Kto tu naprawdę rządzi? Narracja burmistrza

Oceń materiał

Kto tu naprawdę rządzi? Narracja burmistrza, która rozmywa granice władzy

Na pierwszy rzut oka – dobra wiadomość. Pieniądze na dokumentację, wizja lokalna, zapowiedź chodnika i oświetlenia. Bezpieczeństwo pieszych, komfort mieszkańców, konsekwentne działanie. Tak przynajmniej brzmi oficjalny przekaz burmistrza Trzebnicy Marka Długozimy dotyczący inwestycji przy ul. Marcinkowskiej.

Problem zaczyna się wtedy, gdy zdejmie się warstwę PR-u, a tekst przeczyta uważnie. Bo to, co miało być informacją, staje się opowieścią o władzy, której burmistrz… po prostu nie ma.

Burmistrz jako decydent budżetu powiatu?

W komunikacie burmistrza czytamy, że to on – „odpowiadając na głosy mieszkańców” – zadbał o to, by w budżecie Powiatu Trzebnickiego znalazły się środki na konkretne zadania. Padają nazwiska starosty, wicestarosty, członków zarządu powiatu, radnych powiatowych. Wszyscy są obecni. Ale tylko jeden występuje w roli sprawczej.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Narracja jest czytelna:
➡️ ja zabiegałem
➡️ ja zabezpieczyłem
➡️ ja doprowadziłem do decyzji

Tyle że to narracja sprzeczna z porządkiem ustrojowym.

Burmistrz nie tworzy budżetu powiatu, nie zarządza Zarządem Powiatu, nie decyduje o zadaniach powiatowych. Może rozmawiać, wnioskować, lobbować. I to wszystko. Każde przedstawianie tych działań jako „zadbania” czy „zabezpieczenia środków” to przepisanie cudzych kompetencji na własne konto.

„Wspólnie z…” – słowo, które wszystko załatwia?

W tekstach samorządowych słowo „wspólnie” bywa wygodnym parasolem. Pozwala:

  • przejąć sukces,

  • rozmyć odpowiedzialność,

  • ominąć pytanie: kto faktycznie podjął decyzję?

Tu „wspólnie” działa dokładnie w ten sposób. Bo choć wymienieni są starosta i wicestarosta, to konstrukcja zdania sprawia, że pełnią rolę tła, nie decydentów. To burmistrz „zadbał”, „zabezpieczył”, „działa konsekwentnie”.

Tyle że to nie burmistrz odpowiada za drogi powiatowe. To nie on realizuje inwestycję. I – co szczególnie istotne – 600 tys. zł nie jest inwestycją, lecz wyłącznie środkami na dokumentację projektową.

Papier zamiast chodnika

W przekazie medialnym granica między:

  • dokumentacją
    a

  • realizacją

zostaje celowo zatarta.

Nie ma jeszcze:

  • projektu wykonawczego,

  • pozwolenia na budowę,

    Reklama
    Reklama
    Reklama
    Reklama
  • harmonogramu,

  • finansowania robót.

Jest papier. I zdjęcia z wizji lokalnej. A mimo to narracja brzmi tak, jakby sprawa była już praktycznie załatwiona.

To klasyczny zabieg komunikacyjny: przyszłość sprzedawana w czasie teraźniejszym.

Gdzie w tym wszystkim mieszkańcy?

Mieszkańcy dostają prosty komunikat:
„Burmistrz działa. Pieniądze są. Będzie bezpieczniej”.

Nie dostają jednak informacji:

  • kto faktycznie odpowiada za realizację,

  • na jakim etapie jest zadanie,

  • kiedy (i czy w ogóle) powstanie chodnik,

  • co stanie się, jeśli dokumentacja utknie w szufladzie.

Zamiast rzetelnej informacji publicznej – opowieść o skuteczności.

Dlaczego to jest problem?

Bo samorząd to nie teatr jednego aktora.
Bo mieszkańcy mają prawo wiedzieć, kto za co odpowiada.
Bo mieszanie kompetencji:

  • osłabia kontrolę społeczną,

  • zaciera odpowiedzialność,

  • buduje fałszywe przekonanie o „wszechsprawczości” jednej osoby.

Dziś chodzi o chodnik.
Jutro może chodzić o dużo większe pieniądze.

Na koniec – jedno zasadnicze pytanie

Jeśli burmistrz rzeczywiście ma tak ogromny wpływ na decyzje powiatu, jak sugeruje jego narracja – to kto w tym układzie naprawdę rządzi powiatem?

A jeśli tego wpływu nie ma – to dlaczego mieszkańcom opowiada się, że jest inaczej?

To pytania, które nie znikną.
I do których wrócimy – już w felietonie o relacjach politycznych, wpływach i zbliżających się wyborach.

screenshot
Facebook
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.