Dlaczego w gminie, która jeszcze rok temu miała działający i zrozumiały dla zwykłego człowieka system autobusowy, dziś przesiadki trwają po godzinę, kursy odjeżdżają przed czasem, a 1/3 miejscowości została wycięta z mapy transportowej? Kto odpowiada za tę zapaść i jak to możliwe, że na papierze wygląda wszystko jak marzenie?
Komunikacyjna fikcja w Gminie Długołęka
Na przystankach widać więcej niż w dokumentach urzędu
Gdy rozmawia się z mieszkańcami, nie sposób nie poczuć pewnego dysonansu. Ludzie opisują bardzo konkretne sytuacje: autobus, który wcale nie przyjechał; autobus, który pojawił się kwadrans przed czasem i odjechał pusty; przesiadkę, która miała trwać 10 minut, a trwa 40, 60 albo 90. Dziecko, które jedzie do szkoły i wraca pieszo poboczem, bo komunikacja „wewnątrzgminna” nie dojechała.
A odpowiedzi urzędu?
Śnieg.
Wzgórza Trzebnickie.
Brak pętli.
Niskie napełnienie.
To dwa różne światy. Jeden realny, drugi papierowy. I coraz trudniej uwierzyć, że ten drugi ma jakikolwiek związek z codziennością ludzi.
Jak doszło do zapaści?
Nowa komunikacja, dwa systemy i jeden wielki chaos
Kluczowa była decyzja z 2 sierpnia 2025 r., kiedy gmina rozdzieliła dotychczasowy system na:
aglomeracyjną komunikację do Wrocławia,
wewnątrzgminną komunikację linii 9X, w tym obsługę 91, 92, 93, 94 itd.
W teorii miało być nowoczesniej, synchronizacje miały działać jak w zegarku, a lokalne wsie miały korzystać z „efektywnego” modelu. W praktyce — wyszedł koszmar.
Efekt: 11 miejscowości odciętych od świata
Lista wykluczonych to nie drobna kosmetyka, tylko mapa realnego wyłączenia ludzi z transportu publicznego:
Raków, Bielawa, Oleśniczka, Kątna, Jaksonowice, Węgrów, Skały, Kępa, Michałowice, Zaprężyn, Krakowiany.
Miejscowości, które przez lata miały normalne połączenia do Wrocławia, dziś są traktowane jak terytoria zapomniane. Mieszkańcy mają poczucie, że stali się „kłopotem”, a nie częścią gminy.
Co mówią ludzie?
W ich opowieściach słychać złość, bezradność i zwyczajne zmęczenie
„Autobus 91 przyjechał piętnaście minut przed czasem. Wszyscy stali na przystankach, nikt nie miał szans go złapać.” — pisze mieszkanka M.K.
„Z Oleśniczki do Wrocławia trzy przesiadki. XXI wiek, na Dolnym Śląsku.” — pisze osoba K.Z.
„Córka wraca ze szkoły i często muszę ją odbierać z Brzeziej. Znów nie zdążyła na przesiadkę.” — dopowiada T.O.
„Przystanek w Łozinie? Autobus przejechał, nawet się nie zatrzymał. Niedziela, południe.”
„Na bilety? Tylko karta. A jak ktoś nie ma? To musi jechać na gapę do miejsca, gdzie bilet można kupić. Bareja.”
To są realne relacje ludzi. Nie wrogów władzy. Nie „anonimów z internetu”. Rodziców, pracowników, seniorów.
A co mówi gmina?
„Drogi wąskie, pętli brak, zima trudna, napełnienie niskie”
Zestawienia odpowiedzi urzędu z treścią skarg pokazuje jedno: urząd zachowuje się tak, jakby mówił o zupełnie innej gminie.
Gdy mieszkańcy piszą o kursach, gmina odpowiada o… manewrach i toaletach dla kierowców.
Gdy mieszkańcy piszą o przesiadkach po godzinie, gmina mówi o „buforze 10 minut”.
Gdy ludzie zgłaszają realne braki, gmina twierdzi:
„synchronizacja działa”.
„brak możliwości technicznych”.
„śnieg”.
Tu naprawdę nie chodzi o meteorologię.
Tu chodzi o zarządzanie.
Decyzja, która wszystko dobiła
Aneks za 3,2 mln zł – bez słowa o skargach
31 października 2025 r. gmina przedłużyła umowę z operatorem linii 9X na kolejne 5 miesięcy.
Wartość: 3 224 984,45 zł.
W oficjalnym piśmie podpisanym przez sekretarza gminy nie pada:
ani jedno zdanie o jakości usług,
ani jedno zdanie o skargach rodziców,
ani jedno zdanie o wykluczeniach miejscowości.
Uzasadnienie?
„Rzetelne przygotowanie postępowania przetargowego”.
Gmina płaci dalej.
Ludzie czekają dalej.
System działa nadal — ale tylko na papierze.
Gdzie jest Rada Gminy?
Komisja nie zbiera się od miesięcy. Wnioski radnej zignorowane.
We wrześniu 2025 r. radna Iwona A. Łebek złożyła oficjalny wniosek o pilne zwołanie komisji ds. transportu. Chciała omówić:
niekończące się skargi mieszkańców,
problemy synchronizacji,
możliwości modyfikacji linii,
założenia przetargu.
Do dziś (koniec listopada 2025):
nie ma odpowiedzi,
komisja się nie zebrała,
rada gminy nie zajęła stanowiska,
kontrola Regionalnej Izby Obrachunkowej jest przemilczana.
Trudno w to uwierzyć, ale wygląda to tak, jakby transport publiczny w ogóle nie był w polu widzenia władz.
Kup bilet? Tylko jak masz kartę. A jak nie masz? Twój problem.
System biletowy, który narusza zasadę równego dostępu
W momencie wdrożenia „nowej komunikacji” wprowadzono sprzedaż biletów wyłącznie:
kartą,
w automacie,
który czasem nie działa,
i którego nie ma w wielu wsiach.
Starsza osoba, która płaci gotówką?
Osoba, która nie ma konta?
Mieszkaniec wsi bez sklepu z biletami?
System odpowiada im w praktyce:
„Nie interesuje nas to”.
To nie tylko niewygodne.
To narusza dobrze znane przepisy o równym dostępie do usług publicznych — w dodatku w gminie, która szczyci się nowoczesnością.
Finał: to nie problem autobusów. To problem zarządzania.
Po przeanalizowaniu dokumentów, pism, relacji i oficjalnych odpowiedzi gminy widać jedno:
Gmina nie panuje nad komunikacją, którą sama stworzyła.
Nie działa:
nadzór,
kontrola jakości,
system informacyjny,
synchronizacja,
odpowiedzialność polityczna,
komunikacja z mieszkańcami.
Ludzie mają rację, gdy mówią, że to fikcja.
Ale to fikcja bardzo kosztowna.
I przerażająco prawdziwa.
Autor: Rafał Chwaliński


