Jak długo jeszcze urzędnicy będą tłumaczyć własne liczby tak, jakby mieszkańcy nie umieli liczyć? Spór między radnym a magistratem o wysokość wydatków na wynagrodzenia pokazuje jedno: w Obornikach Śląskich fakty mają twardy kręgosłup, ale narracje – gumowe stawy.
Skąd się bierze 22,17%?
To pytanie zadają sobie mieszkańcy, którzy w budżecie gminy widzą czarno na białym:
-
8 070 353 zł – rok 2025,
-
9 857 493 zł – rok 2026.
To nie są kwoty „przedstawiane przez radnego”.
To są liczby wpisane przez sam urząd.
A jednak w oświadczeniu Gmina objaśnia, że wzrost o 22,17% „nie oznacza podwyżki”, tylko „kwotę brutto”, „ZUS-y”, „PPK”, „PIT-y” i inne tajemnicze zjawiska, które – jak zdaje się wierzyć ratusz – zwykły mieszkaniec poznaje dopiero w kontakcie z budżetem gminy.
„Pan radny mija się z prawdą” – pisze urząd, pomijając, że prawda właśnie stoi na jego własnych tabelkach i czeka, aż ktoś ją zauważy.
Facebook
Czy budżet naprawdę wymaga tłumacza?
Tłumaczenia gminy przypominają moment, w którym ktoś mówi: „To nie jest stół, tylko wielofunkcyjna, drewniana platforma o charakterze użytkowym”.
Teoretycznie to prawda.
Praktycznie – każdy widzi stół.
Tak samo z budżetem:
Kwota jest kwotą. Zapis jest zapisem. Liczby nie rodzą się z politycznej wyobraźni – tylko z uchwały budżetowej, którą poprzedza głosowanie radnych.
A co z tą premią?
Tu także mamy urzędniczą ekwilibrystykę.
Radny podaje kwotę: 700 053 zł.
Urzędnicy: „Nieprawda! To nie premia – to trzynastka!”.
Świetnie.
To nadal 700 053 zł ze środków publicznych, czyli z budżetu tej samej gminy, o której mówimy. A skoro trzynastka to 8,5% rocznego wynagrodzenia, to jej wzrost wynika dokładnie z tego, co gmina chciałaby ukryć za zasłoną pojęć: rosnącego funduszu płac.
W skrócie: wzrost płac to wzrost trzynastek. I żadne komunikaty na Facebooku tego nie odczarują.
Czy radny musi domyślać się intencji urzędu?
Budżet jest dokumentem prawa miejscowego.
Nie jest:
-
zagadką logiczną,
-
quizem wiedzy urzędniczej,
-
ani audycją edukacyjną „Zgadnij, o co nam chodziło”.
Jeżeli gmina chce, aby mieszkańcy rozumieli różnice między „rezerwą”, „etatami przejętymi z CUW”, a „kosztami brutto”, to ma jedno narzędzie: budżet zadaniowy, w którym wszystko jest opisane jasno i bez poezji urzędniczej.
Skoro zamiast tego publikuje tabelki z ogólnymi kwotami, nie może później dziwić się, że radny – zgodnie z prawem – cytuje te kwoty bez magicznych przypisów ukrytych w głowach urzędników.
Dlaczego urząd walczy z rzeczywistością?
Być może dlatego, że narracja „radny mija się z prawdą” jest prostsza niż przyznanie:
„Tak, wydatki na wynagrodzenia rosną o ponad 22% i tak – to jest sporo.”
Być może dlatego, że oczami wyobraźni władza widzi mieszkańca, który:
-
nie policzy procentów,
-
nie porówna kwot,
-
nie zna zasad budżetu,
-
i na pewno uwierzy, że 700 tys. „to nie to, o czym myśli radny”.
Problem polega na tym, że mieszkańcy potrafią zarówno czytać, jak i myśleć. A radny – jak to radny – ma obowiązek patrzeć w budżet, a nie w intencje.
Facebook
Facebook
Czy ta polemika cokolwiek zmienia?
Niestety nie zmienia faktów:
-
kwoty pozostają takie same,
-
tabelki w budżecie pozostają takie same,
-
wzrost nadal wynosi +22,17%,
-
trzynastka nadal kosztuje 700 tys. zł,
-
a gmina nadal tłumaczy to w sposób, który budzi pytanie:
Czy urząd próbuje wyjaśniać, czy raczej zagadać problem?



