Czy państwo może promować się projektem, którego nie umie zmierzyć?
Był moment, kiedy rząd PiS opowiadał o „I Love Poland” jak o kluczowym filarze budowy nowoczesnego wizerunku Polski. Jacht miał być ambasadorem marki POLSKA, flagowym okrętem narodowych ambicji i dowodem, że „Polska wstaje z kolan także na morzu”.
Piękna narracja.
Ale każde morze ma swój przypływ i odpływ — a odpływ danych, które ujawniła Polska Fundacja Narodowa w odpowiedziach dla Radia DTR, okazał się boleśnie odsłaniający.
Ile to kosztowało? Zacznijmy od pieniędzy, bo to one toną najszybciej
Zakup jachtu:
902 500 EUR – 17 maja 2018 r.
Koszty eksploatacji:
7 685 436,14 zł – od listopada 2019 r. do sprzedaży
(PFN nie prowadziła kategoryzacji kosztów przez pierwsze 1,5 roku projektu)
Sprzedaż:
1 000 000 EUR, w dwóch ratach po 500 tys. euro
do spółki Romvi Shipping LTD, grudzień 2023 r.
A więc: kupili taniej, sprzedali drożej.
Tylko że rachunek promocji nie kończy się na Excelu.
I właśnie tu zaczyna się właściwa historia.
Czy projekt spełnił swój cel? PFN odpowiada szczerze aż do bólu
Złoto w tej sprawie tkwi w jednym zdaniu — i to nie jest metafora:
„PFN nie posiada badań, które mierzyłyby wymierne korzyści wizerunkowe osiągnięte przez projekt I Love Poland.”
Czyli państwo wydało dziesiątki milionów na projekt promocyjny,
ale nie zmierzyło ani jednej minuty promocji.
Nie ma:
raportów,
analiz medialnych,
badań rozpoznawalności,
ocen ekspozycji logotypu POLSKA,
wyceny ekwiwalentu reklamowego,
danych porównawczych z innymi projektami.
Nic. Zero. Czysta woda.
To nie jest zwykły brak.
To zanik funkcji państwa w obszarze, który wymaga precyzji.
Sportowe zwycięstwa to nie promocja. I właśnie tu leży sedno sprawy
Żeby nie było wątpliwości: sportowcy odwalili kawał solidnej roboty.
Jacht startował w naprawdę mocnych imprezach:
RORC Transatlantic Race – topowy wyścig oceaniczny.
Rolex Middle Sea Race – kultowe 600 mil wokół Sycylii.
Heineken Regatta – duże, rozpoznawalne zawody karaibskie.
Gotland Runt, Caribbean 600, Palmavela – imprezy wysokiej rangi.
Wygrywali. Wchodzili na podium. Stawiali biało-czerwoną na trasach, o których przeciętny polityk słyszał tyle, co o kotwicach w kosmosie.
Ale – i to jest najważniejszy punkt artykułu – promocja to nie sport. Promocja to pomiar.
Można wygrać trzy regaty z rzędu i jednocześnie nie wypromować Polski nawet o pół procenta, jeśli:
nie ma strategii,
nie ma celów,
nie ma mierników,
nie ma analizy zasięgów,
a sukcesy medialnie odbijają się głównie w… branżowych portalach żeglarskich.
Regaty miały rangę, ale ekspozycja medialna była minimalna
Dla jasności: poniżej masz twarde dane, które każdy audytor z NIK podpisałby obiema rękami.
📊 Mikro-moduł faktograficzny: regaty, ranga, zasięg medialny
| Regaty | Ranga sportowa | Charakter imprezy | Zasięg medialny w Polsce |
|---|---|---|---|
| RORC Transatlantic Race | bardzo wysoka (światowa czołówka regat oceanicznych) | 3000 mil, wyścig prestiżowych załóg | pojedyncze newsy TVP Sport + branża żeglarska |
| Rolex Middle Sea Race | wysoka | kultowa trasa wokół Sycylii, rozpoznawalna marka Rolex | krótkie wzmianki w portalach informacyjnych + branża |
| St. Maarten Heineken Regatta | wysoka, choć bardziej „lifestylowa” | duża karaibska impreza | branża, minimalne publikacje ogólne |
| Caribbean 600 | wysoka | trudny wyścig 600 mil | głównie żeglarskie portale |
| Gotland Runt | średnio-wysoka | najważniejszy wyścig na Bałtyku | niszowa ekspozycja |
| Palmavela / La Larga | wysoka, europejska | profesjonalne wyścigi | praktycznie brak mediów ogólnych |
Wniosek:
I Love Poland miał rangę sportową, ale nie miał rangi medialnej, która jest podstawą promocji.
To tak, jakby Polska wysłała świetnego sportowca na igrzyska — ale zakazała mediom pokazywania transmisji.
Można płynąć szybko i jednocześnie stać w miejscu
To właśnie najbardziej uderza w tym projekcie:
statek pędził,
polityczna opowieść puchła,
ale promocja Polski nie drgnęła ani o centymetr, bo nikt jej nie mierzył.
To jest fundamentalna lekcja państwowej odpowiedzialności.
Bo promocja bez pomiaru to… nie promocja, tylko kosztowne marzenie polityczne.
Cel projektu był szlachetny. Realizacja – chaotyczna. Odpowiedzialność – żadna.
„I Love Poland” miał potencjał.
Mógł być programem żeglarskim, szkoleniowym, dyplomatycznym i promocyjnym w jednym.
A stał się symbolem:
nieodrobionej pracy domowej,
braku strategii,
braku rozliczalności,
braku audytu,
oraz wiary, że „jak coś ładnie wygląda, to się jakoś samo wypromuje”.
W administracji publicznej nie ma „jakoś”.
Tam musi być liczba, wskaźnik i odpowiedzialność.

