politycznych deklaracji na antenie. To nie Hyde Park, to nie Facebook prywatny, to jest redakcja. I KRRiT wyłapała dokładnie ten element, nie bawiąc się w oceny polityczne.

To, że prowadzący powiedział „nie zgadzam się z poglądami gościa”, jest problemem.
Ale dużo większym problemem było to, że zamiast zadawać pytania i prowadzić rozmowę — oddał antenę kandydatowi na prezydenta.

To jest już kwestia standardów, nie polityki.

Obrona Radia: pluralizm czy PR?

Likwidator rozgłośni, Robert Murawski, broni audycji jako „emanacji pluralizmu”. Powołuje się na statystyki: 55% polityków rządu i 45% opozycji w ramówce. Prawie równowaga. Wszystko gra.

Tylko że pluralizm to nie tabelka z Excelu.

Pluralizm to sztuka prowadzenia rozmowy tak, by wybrzmiały różne stanowiska, ale w granicach prawa, rozsądku i odpowiedzialności za słowo.
Nie pluralizmem jest sytuacja, w której redakcja zaprasza ekstremistę i ustawia się jako bierny głośnik, a potem mówi: „No ale przecież zapraszamy wszystkich”.

Tak można prowadzić Hyde Park na targowisku, nie medium publiczne.

Medialny dylemat: pluralizm vs populizm

W polskich mediach publicznych od lat miesza się dwa pojęcia:

  • Pluralizm – różnorodność poglądów z zachowaniem standardów.

  • Populistyczna wolnoamerykanka – dajmy każdemu mikrofon, bo „się klika”, bo „zrobi rozgłos”, bo „to odważne”.

Tylko że wolność słowa nie polega na dawaniu anteny każdemu, kto potrafi głośniej wrzasnąć.
To byłaby anarchia medialna, nie misja publiczna.

Pluralizm wymaga pracy — pytań, konfrontacji, przygotowania.
Tu nie było żadnego z tych elementów.

Media publiczne mają obowiązek panować nad przekazem

Prowadzący może mieć pogląd. Ale ma obowiązek go schować.
Gość może mówić swobodnie. Ale redakcja ma obowiązek reagować.
Audycja może być żywa. Ale nie może być samowolna.

Jeśli redakcja oddaje mikrofon politykowi i przestaje być redakcją, to przechodzi z kategorii „media” do kategorii „głośnik uliczny”.

I w całej tej historii nie chodzi o to, czy zaproszono Brauna.
Chodzi o sposób, w jaki to przeprowadzono.


Na koniec najważniejsze

Pluralizm jest wtedy, gdy redakcja zarządza rozmową, a nie wtedy, gdy ją porzuca.

Hyde Park ma swoje reguły.
Media publiczne mają swoje.
A Radio Szczecin — jak widać — pomyliło jedne z drugimi i wyszła audycja, w której prowadzący nie tyle trzymał wajchę „pośrodku”, co… odsunął ręce i liczył, że pociąg sam dojedzie do stacji.

Spoiler: nie dojechał.

Autor: Rafał Chwaliński

Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Przewijanie do góry