Instrukcja obsługi obywatela: mózg zostaw w pawlaczu
Jest taki moment w życiu obywatela, zwykle tuż po przekroczeniu progu Internetu, kiedy zdejmuje mózg jak kurtkę. Ostrożnie. Bez pośpiechu. Odkłada go na wieszak w przedpokoju albo – jeśli ma wersję „deluxe” – do pawlacza, obok odkurzacza i nieużywanego rozumu z podstawówki.
I już po chwili czuje ulgę.
Ciszę.
Bezpieczeństwo.
Bo myślenie męczy, a bez mózgu jest lżej. Nie trzeba rozróżniać pojęć. Nie trzeba sprawdzać faktów. Nie trzeba wiedzieć, że cyfry arabskie to nie religia, nie język i nie zapowiedź końca cywilizacji, tylko… cyfry. Te same, którymi liczymy do dziesięciu, zanim napiszemy komentarz.
W tym stanie obywatel jest szczęśliwy.
Czuje się zagrożony, ale komfortowo.
Bo strach bez wiedzy to najprzyjemniejszy strach.
Cyfry jako wróg publiczny
W Internetach krąży pytanie dramatyczne jak alarm przeciwlotniczy:
„Czy jesteś za tym, aby dzieci w polskich szkołach uczyły się cyfr arabskich?”
Tak / Nie.
Zero kontekstu. Zero wiedzy. Zero myślenia.
I oto nagle odkrywamy, że dzieci w Polsce od dawna uczą się cyfr arabskich, tylko nikt nie powiedział tego Facebookowi. Ani autorom komentarzy, którzy właśnie dowiedzieli się, że od 30 lat żyją w matematycznym kalifacie.
Komentarze są perłami logiki:
– „Polak za granicą uczy się języka!”
– „Oni niech się uczą polskiego!”
– „Dają im socjal i jeszcze cyfry!”
Wszystko wrzucone do jednego garnka: migracja, religia, liczby, Szwecja, dzieci, strach. Zupa lękowa. Bez przepisu, ale za to gorąca.
Myślenie to ryzyko
Bo myślenie niesie niebezpieczeństwo.
Można przypadkiem zrozumieć różnicę między alfabetem a systemem liczbowym.
Można odkryć, że „arabskie” to określenie historyczne, a nie plan podboju.
Można zauważyć, że matematyka nie ma paszportu, religii ani poglądów.
A to już bardzo niebezpieczne.
Bo człowiek, który zaczyna rozumieć, przestaje się bać tego, co mu właśnie pokazano w memie.
Dlatego mózg zostaje w pawlaczu.
Bezpiecznie.
Na wszelki wypadek.
Internetowy komfort niewiedzy
Internet stworzył idealne warunki do życia bez rozumu.
Nie trzeba wiedzieć – wystarczy czuć.
Nie trzeba rozumieć – wystarczy być przeciw.
Nie trzeba pytać – wystarczy udostępnić.
I tak głupota nie tyle się rozprzestrzenia, co czuje się coraz pewniej.
Ma swoje grafiki. Swoje hasła. Swoją publiczność.
I zawsze znajdzie kogoś, kto powie:
„No właśnie! Też tak myślałem, tylko nie umiałem tego policzyć”.
Na koniec – mała prośba
Jeśli następnym razem zobaczysz dramatyczne pytanie w Internecie,
zanim klikniesz „NIE”,
zajrzyj do przedpokoju.
Może twój mózg nadal tam wisi.
Zakurzony. Cierpliwy.
Czekający, aż ktoś wreszcie po niego wróci.
Bo bez niego naprawdę jest wygodnie.
Ale z nim – jest jednak sensowniej.








