Czy historia ma nas czegoś nauczyć, czy tylko dostarczać paliwa do kolejnych sporów?
W polskiej debacie publicznej coraz częściej można odnieść wrażenie, że historia przestaje być lekcją, a staje się narzędziem. Zamiast pomagać zrozumieć przeszłość, służy do budowania współczesnych podziałów. Szczególnie widać to w rozmowach o Wołyniu, UPA i relacjach polsko-ukraińskich.
Tymczasem prawdziwa historia rzadko jest czarno-biała.
Zwłaszcza na Kresach.
Jak wyglądała rzeczywistość zwykłych ludzi?
W wielu rodzinach mieszkających przed wojną na terenach dzisiejszej Ukrainy narodowość nie była tak jednoznaczna, jak próbują przedstawiać ją współcześni politycy.
Polacy żenili się z Ukrainkami. Ukrainki wychodziły za Polaków. W jednej rodzinie można było znaleźć osoby mówiące różnymi językami, modlące się w różnych świątyniach i noszące różne nazwiska.
Dla nich granice narodowe często miały mniejsze znaczenie niż rodzina, sąsiedztwo czy wspólna praca.
To właśnie dlatego późniejsza fala nienawiści okazała się tak tragiczna.
Kiedy konflikt narodowy zamienia się w przemoc, ofiarami stają się nie abstrakcyjne narody, ale konkretni ludzie. Często ci sami, którzy jeszcze kilka lat wcześniej siedzieli przy jednym stole.
ilustracja do artykułu pamięć czy polityczny ogień
Czy można mówić o Wołyniu bez emocji?
Nie można.
Zbrodnie dokonane przez oddziały UPA na ludności polskiej pozostają jedną z najtragiczniejszych kart XX wieku. Tysiące zamordowanych kobiet, dzieci i osób starszych nie są przedmiotem politycznej interpretacji, lecz historycznym faktem.
Pamięć o nich należy się każdej ofierze.
Jednak równie niebezpieczne jest przedstawianie historii w sposób wybiórczy.
Bo wtedy przestaje ona być historią, a staje się propagandą.
Dlaczego wybiórcza pamięć jest tak groźna?
Historia Kresów nie zaczęła się w 1943 roku.
Znacznie wcześniej na tych ziemiach dochodziło do konfliktów społecznych, narodowościowych i religijnych. W pamięci ukraińskiej obecne są również opowieści o polskiej dominacji, brutalnych pacyfikacjach, nierównościach społecznych czy represjach wobec ruchów narodowych.
Nie oznacza to usprawiedliwiania późniejszych mordów.
Oznacza jedynie uznanie, że historia nie powstaje w próżni.
Kto chce ją zrozumieć, musi patrzeć szerzej niż tylko na jeden wybrany fragment.
Co z Akcją „Wisła”?
Kiedy dziś mówi się o krzywdach Polaków, znacznie rzadziej wspomina się o wysiedleniach przeprowadzonych po wojnie w ramach Akcja Wisła.
Dla tysięcy Łemków, Bojków i Ukraińców oznaczała ona utratę domu, ziemi, sąsiedztwa i lokalnej tożsamości.
Polskie państwo uznawało te działania za element walki z podziemiem zbrojnym. Dla wielu wysiedlonych rodzin była to jednak trauma przekazywana przez kolejne pokolenia.
Także ta część historii istnieje.
I także ona zasługuje na pamięć.
Dlaczego pojednanie polsko-niemieckie było możliwe?
Po II wojnie światowej wydawało się niemożliwe.
A jednak doszło do wydarzeń, które zmieniły sposób myślenia o przyszłości.
Jednym z symboli stała się Msza Pojednania w Krzyżowej, podczas której Tadeusz Mazowiecki i Helmut Kohl przekazali światu prosty sygnał: pamięć nie musi oznaczać wiecznej wrogości.
Nikt nie oczekiwał zapomnienia o wojnie.
Nie chodziło o unieważnienie cierpienia.
Chodziło o decyzję, że kolejne pokolenia nie mogą żyć wyłącznie przeszłością.
Kto korzysta na podsycaniu konfliktów?
To pytanie warto dziś zadawać szczególnie często.
Bo współczesna polityka coraz częściej wykorzystuje historię jako narzędzie mobilizacji emocji.
Gniew jest łatwy.
Strach jest skuteczny.
Poczucie krzywdy dobrze organizuje elektorat.
Znacznie trudniej jest mówić o złożoności, odpowiedzialności i pojednaniu.
Dlatego w debacie publicznej często słyszymy tylko część historii.
Tę, która najlepiej pasuje do bieżącego sporu.
Czy naprawdę chodzi o prawdę?
Gdyby chodziło wyłącznie o prawdę, opowiadalibyśmy całą historię.
Mówilibyśmy o Wołyniu.
Mówilibyśmy o polskich ofiarach.
Mówilibyśmy o ukraińskich ofiarach.
Mówilibyśmy o Akcji „Wisła”.
Mówilibyśmy o mieszanych rodzinach rozrywanych przez nacjonalizmy.
Mówilibyśmy o tym, jak propaganda potrafi zamienić sąsiadów w śmiertelnych wrogów.
Prawda jest bowiem znacznie bardziej skomplikowana niż polityczne hasła.
Czy pamięć musi być ogniem?
Historia może ostrzegać.
Może uczyć.
Może pomagać zrozumieć, do czego prowadzi odczłowieczenie przeciwnika.
Ale może też zostać zamieniona w pochodnię, którą politycy będą wymachiwać nad głowami kolejnych pokoleń.
To od nas zależy, którą drogę wybierzemy.
Bo największą tragedią Kresów nie był tylko sam rozlew krwi.
Była nią również utrata zdolności dostrzeżenia człowieka po drugiej stronie granicy, języka czy wyznania.
A właśnie od tego zaczyna się każda tragedia, którą później przez dziesięciolecia nazywamy historią.
Magazynu Radio DTR 6/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


