Kto potrafi, ten bierze. Dlaczego tylko niektóre gminy z Dolnego Śląska potrafią sięgać po miliony z UE?
Zawonia, Milicz, Żmigród – te nazwy powtarzają się wśród beneficjentów najnowszego rozdania unijnych dotacji. A reszta? Milczy. Czy naprawdę aż tak trudno napisać wniosek, czy raczej trudno się przyznać, że znów się nie udało?
Kto dostał, ten się chwali
Wicemarszałek Wojciech Bochnak poinformował, że aż 190 milionów złotych z Funduszy Europejskich trafi do dolnośląskich gmin. Na liście 50 projektów znalazły się m.in. inwestycje w Zawoni (23,8 mln zł na kanalizację sanitarną), Miliczu (modernizacja świetlicy i przebudowa centrum) oraz Żmigrodzie (odnowa przestrzeni miejskiej i montaż monitoringu).
– Ogromne pieniądze na 50 najważniejszych inwestycji w naszych miejscach zamieszkania. Dolnośląska wspólnota zdaje egzamin i skutecznie wykorzystuje unijne środki – napisał Bochnak.
Piękne słowa, konkretne kwoty. Ale obok entuzjazmu pozostaje pytanie: dlaczego wśród beneficjentów nie ma wielu innych gmin z północnego Dolnego Śląska?
Cisza tam, gdzie nie poszło
Trudno znaleźć oficjalne komunikaty z urzędów gmin, które nie otrzymały dofinansowania. Nie wiadomo, które samorządy złożyły wnioski, które odpadły i z jakiego powodu.
A przecież mowa o dziesiątkach milionów złotych z programów, które – według założeń – mają trafiać do wszystkich, nie tylko do tych, którzy mają większe doświadczenie albo lepsze relacje z marszałkiem.
Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy ich wójt lub burmistrz złożył wniosek, czy przespał termin, albo czy projekt został odrzucony przez błędy formalne.
Transparentność? Wciąż w teorii
Wystarczyłoby, by każda gmina prowadziła prosty rejestr:
- jakie wnioski zostały złożone,
- na jakie kwoty,
- w jakich programach,
- i z jakim wynikiem.
Tymczasem w praktyce mieszkańcy dowiadują się o sukcesach tylko wtedy, gdy ktoś robi sobie zdjęcie z czekiem.
To właśnie ta asymetria informacji sprawia, że Dolny Śląsk wygląda jak mozaika – jedne gminy rozwijają się w tempie ekspresowym, inne stoją w miejscu i tłumaczą, że „to nie ich wina”.
Czas na publiczne pytania
Dlaczego Zawonia potrafi pozyskać ponad 20 milionów złotych, a inna gmina z sąsiedztwa nie zdobyła ani złotówki? Czy chodzi o brak strategii, kompetencji, czy może odwagi, by wziąć udział w konkursach?
To są pytania, na które odpowiedzieć powinni nie dziennikarze, a radni, których obowiązkiem jest kontrola władzy wykonawczej. W końcu – jak mówi unijne hasło – pieniądze są wspólne, ale odpowiedzialność też powinna być wspólna.
img 0010
Magazynu Radio DTR 11/2025
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


