Nie trzeba audytu, ekspertyzy ani komisji rewizyjnej. Wystarczy wyjść do parku.
Zimą. Po śniegu. Po lodzie. I zobaczyć, gdzie kończy się troska, a zaczyna obojętność.
Główna aleja – posypana piaskiem.
Boczne ścieżki – już nie w całości.
Za schodami – inny świat. Bez piasku. Bez zabezpieczenia. Bez myślenia o tym, że ktoś musi tamtędy dojść do chodnika, ławki, wyjścia z parku.
To nie jest przypadek.
To model działania.
Selektywna dbałość o bezpieczeństwo
W praktyce wygląda to tak:
robimy tyle, żeby było widać, że coś zrobiono.
Reszta? „Jakoś się przejdzie”.
Tylko że park nie działa jak dekoracja.
To nie jest jedna aleja do zdjęć, spacerów „reprezentacyjnych” i okazjonalnych wizyt.
To sieć przejść, skrótów, dojść, realnych tras, którymi codziennie chodzą ludzie – starsi, dzieci, rodzice z wózkami, właściciele psów, mieszkańcy wracający z pracy.
Jeśli piasek kończy się tam, gdzie kończy się wygodna narracja, to nie mamy do czynienia z oszczędnością.
Mamy do czynienia z pozorem gospodarności.
„To nie w naszej gestii”?
To pytanie pada zawsze wtedy, gdy robi się niewygodnie.
Czy park jest w gestii Zakład Gospodarki Komunalnej w Obornikach Śląskich?
Czy odpowiada za niego Gmina Oborniki Śląskie?
A może nikt? A może „to się nie da”?
Nie.
Odpowiedzialność zawsze spoczywa na gospodarzu terenu.
A gospodarzem jest gmina, działająca przez swoje jednostki i spółki.
ZGK nie funkcjonuje w próżni. Realizuje zadania publiczne.
A gmina nie jest bytem abstrakcyjnym – ma burmistrza, urzędników i radnych, którzy mają nie tylko dietę, ale i obowiązek kontroli.
Radni: ślepi czy wygodnie cisi?
Trudno uwierzyć, że nikt z radnych:
– tamtędy nie chodzi,
– nie widzi,
– nie słyszy sygnałów od mieszkańców.
Bardziej prawdopodobne jest coś innego:
milczą, bo łatwiej.
Bo łatwiej nie pytać.
Łatwiej nie drażnić.
Łatwiej nie psuć relacji.
Łatwiej udawać, że skoro „główna aleja jest posypana”, to problem nie istnieje.
Tylko że bezpieczeństwo nie działa wybiórczo.
Albo dbamy o całość przestrzeni publicznej, albo nie dbamy wcale.
Nie ma „ważniejszych” i „mniej ważnych” mieszkańców – są tylko różne trasy ich codziennego życia.
Odpowiedzialność nie kończy się na schodach
Schody nie są granicą kompetencji.
Są granicą myślenia.
Jeśli za schodami zaczyna się „inny świat”, to znaczy, że ktoś uznał:
„Dalej już nie musimy”.
A to jest dokładnie ten moment, w którym interwencja medialna staje się konieczna.
Bo dziś chodzi o lód i piasek.
Jutro będzie chodziło o coś znacznie poważniejszego.
Miasto to nie tylko to, co widać z głównej alei.
Miasto to także – a może przede wszystkim – boczne ścieżki codzienności.
I za nie również ktoś ponosi odpowiedzialność.
Autor: Radio DTR










