To jest ten moment w roku. Jak choinka po Trzech Królach – niby jeszcze stoi, ale igły już lecą. Wraca napis. Wraca rytuał. Wraca błąd.
Co roku ten sam obrazek: drzwi, kreda, uśmiech, kamera ustawiona pod dobrym kątem. I ten dumny napis: K+M+B 2026. Albo jeszcze lepiej – pisany kilka dni wcześniej, „bo tak wyszło”, „bo nagranie”, „bo algorytm nie czeka na Objawienie Pańskie”.
Facebook
I znowu trzeba tłumaczyć rzeczy elementarne. Znowu ktoś odkrywa Amerykę kredą.
Bo to nie są imiona.
To nie jest folklor.
To nie jest ozdoba do zdjęcia.
I nie jest to symbol „bo zawsze tak było”.
Ten napis – o ile już ktoś chce go traktować poważnie – ma bardzo konkretny sens. C+M+B to skrót od Christus Mansionem Benedicat. Chrystus błogosławi temu domowi. Proste. Łacińskie. Stare. Niezależne od lajków.
Litera C jest kluczowa. Nie „K, bo Królowie”.
To nie zeszyt do religii w drugiej klasie.
To nie rebus.
To nie kreatywna interpretacja pod publiczkę.
A data? 6 stycznia. Objawienie Pańskie.
Nie 2 stycznia, nie „jak żona miała czas”, nie „bo nagrywaliśmy życzenia”. Symbol działa w kontekście. Bez niego zostaje tylko kredowy napis i dekoracyjna mina.
Najzabawniejsze – i zarazem najsmutniejsze – jest to, że robią to ludzie, którzy zawodowo operują symbolami, wartościami, „tożsamością”, „tradycją”. A potem mylą podstawy i jeszcze są z tego dumni. Kamera idzie, komentarze płyną, a sens… gdzieś się zapodział między wieszakiem a wiankiem.
I tak co roku.
Ta sama kreda.
Ten sam błąd.
To samo zdziwienie, że ktoś zwrócił uwagę.
Bo w gruncie rzeczy nie chodzi o literkę.
Chodzi o to, czy wiemy, co pokazujemy, czy tylko pokazujemy, że pokazujemy.
Tradycja bez zrozumienia jest jak napis bez sensu. Zostaje ślad na drzwiach i puste wideo w sieci.
A potem znów styczeń. Znów Trzej Królowie. I znów… K zamiast C.
Do zobaczenia za rok. Kredę już macie.
Autor Rafał Chwaliński
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


