Dwukadencyjność miała rozbić lokalne układy i otworzyć samorządy na nowych kandydatów. Zdaniem Unii Miasteczek Polskich jej skutkiem będzie jednak przymusowa wymiana ogromnej części doświadczonych wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Spór dotyczy nie tylko polityków, ale przede wszystkim granic prawa mieszkańców do wyboru.
Wybory samorządowe w 2029 roku mogą przynieść największą od lat zmianę personalną w polskich gminach. Według wyliczeń Unii Miasteczek Polskich około 1600 urzędujących wójtów, burmistrzów i prezydentów miast nie będzie mogło ponownie kandydować na zajmowane stanowiska.
Taką skalę skutków dwukadencyjności przedstawił Grzegorz Cichy, prezes Unii Miasteczek Polskich i burmistrz Proszowic. Organizacja opowiada się za usunięciem ograniczenia, argumentując, że mieszkańcy powinni mieć prawo ponownie wybrać człowieka, którego uważają za dobrego gospodarza. Liczba 1600 osób jest jednak szacunkiem UMP, a nie oficjalnym wykazem Państwowej Komisji Wyborczej. Do 2029 roku może się jeszcze zmienić wskutek rezygnacji, referendów, wyborów przedterminowych i zmian personalnych.
Dwie kadencje, czyli dziesięć lat
Ograniczenie zostało wprowadzone w 2018 roku równocześnie z wydłużeniem kadencji samorządowej z czterech do pięciu lat. Pierwszym okresem wliczanym do limitu była kadencja rozpoczęta po wyborach w 2018 roku. Drugim jest kadencja rozpoczęta po wyborach z kwietnia 2024 roku.
Jeżeli przepisy nie zostaną zmienione, osoba wybrana na stanowisko wójta, burmistrza lub prezydenta miasta w obu tych wyborach nie będzie mogła w 2029 roku ponownie wystartować na tę samą funkcję w tej samej gminie.
Nie oznacza to jednak całkowitego zakończenia kariery samorządowej. Taki polityk może kandydować w innej gminie, ubiegać się o mandat radnego, wejść do parlamentu albo zostać zastępcą kolejnego włodarza. Ustawa nie usuwa zatem człowieka z polityki, ale blokuje mu możliwość trzeciego zwycięstwa w tym samym miejscu.
Obowiązujący art. 11 par. 4 Kodeksu wyborczego stanowi, że prawa wybieralności w danej gminie nie ma osoba, która została tam wcześniej dwukrotnie wybrana na wójta. W rozumieniu kodeksu zasada obejmuje także burmistrzów i prezydentów miast.
ilustracja do artykułu kadencyjny reset 2029
Samorządowcy: mieszkańcy wiedzą najlepiej
Przeciwnicy ograniczenia podkreślają, że wybory same w sobie są mechanizmem weryfikacji władzy. Jeżeli burmistrz źle zarządza gminą, mieszkańcy mogą zagłosować na konkurenta. Jeżeli natomiast zdobywa poparcie po raz trzeci lub czwarty, ustawowe odsuwanie go od stanowiska może być potraktowane jako ograniczenie decyzji wyborców.
Grzegorz Cichy wskazuje również na doświadczenie wieloletnich włodarzy. Znajomość infrastruktury, finansów, administracji, procedur inwestycyjnych oraz lokalnych problemów bywa szczególnie ważna podczas kryzysów. Zdaniem UMP automatyczne wykluczenie takich osób tylko dlatego, że dwukrotnie wygrały wybory, może osłabić część gmin zamiast je wzmocnić.
Argument jest prosty: jeżeli mieszkańcy chcą zmiany, mogą jej dokonać przy urnach. Jeżeli jej nie chcą, państwo nie powinno zmuszać ich do wyboru innej osoby.
Zwolennicy limitu: wyborczy pojedynek nie zawsze jest równy
Druga strona sporu odpowiada, że w wielu gminach wybory nie przypominają rywalizacji kandydatów dysponujących porównywalnymi możliwościami.
Wieloletni włodarz ma rozpoznawalność, urząd, zaplecze pracowników, kontakty z organizacjami, wpływ na politykę informacyjną gminy i możliwość regularnego występowania podczas oficjalnych wydarzeń. Decyduje również o inwestycjach, dotacjach, stanowiskach i kierunkach rozwoju lokalnych instytucji. Formalnie wszyscy kandydaci są równi. W praktyce urzędujący burmistrz często zaczyna kampanię kilka długości przed konkurencją.
Podczas wysłuchania publicznego nad projektem znoszącym dwukadencyjność przedstawiciele środowisk lokalnych ostrzegali, że likwidacja limitu może utrwalić dominację włodarzy i osłabić kontrolę obywatelską. Podnoszono także, że przed zmianą prawa należałoby przeprowadzić rzetelną analizę skutków zarówno obowiązującego ograniczenia, jak i jego ewentualnego usunięcia.
Dziesięć lat sprawowania funkcji trudno przy tym nazwać okresem zbyt krótkim na realizację programu. W ciągu dwóch pięcioletnich kadencji można przeprowadzić duże inwestycje, zbudować zespół i pokazać efekty zarządzania. Rotacja po dekadzie nie musi więc oznaczać administracyjnej rewolucji. Może być również zabezpieczeniem przed przekonaniem, że urząd jest przypisany do jednego nazwiska.
Czy referendum wystarczy do kontrolowania władzy?
Prezes UMP wskazuje na referenda jako dowód, że mieszkańcy potrafią odwołać źle ocenianego włodarza jeszcze przed zakończeniem kadencji. W ostatnich latach takie głosowania doprowadziły między innymi do odwołania prezydent Zabrza, a w maju 2026 roku także prezydenta Krakowa.
Referendum nie jest jednak prostym odpowiednikiem zwykłych wyborów. Wymaga zebrania podpisów, zorganizowania kampanii i osiągnięcia określonego progu ważności. Przykład Krakowa pokazał dodatkowo, jak skomplikowany jest ten mechanizm: głosowanie doprowadziło do odwołania prezydenta, ale nie rady miasta, ponieważ oba rozstrzygnięcia były liczone oddzielnie i przyniosły odmienne skutki prawne.
Udane referenda potwierdzają więc, że obywatelska kontrola działa. Nie dowodzą jednak, że jest narzędziem łatwym, powszechnym i wystarczającym w każdej gminie.
Sejm pracuje nad zmianą, ale ograniczenie nadal obowiązuje
W Sejmie znajduje się projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego, oznaczony numerem 1529, który zakłada usunięcie dwukadencyjności. W styczniu 2026 roku odbyło się jego drugie czytanie, po czym projekt ponownie skierowano do komisji. Nie został dotąd uchwalony, a obowiązujący Kodeks wyborczy nadal zawiera ograniczenie.
Jednocześnie pojawiła się inicjatywa zmierzająca w przeciwnym kierunku – do umocowania limitu dwóch kadencji w Konstytucji. Pokazuje to, że spór nie dotyczy już jedynie technicznej poprawki w Kodeksie wyborczym. Stał się konfliktem dwóch różnych wizji lokalnej demokracji.
Pierwsza mówi: wyborca powinien móc wybrać tego samego burmistrza tyle razy, ile zechce.
Druga odpowiada: demokracja potrzebuje nie tylko wyborów, lecz także realnej konkurencji, wymiany kadr i zabezpieczeń przed koncentracją władzy.
Nie wystarczy wybrać między „doświadczeniem” a „betonem”
Sprowadzenie debaty do pytania, czy wieloletni burmistrz jest doświadczonym gospodarzem, czy też twórcą lokalnego układu, byłoby zbyt łatwe. W Polsce istnieją przykłady obu sytuacji.
Są włodarze, którzy przez lata rozwijają gminy, zdobywają środki i zachowują społeczne zaufanie. Są również samorządy, w których urząd, jednostki podległe, promocja, lokalne media i sieć zależności tworzą system niezwykle trudny do podważenia przez nowego kandydata.
Dlatego samo zniesienie limitu nie rozwiąże problemów lokalnej demokracji. Podobnie jak jego utrzymanie nie zagwarantuje, że po dwóch kadencjach pojawi się lepsza władza. Potrzebne są również przejrzyste konkursy, niezależna informacja lokalna, dostęp do dokumentów, silne rady gmin, jawność wydatków promocyjnych oraz skuteczna kontrola konfliktów interesów.
W 2029 roku może zmienić się nawet 1600 nazwisk. Prawdziwe pytanie brzmi jednak inaczej: czy wraz z nazwiskami zmienią się standardy zarządzania, czy tylko osoby zajmujące te same gabinety?
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


