Kacykoza z bliska, czyli samorząd pod lupą Radio DTR

Kacykoza w gminach

Czytając felieton Jacka Pawłowskiego i raport Kongresu Ruchów Miejskich o „pustyni samorządności”, trudno oprzeć się wrażeniu, że opisywane tam mechanizmy władzy to nasza codzienność – chleb powszedni dziennikarzy lokalnych mediów. W teorii wszystko powinno wyglądać wzorcowo: radni debatują, burmistrz słucha mieszkańców, media niezależnie patrzą władzy na ręce, a wspólnota samorządowa żyje. A jak jest naprawdę?

Z perspektywy naszej redakcji

Wielokrotnie mieliśmy okazję przekonać się, jak działa lokalna „kacykoza” – to nie jest pojęcie z odległych podręczników, tylko nasza rzeczywistość. Decyzje podejmowane w gronie kilku osób, głosowania „na sygnał”, brak poważnych konsultacji społecznych, a potem jeszcze medialna orkiestra pochwał – to znany nam scenariusz. Zdarzało się, że po publikacji krytycznego artykułu do redakcji dzwoniono z nieoficjalnym „zaproszeniem na kawę”, czasem ktoś uprzejmie doradzał, by „odpuścić, bo nie warto kopać się z koniem”. Są też bardziej wyrafinowane formy nacisku – nieoficjalne, dyskretne, rzadziej oficjalne wezwania czy sprostowania.

Cytaty, które brzmią znajomo

Niektóre cytaty z raportu, które przywołuje Pawłowski, brzmią jak z kroniki naszej gminy:

„Obecnie rządzi silny włodarz i lojalny dwór jego wojów, umożliwiający utrzymanie i obronę zdobytej władzy przez kolejne kadencje”.
„W niektórych samorządach ma miejsce wręcz kult W[ójta]-B[urmistrza]-P[rezydenta], z piosenkami i wierszami na jego cześć”.

Czasem ten kult przybiera wręcz groteskowe formy. Widzieliśmy przecież teksty piosenek czy laudacje na sesjach, które można by wręcz przetłumaczyć na język staropolskiego dworu. Na co dzień towarzyszy temu atmosfera lojalności wobec „centrum dowodzenia”, niechęć do krytyki i niepisana zasada: „nie szkodzić swoim”.

Lokalny przykład – codzienność redakcji

Pisząc o lokalnych sprawach, często dostajemy sygnały od mieszkańców, którzy mają odwagę mówić tylko anonimowo. Obawa o pracę, dzieci w przedszkolu, a nawet możliwość uczestnictwa w wydarzeniach kulturalnych to argumenty, których używają osoby chcące pozostać w cieniu. Spotkaliśmy się z sytuacjami, w których mieszkańcy głośno mówili „tak, to prawda, ale niech pan nie cytuje mojego nazwiska”. Rada miejska? Często zatwierdza wszystko jednomyślnie, nawet jeśli w kuluarach radni przyznają, że coś jest „dziwne”. Konsultacje? Najczęściej ograniczają się do ogłoszenia na stronie BIP, a potem już tylko propaganda sukcesu.

Nasza praca – głos mieszkańców

Nie zamierzamy narzekać. W końcu właśnie po to jesteśmy – by nazywać po imieniu to, co inni woleliby przemilczeć. Felieton Pawłowskiego to ważny głos w dyskusji o kondycji samorządu. Ale dla nas raport i cytaty to nie teoria, lecz praktyka: realne historie mieszkańców, realne naciski i realna potrzeba niezależnych mediów.

Każde takie usystematyzowanie problemów, pokazanie ich w szerszej skali, jest potrzebne. Potrzebne, by mieszkańcy wiedzieli, że nie tylko u nas „coś nie gra” – że problem nie leży w pojedynczym urzędniku czy radnym, ale w systemie, który sprzyja patologiom i wygasza głosy krytyczne.

Felieton, ale i apel

Trzeba mówić głośno – lokalne media mają rolę nie do przecenienia. To od naszej odwagi, uporu i zwykłej ludzkiej przyzwoitości zależy, czy mieszkańcy dowiedzą się, co dzieje się naprawdę, czy też będą słyszeć tylko laurki dla władz.

Kacykoza? Tak, to nasza codzienność. Ale jeszcze bardziej naszą codziennością jest opisywanie jej – rzetelnie, uczciwie, bez kompleksów. Bo tylko wtedy jest nadzieja, że z tej „pustyni samorządności” wyrosną kiedyś prawdziwe ogrody obywatelskiej debaty.


Redakcja Radio DTR
Felieton powstał na podstawie naszych wieloletnich obserwacji i doświadczeń dziennikarskich oraz po lekturze raportu Kongresu Ruchów Miejskich, zainspirowani tekstem Jacka Pawłowskiego.

Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Przewijanie do góry