Jeszcze niedawno stworzenie utworu z chórem, operowym głosem, orkiestracją, elektroniką i potężną sekcją rytmiczną wymagało ludzi, studia, czasu i pieniędzy. Dziś coraz częściej wystarczy pomysł, komputer i narzędzia, które potrafią przełożyć wyobraźnię twórcy na dźwięk.
I właśnie dlatego warto posłuchać projektu Ø M I N A. Nie po to, żeby urządzać dochodzenie: „czy zrobił to człowiek, czy sztuczna inteligencja?”. To pytanie za chwilę może być równie mało ciekawe jak pytanie, czy fotograf używał cyfrowej matrycy, czy kliszy.
Znacznie ciekawsze jest coś innego.
Co dzieje się z muzyką, kiedy technologia pozwala tworzyć rzeczy, które jeszcze niedawno były poza zasięgiem pojedynczego człowieka?
Techno odprawiane w katedrze
Na ekranie widzimy album zatytułowany Dark Techno Churchwave – Vol I. Utwory noszą nazwy takie jak Darkest Grace, Whispered Sins, Forsaken Prayer, Shadow Embrace, Obsidian Heart, Fallen Angel czy Eternal Eclipse.
Już same tytuły mówią sporo.
To nie jest muzyka próbująca być po prostu techno.
Ø M I N A konsekwentnie łączy dark techno, melodic techno, darkwave, industrial, eteryczne kobiece wokale, barytony i chóry sakralne. W oficjalnych opisach pojawiają się właśnie takie określenia, a godzinne zestawy tworzą niemal jednolite środowisko dźwiękowe. YouTube
Raz przypomina to klub znajdujący się pod ziemią.
Za chwilę katedrę.
Potem industrialną halę.
A po kilkunastu sekundach coś, co mogłoby być ścieżką dźwiękową do filmu, który jeszcze nie powstał.
I prawdopodobnie właśnie w tym tkwi jedna z najważniejszych zmian zachodzących dzisiaj w muzyce.
Nie trzeba już wybierać.
Gatunek? A może po prostu pomysł?
Przez dziesięciolecia muzykę bardzo lubiliśmy wkładać do szuflad.
Rock.
Jazz.
Techno.
Metal.
Ambient.
Muzyka klasyczna.
Potem szuflad zaczęło przybywać. Powstały podgatunki, później podgatunki podgatunków, aż w internecie można dziś znaleźć określenia, przy których katalog sklepu muzycznego z lat 80. wygląda jak książeczka dla przedszkolaka.
„Churchwave” również nie narodziło się wczoraj. Termin był używany już przynajmniej w 2019 roku przez projekt Vacation Bible School, który określał nim własną odmianę vaporwave — muzykę mającą przywoływać atmosferę pustych kościelnych przestrzeni. Churchwave.VBS
Ale współczesne wykorzystanie tego pojęcia przez Ø M I N A brzmi zupełnie inaczej.
Tutaj kościół spotkał klub.
Chór spotkał syntezator.
Liturgiczna atmosfera spotkała industrialny beat.
A wszystko zostało przepuszczone przez estetykę cybergotyku.
Nie jest więc szczególnie ważne, czy ktoś uzna to za osobny gatunek.
Ważniejsze jest to, że dzisiejszy twórca może wymyślić własny gatunek właściwie na potrzeby jednego projektu.
Nie piosenka. Świat
To również inny sposób słuchania muzyki.
Klasyczny przemysł muzyczny przez dziesięciolecia opierał się przede wszystkim na piosence.
Trzy minuty.
Refren.
Singiel.
Radio.
Lista przebojów.
Album był zestawem kompozycji, ale to pojedyncze nagrania miały przyciągnąć odbiorcę.
Tymczasem wiele współczesnych projektów internetowych działa inaczej.
Ø M I N A publikuje zestawy mające po kilkanaście lub kilkadziesiąt kompozycji i trwające ponad godzinę. Jeden z wcześniejszych materiałów Dark Techno Churchwave Playlist zawiera 20 utworów i trwa około 75 minut. Cathedral Requiem składa się z 19 pozycji. YouTube
To już nie jest tylko kolekcja piosenek.
To miejsce, do którego słuchacz wchodzi.
Można przy tym pracować.
Pisać.
Jechać samochodem nocą.
Grać.
Czytać.
Założyć słuchawki i na godzinę wyłączyć świat.
Muzyka zaczyna pełnić rolę podobną do światła w pomieszczeniu. Nie zawsze domaga się całej naszej uwagi. Buduje środowisko.
I właśnie tutaj internet bardzo mocno zmienił relację artysty ze słuchaczem.
Słuchacz nie musi już należeć do wielkiej grupy
Stary przemysł muzyczny potrzebował masowego odbiorcy.
Produkcja płyty kosztowała. Studio kosztowało. Muzycy kosztowali. Tłoczenie płyt kosztowało. Dystrybucja kosztowała. Promocja kosztowała.
Jeżeli chcieliśmy nagrać niszową muzykę dla kilku tysięcy osób rozsianych po całym świecie, ekonomia potrafiła powiedzieć:
nie opłaca się.
Internet zaczął burzyć tę barierę.
Generatywna technologia może zburzyć kolejną.
Bo jeśli koszt wykonania muzycznego pomysłu spada, coraz mniej ważne staje się pytanie:
„ilu ludzi tego posłucha?”
A coraz ważniejsze:
„czy istnieją ludzie, którzy chcą właśnie czegoś takiego?”
Nie muszą być milionami.
Mogą chcieć dokładnie:
mrocznego techno z sakralnym chórem,
gotyckiej elektroniki z kobiecym wokalem,
industrialnego rytmu z operowym barytonem.
Jeszcze niedawno można było uznać to za zbyt małą niszę.
Dzisiaj wyszukiwarka i algorytm rekomendacji potrafią odnaleźć ludzi, którzy nawet nie wiedzieli, że właśnie takiej muzyki szukają.
Artysta jako reżyser
Sztuczna inteligencja wprowadza jeszcze jedną zmianę, o której mówi się zdecydowanie za mało.
Zmienia definicję umiejętności.
Przez bardzo długi czas pomiędzy wyobraźnią a dziełem znajdowała się bariera techniczna.
Można było słyszeć w głowie orkiestrę, ale nie umieć jej rozpisać.
Wyobrażać sobie sopran, ale nie znać śpiewaczki.
Chcieć chóru, ale nie dysponować chórem.
Mieć świetny pomysł na produkcję muzyczną, ale nie umieć grać na sześciu instrumentach.
Nowe narzędzia zaczynają tę barierę przesuwać.
Twórca nie musi już zawsze być człowiekiem, który wykonuje każdy element dzieła.
Może coraz częściej być człowiekiem, który nim kieruje.
Trochę kompozytorem.
Trochę producentem.
Trochę reżyserem.
Trochę selekcjonerem.
Mówi:
tu chcę ciszej.
Tu bardziej monumentalnie.
Tu potrzebuję głosu.
Tutaj chóru.
Teraz napięcia.
A tutaj wszystkiego za dużo — więc wyrzucamy połowę.
To ostatnie jest szczególnie ważne.
Bo technologia może wyprodukować tysiąc możliwości.
Ale nadal ktoś musi zdecydować, która z nich jest dobra.
Maszyna nie ma gustu za człowieka
W dyskusji o AI łatwo popełnić jeden błąd.
Skoro narzędzie potrafi wygenerować muzykę, pojawia się pokusa stwierdzenia:
„teraz każdy będzie artystą”.
Nie.
Tak samo aparat fotograficzny nie uczynił każdego fotografem.
Syntezator nie uczynił każdego kompozytorem.
Komputer nie uczynił każdego pisarzem.
Smartfon z kamerą nie stworzył kilku miliardów operatorów filmowych.
Technologia demokratyzuje wykonanie.
Znacznie trudniej demokratyzuje smak.
Trzeba jeszcze wiedzieć, czego się chce.
Umieć odrzucić dziewięć rzeczy, żeby zostawić dziesiątą.
Zbudować konsekwentny świat.
Rozpoznać moment, w którym utwór zaczyna nudzić.
Wiedzieć, kiedy brzmienie jest interesujące, a kiedy stało się tylko efektowne.
AI może więc obniżyć techniczny próg wejścia do muzyki.
Nie likwiduje jednak różnicy pomiędzy pomysłem dobrym a banalnym.
Opera wpada do klubu
Bardzo dobrze pokazuje to jeszcze inny eksperyment Ø M I N A.
W sierpniu pojawił się Sacred Dark Opera Techno, w którym projekt połączył techno i darkwave z operowym śpiewem, sopranami, barytonami, skrzypcami, klawesynem i chórami. Autor opisuje materiał jako eksperyment sprawdzający, co stanie się, gdy dramatyzm opery zderzy się z gotycką elektroniką. Zolotube
I może właśnie słowo „eksperyment” jest tu najważniejsze.
Bo jeszcze nie tak dawno podobny eksperyment był przedsięwzięciem.
Trzeba było znaleźć ludzi.
Zarezerwować studio.
Napisać aranżacje.
Nagrać partie.
Zmiksować.
Zapłacić.
Dzisiaj eksperyment może zaczynać się od zdania:
„A co by było, gdyby…?”
I kilka godzin albo dni później można już tego posłuchać.
To ogromna zmiana.
Nie dlatego, że wszystko, co powstanie, będzie dobre.
Większość prawdopodobnie nie będzie.
Ale liczba pomysłów, które człowiek będzie mógł rzeczywiście sprawdzić, dramatycznie wzrośnie.
Koniec ery „nie da się”?
Właśnie dlatego dyskusja o AI w kulturze bywa zbyt często sprowadzana do pytania:
„Czy maszyna zastąpi artystę?”
Możliwe, że ciekawsze pytanie brzmi:
„Co zrobi artysta, kiedy przestanie słyszeć: tego nie da się zrobić?”
Chcesz kwartet smyczkowy?
Spróbuj.
Potrzebujesz głosu operowego?
Spróbuj.
Chcesz połączyć techno z chorałem i industrialem?
Spróbuj.
Nie spodobało się?
Zmieniamy.
Jeszcze raz.
Jeszcze inaczej.
Dotąd ograniczeniem twórczości bardzo często była technologia, pieniądze albo dostęp do innych ludzi.
Teraz coraz częściej ograniczeniem pozostanie przede wszystkim wyobraźnia.
A to może oznaczać zarówno morze przeciętności, jak i pojawienie się rzeczy, których wcześniej nikt nie miał możliwości stworzyć.
Prawdopodobnie dostaniemy jedno i drugie.
Jest też ciemniejsza strona
Nie oznacza to oczywiście, że nowa epoka muzyki nie niesie problemów.
Pozostają pytania o źródła materiałów używanych do trenowania modeli.
Prawa twórców.
Wynagrodzenia wykonawców.
Naśladowanie konkretnych głosów.
Oznaczanie materiałów generowanych.
Zalew platform muzyką produkowaną przemysłowo.
I możliwość stworzenia w ciągu miesiąca większej liczby nagrań, niż przeciętny słuchacz przesłucha przez rok.
To poważne problemy.
Ale historii technologii nie da się zatrzymać pytaniem, czy nam się ona podoba.
Syntezator kiedyś również miał zabijać „prawdziwą muzykę”.
Sampler był oskarżany o kradzież muzykalności.
Auto-Tune miał zakończyć epokę prawdziwych wokalistów.
Komputer miał sprawić, że każdy producent będzie brzmiał tak samo.
Żadna z tych technologii nie zlikwidowała muzyki.
Każda ją zmieniła.
AI najprawdopodobniej zrobi to samo — tylko znacznie szybciej.
I nagle nie pytasz, kto gra
Włączamy więc Dark Techno Churchwave.
Bas pulsuje.
Pojawia się chór.
Za nim kobiecy głos.
Elektronika zaczyna przypominać przestrzeń ogromnej, pustej świątyni.
Potem rytm wraca i wszystko ponownie zamienia się w klub.
Na ekranie pozostaje blada gotycka postać.
I po kilku minutach przestaje być ważne, ile przy tym było syntezatora, ile tradycyjnej produkcji, ile oprogramowania, ile algorytmu.
Zostaje prostsza rzecz.
Czy chcemy tego dalej słuchać?
Bo ostatecznie słuchacz nie kupuje procesu produkcyjnego.
Kupuje emocję.
Nastrój.
Kilka minut albo godzin własnego życia, którym muzyka nadaje inne tło.
I pod tym względem nic się nie zmieniło.
Zmieniło się tylko to, jak wiele nowych dźwiękowych światów możemy teraz stworzyć.
Być może dlatego Dark Techno Churchwave jest interesujące nie jako ciekawostka związana ze sztuczną inteligencją.
Jest interesujące jako znak czasów.
Czasów, w których katedra może spotkać maszynę.
Opera może wejść do klubu.
A człowiek, który jeszcze wczoraj mógł tylko powiedzieć:
„słyszę to w swojej głowie”
— dzisiaj może odpowiedzieć:
„to posłuchaj”.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.






