Przejdź do treści
czwartek 22 października 2026
21/10/2026Autor

Rok 2027 ma być w obwodzie lwowskim rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii i Romana Szuchewycza. Decyzja wywołała sprzeciw polskich władz, Instytutu Pamięci Narodowej i prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. Spór dotyczy jednak czegoś więcej niż jednej uchwały. Pokazuje, jak trudno budować współczesne partnerstwo, kiedy pamięć o tych samych wydarzeniach historycznych prowadzi do przeciwstawnych ocen.

Wrocław pomagał Ukrainie, przyjmował uchodźców i rozwijał współpracę ze Lwowem. Teraz jego prezydent publicznie przypomina, że solidarność nie oznacza zgody na przemilczanie zbrodni. Tymczasem dokumenty Lwowskiej Rady Obwodowej wskazują, że kontrowersyjna decyzja nie była spontaniczna. Przygotowywano ją od lipca, a miejscowi radni już wtedy wiedzieli, jak wrażliwa jest kwestia pamięci historycznej w stosunkach z Polską.

Powstaje pytanie, którego nie da się sprowadzić do prostego podziału na zwolenników i przeciwników Ukrainy: czy państwa i samorządy mogą skutecznie współpracować, jeżeli nie potrafią uzgodnić nawet tego, jak rozmawiać o zbrodniach przeszłości?

Uchwała, która wywołała polityczną burzę

20 października 2026 roku Lwowska Rada Obwodowa przyjęła uchwały ustanawiające rok 2027 czasem upamiętnienia Ukraińskiej Powstańczej Armii, Romana Szuchewycza oraz Ołeha Olżycza.

W przypadku UPA chodzi o 85. rocznicę jej powstania, natomiast w odniesieniu do Szuchewycza i Olżycza — o 120. rocznicę urodzin.

Czytaj dalej

Powiązany temat

Za uchwałami dotyczącymi UPA i Szuchewycza opowiedziało się po 52 radnych. Upamiętnienie Olżycza poparło 49.

Decyzja ma charakter regionalny. Podjęła ją Lwowska Rada Obwodowa, a nie parlament Ukrainy czy Rada Miejska Lwowa. To rozróżnienie jest istotne, ponieważ w debacie publicznej odpowiedzialność za uchwały bywa przypisywana ogólnie władzom Lwowa, a nawet całemu państwu ukraińskiemu.

Tymczasem mamy do czynienia z konkretnym organem samorządu regionalnego, który odpowiada za własne decyzje.

Nie oznacza to jednak, że znaczenie uchwał ogranicza się do granic obwodu. Ich konsekwencje są polityczne, historyczne i międzynarodowe.

Dla wielu Ukraińców UPA pozostaje symbolem walki o niepodległość, przede wszystkim w kontekście oporu wobec Związku Sowieckiego. Dla Polaków jej historia jest nierozerwalnie związana z masowymi mordami na ludności cywilnej Wołynia i Galicji Wschodniej.

Problem polega na tym, że obie te perspektywy odnoszą się do tej samej organizacji, ale nie przypisują jednakowej wagi jej działaniom.

Szuchewycz. Bohater jednej narracji, odpowiedzialny za zbrodniczą politykę w drugiej

Roman Szuchewycz należał do najważniejszych przywódców ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Był związany z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów, a następnie objął naczelne dowództwo UPA.

W czasie II wojny światowej działał również w formacjach związanych z niemieckim aparatem wojskowym i policyjnym.

Jego rola w wydarzeniach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej pozostaje przedmiotem badań historycznych, ale zasadniczy charakter antypolskiej przemocy prowadzonej przez OUN-B i UPA nie budzi w polskiej historiografii wątpliwości.

Oddziały ukraińskiego podziemia nacjonalistycznego przeprowadzały masowe ataki na polską ludność cywilną. Ginęły całe rodziny, niszczono wsie, a przemoc służyła usunięciu Polaków z terenów uznawanych przez nacjonalistów za przyszłe państwo ukraińskie.

Polski parlament uznał te wydarzenia za ludobójstwo. Historycy wskazują na dziesiątki tysięcy ofiar, a szacunki dotyczące całej antypolskiej akcji OUN-UPA najczęściej mieszczą się w przedziale około 80–100 tysięcy zabitych Polaków.

W odniesieniu do samego Szuchewycza należy zachować precyzję. Nie każda decyzja podejmowana przez terenowe oddziały UPA została udokumentowana jako jego osobisty rozkaz. Istnieją jednak mocne podstawy historyczne do przypisywania mu odpowiedzialności dowódczej i politycznej za kontynuowanie antypolskiej akcji w okresie, gdy kierował UPA.

Nie można więc przedstawiać go wyłącznie jako żołnierza walczącego o niepodległość, pomijając działania organizacji, którą dowodził.

Jednocześnie odpowiedzialności Szuchewycza nie należy automatycznie przenosić na wszystkie osoby związane z ukraińskim ruchem niepodległościowym. Ołeh Olżycz należał do innego nurtu OUN, był prześladowany przez Niemców i zmarł w obozie Sachsenhausen. Jego biografia wymaga odrębnej analizy.

Historia nie staje się bardziej prawdziwa, kiedy wszystkie postacie wrzuca się do jednego worka.

Lipiec 2026. Władze lwowskie wiedziały, że problem istnieje

Najbardziej interesujący element całej sprawy znajduje się w chronologii dokumentów.

Projekty uchwał dotyczących upamiętnienia UPA, Szuchewycza i Olżycza przygotowano już na początku lipca.

6 lipca sprawą zajmowała się komisja kultury Lwowskiej Rady Obwodowej. Projekty uzyskały poparcie.

W tym samym okresie przedstawiciele rady omawiali trudności w relacjach polsko-ukraińskich dotyczące historii oraz potrzebę rozwijania współpracy z polskimi samorządami.

Następnego dnia, 7 lipca, rada przyjęła stanowisko sprzeciwiające się zewnętrznym naciskom na ukraińską politykę pamięci.

Jego zasadniczy przekaz był czytelny: to Ukraińcy mają decydować, kogo uznają za swoich bohaterów narodowych.

Z formalnego punktu widzenia trudno kwestionować prawo ukraińskich instytucji do podejmowania własnych uchwał upamiętniających.

Ale prawo do podjęcia decyzji nie oznacza, że decyzja pozostaje poza krytyką.

Podobnie polskie instytucje mają prawo przypominać o zbrodniach popełnionych na obywatelach polskich i wyrażać sprzeciw wobec publicznego honorowania osób, które ponoszą za nie odpowiedzialność.

Właśnie tutaj pojawia się zasadnicza sprzeczność: lwowscy radni chcą rozwijać współpracę z polskimi partnerami, a jednocześnie odrzucają zewnętrzny wpływ na sposób upamiętniania postaci będących źródłem jednego z najpoważniejszych sporów historycznych między oboma narodami.

Nie dowodzi to złej woli wszystkich radnych. Pokazuje natomiast, że historyczne konsekwencje decyzji były możliwe do przewidzenia.

Październikowe głosowanie nie odbyło się w politycznej próżni.

Pogrzeb we Lwowie. Druga sprawa, ten sam problem

Oświadczenie Jacka Sutryka nie ogranicza się do uchwał dotyczących UPA.

Prezydent Wrocławia przywołuje również niedawne uroczyste pożegnanie byłego żołnierza dywizji Waffen-SS „Galizien”, w którym uczestniczył mer Lwowa Andrij Sadowy.

To wydarzenie wymaga odrębnego wyjaśnienia.

14. Dywizja Grenadierów Waffen-SS „Galizien” została utworzona podczas II wojny światowej pod niemieckim dowództwem. Rekrutowano do niej przede wszystkim ukraińskich ochotników z Galicji.

Nie była ona tożsama z UPA, choć obie formacje funkcjonowały w realiach ukraińskiego nacjonalizmu i wojny, a losy części ich członków później się przecinały.

Z członkami i pododdziałami związanymi z dywizją łączone są zbrodnie na ludności cywilnej, w tym wydarzenia w Hucie Pieniackiej. Jednocześnie indywidualną odpowiedzialność za konkretne przestępstwa trzeba ustalać na podstawie dowodów, a nie wyłącznie przynależności do formacji.

Właśnie dlatego pytanie o uroczysty charakter pogrzebu jest tak istotne.

Nie chodzi o kwestionowanie prawa człowieka do pochówku. Chodzi o to, czy udział przedstawicieli władz publicznych oznaczał oddanie szacunku zmarłemu jako osobie, czy też publiczne honorowanie jego wojennej służby.

Te dwie sytuacje mają odmienne znaczenie.

W sprawie pogrzebu konieczne jest jeszcze ustalenie pełnego przebiegu uroczystości, treści przemówień i oficjalnego uzasadnienia obecności przedstawicieli władz. Samo oświadczenie Sutryka nie wystarcza do rozstrzygnięcia wszystkich tych okoliczności.

Sutryk: solidarność nie jest zgodą na zapomnienie

Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk zdecydował się na publiczne stanowisko zatytułowane „Solidarność wymaga prawdy”.

Jego wypowiedź jest ważna przede wszystkim ze względu na relacje Wrocławia ze Lwowem.

Oba miasta łączy wieloletnie partnerstwo, a po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na pełną skalę Wrocław stał się jednym z miejsc, w których tysiące obywateli Ukrainy znalazły schronienie, pomoc i możliwość rozpoczęcia nowego życia.

Sutryk nie kwestionuje tej solidarności.

Przeciwnie, wyraźnie zaznacza, że Wrocław pozostaje po stronie Ukrainy i jej prawa do wolności.

Jednocześnie sprzeciwia się wykorzystywaniu współczesnej wojny jako argumentu, który miałby uzasadniać przemilczanie dawnych zbrodni.

To istotna zmiana tonu w publicznej komunikacji samorządowej.

W relacjach miast partnerskich zazwyczaj dominują deklaracje współpracy, wspólne przedsięwzięcia, wymiany kulturalne i gesty solidarności. Otwarte spory historyczne częściej pozostawia się dyplomacji państwowej.

Tym razem prezydent Wrocławia postanowił zabrać głos osobiście.

Jego stanowisko można odczytywać jako próbę wyznaczenia granicy: partnerstwo pozostaje ważne, ale nie może wymagać rezygnacji z własnej pamięci historycznej.

Nie jest to jednak zapowiedź zerwania współpracy.

Sutryk nie ogłasza zawieszenia partnerstwa, wycofania pomocy ani sankcji wobec Lwowa.

Wrocław protestuje, ale nie odwraca się od Ukrainy.

I właśnie ten element odróżnia jego wystąpienie od prostego politycznego potępienia.

Breda i generał Maczek. Dlaczego Sutryk przypomina tę historię?

W końcowej części oświadczenia prezydent Wrocławia przywołuje planowany udział w obchodach upamiętniających wyzwolenie holenderskiej Bredy przez żołnierzy 1. Dywizji Pancernej generała Stanisława Maczka.

Wspomina również o uroczystościach na polskim cmentarzu wojennym w Lommel w Belgii.

Nie jest to przypadkowe odwołanie.

Żołnierze generała Maczka walczyli o wyzwolenie zachodniej Europy spod niemieckiej okupacji. Ich pamięć jest pielęgnowana również poza Polską.

Sutryk zestawia ten przykład z relacjami Wrocławia i Lwowa, pokazując, że pamięć o wojnie może łączyć narody, ale wymaga uczciwego przedstawiania historii.

Takie porównanie ma jednak swoje ograniczenia.

Nie każda formacja walcząca o niepodległość prowadziła działania w ten sam sposób. Nie każda postać uznawana za bohatera narodowego ma podobną biografię. Samo hasło walki o wolność nie wystarcza do moralnego zrównania wszystkich uczestników konfliktów zbrojnych.

O ocenie historycznej decydują także metody działania, stosunek do ludności cywilnej oraz odpowiedzialność za popełnione zbrodnie.

Warszawa i IPN reagują. Spór wychodzi poza samorządy

Stanowisko Jacka Sutryka nie jest odosobnione.

Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz określił decyzję Lwowskiej Rady Obwodowej jako nieakceptowalną i wezwał władze Ukrainy do odcięcia się od niej.

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych również skrytykowało gloryfikowanie postaci związanych ze zbrodniami na ludności polskiej.

Jeszcze mocniej wypowiedział się Instytut Pamięci Narodowej, który uznał upamiętnienie Szuchewycza za uderzenie w pamięć ofiar ludobójstwa.

Reakcje te pokazują, że sprawa przestała być wyłącznie lokalnym sporem historycznym.

Dotyczy relacji dwóch państw, które łączy wspólne bezpieczeństwo, współpraca gospodarcza, pomoc wojskowa i polityczna oraz perspektywa dalszej integracji Ukrainy ze strukturami europejskimi.

Polska pozostaje jednym z najważniejszych partnerów Ukrainy w jej walce z rosyjską agresją.

Nie oznacza to jednak, że wszystkie spory historyczne zostały rozwiązane.

Wręcz przeciwnie: im bliższa staje się współpraca, tym trudniej ignorować kwestie, które jedna ze stron uważa za fundamentalne.

Parlament Europejski również dostrzegł problem

W lipcu 2026 roku Parlament Europejski przyjął rezolucję dotyczącą postępów Ukrainy, opartą na raporcie Komisji Europejskiej za 2025 rok.

Dokument został przyjęty 460 głosami za, przy 136 przeciwnych i 59 wstrzymujących się.

Parlament potwierdził poparcie dla suwerenności Ukrainy, jej integralności terytorialnej i prawa do obrony przed rosyjską agresją.

Jednocześnie zwrócił uwagę na kontrowersje dotyczące ukraińskiej polityki historycznej, w tym upamiętniania UPA, oraz znaczenie pojednania z Polską.

To ważny sygnał.

Europejska solidarność z Ukrainą nie oznacza, że instytucje Unii Europejskiej muszą pomijać trudne zagadnienia dotyczące historii, praw człowieka czy stosunków z sąsiadami.

Rezolucja Parlamentu Europejskiego nie jest jednak wyrokiem sądowym ani dokumentem, który automatycznie nakłada na Ukrainę obowiązek uchylenia uchwał regionalnych.

Ma znaczenie polityczne i opiniotwórcze.

Pokazuje, że rozmowa o historycznej odpowiedzialności może toczyć się równolegle ze zdecydowanym poparciem dla ukraińskiej niepodległości.

Wojna z Rosją nie rozwiązuje sporów o przeszłość

W dyskusji o polityce historycznej Ukrainy często pojawia się argument, że państwo prowadzące wojnę obronną potrzebuje symboli jednoczących społeczeństwo.

To zrozumiałe z perspektywy budowania narodowej tożsamości.

Ukraina od lat zmaga się z rosyjską propagandą, która wykorzystuje historyczne kontrowersje do podważania jej prawa do samodzielnego istnienia.

Rosja posługuje się oskarżeniami o nazizm, aby uzasadniać własną agresję. Dlatego każda debata o ukraińskim nacjonalizmie wymaga szczególnej precyzji.

Nie wolno jednak wyciągać z tego wniosku, że historyczne zbrodnie należy przemilczeć, ponieważ ich przypominanie może zostać wykorzystane przez rosyjską propagandę.

Byłoby to przyznanie propagandzie prawa do wyznaczania granic debaty historycznej.

Uznanie odpowiedzialności UPA za masowe mordy na Polakach nie oznacza poparcia dla rosyjskiej agresji.

Podobnie potępienie rosyjskiej agresji nie wymaga uznania wszystkich postaci ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego za bohaterów pozbawionych odpowiedzialności.

Te stanowiska nie wykluczają się wzajemnie.

W rzeczywistości mogą stanowić podstawę uczciwego dialogu.

Ekshumacje. Pamięć historyczna ma również bardzo konkretny wymiar

Spór o UPA nie dotyczy wyłącznie pomników, nazw ulic czy rocznic.

Dotyczy także prawa rodzin ofiar do odnalezienia szczątków bliskich, przeprowadzenia ekshumacji i godnego pochówku.

Przez lata kwestia poszukiwań i ekshumacji polskich ofiar zbrodni na terenach dzisiejszej Ukrainy była jednym z najtrudniejszych problemów dwustronnych.

W ostatnim okresie pojawiły się działania umożliwiające wznowienie części prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych, między innymi w Puźnikach i Woli Ostrowieckiej.

To ważny postęp, którego nie należy pomijać w ocenie współczesnych relacji polsko-ukraińskich.

Z jednej strony instytucje obu państw podejmują działania pozwalające rodzinom ofiar odzyskać pamięć o bliskich. Z drugiej regionalne władze ukraińskie decydują o publicznym upamiętnieniu organizacji i jej dowódcy związanych z tymi zbrodniami.

Nie jest to formalna sprzeczność prawna. Jest to jednak wyraźne napięcie moralne i polityczne.

Dla rodzin ofiar szczególnie trudna może być sytuacja, w której równolegle prowadzi się poszukiwania zamordowanych i organizuje oficjalne obchody ku czci formacji odpowiedzialnej za ich śmierć.

Dlatego realnym miernikiem pojednania nie powinny być wyłącznie deklaracje polityków.

Powinny nim być również dostęp do archiwów, możliwość prowadzenia badań, identyfikacja szczątków, godne pochówki oraz uczciwa edukacja historyczna.

Czy współpraca Wrocławia i Lwowa jest zagrożona?

Na obecnym etapie nie ma podstaw, aby twierdzić, że Wrocław zamierza zakończyć partnerstwo ze Lwowem.

Oświadczenie Sutryka wskazuje raczej na próbę połączenia dwóch stanowisk: utrzymania solidarności z Ukrainą i wyrażenia jednoznacznego sprzeciwu wobec określonej polityki historycznej.

Pozostaje jednak pytanie, jak na ten sprzeciw odpowiedzą ukraińscy partnerzy.

Czy mer Lwowa Andrij Sadowy odniesie się do zarzutów dotyczących uroczystości pogrzebowych? Czy Lwowska Rada Obwodowa podejmie dialog z polskimi samorządami? Czy planowane na 2027 rok obchody będą zawierały również elementy refleksji nad losem polskich ofiar?

Nie znamy jeszcze odpowiedzi.

Warto też rozróżnić możliwości działania poszczególnych instytucji.

Prezydent Wrocławia nie może uchylić uchwały ukraińskiej rady regionalnej. Może jednak wyrazić stanowisko, skierować oficjalne wystąpienie, podjąć rozmowy z partnerami oraz zaproponować wspólne inicjatywy dotyczące pamięci historycznej.

Podobnie władze ukraińskie mogą zachować własną politykę upamiętniania, ale jednocześnie uznać, że doświadczenie polskich ofiar zasługuje na publiczne przypomnienie.

Pytanie brzmi, czy istnieje gotowość do takiego dialogu.

Bohaterstwo nie unieważnia odpowiedzialności

Spór o UPA pokazuje szerszy problem obecny w wielu państwach.

Narodowe opowieści historyczne często koncentrują się na bohaterstwie, poświęceniu i walce o wolność. Znacznie trudniej znaleźć w nich miejsce na odpowiedzialność własnych formacji za przemoc wobec innych narodów.

Tymczasem jedna organizacja może prowadzić walkę o niepodległość, a równocześnie dopuszczać się zbrodni.

Uznanie pierwszego faktu nie usuwa drugiego.

Nie każda walka o wolność była prowadzona metodami, które można moralnie usprawiedliwić.

Nie każda osoba zasłużona dla narodowego ruchu niepodległościowego powinna być bezkrytycznie przedstawiana jako wzór dla kolejnych pokoleń.

Ta zasada nie dotyczy wyłącznie Ukrainy.

Powinna obowiązywać również Polskę i każde inne państwo, które oczekuje od sąsiadów uczciwego spojrzenia na historię.

W przeciwnym razie pamięć przestaje być próbą zrozumienia przeszłości, a staje się narzędziem bieżącej polityki.

Wnioski Radia DTR. Solidarność nie może być historyczną amnezją

Wydarzenia z 20 października 2026 roku pokazują, że polsko-ukraińskie pojednanie pozostaje procesem niedokończonym.

Nie dlatego, że brakuje wspólnych interesów.

Polska i Ukraina mają dziś bardzo silne powody do współpracy. Łączy je bezpieczeństwo regionu, sprzeciw wobec rosyjskiej agresji, relacje gospodarcze i miliony codziennych kontaktów między obywatelami.

Problem polega na tym, że wspólne interesy nie usuwają automatycznie różnic w ocenie przeszłości.

Decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej jest szczególnie kontrowersyjna właśnie dlatego, że została podjęta świadomie, po kilku miesiącach przygotowań i w warunkach znanego sporu historycznego.

Jednocześnie nie ma podstaw do twierdzenia, że uchwała wyraża poglądy wszystkich Ukraińców lub że oznacza zmianę polityki całego państwa.

Stanowisko Jacka Sutryka można natomiast odczytywać jako próbę wyznaczenia zasad współpracy, w której pomoc i solidarność nie wymagają milczenia o krzywdach.

Czy będzie to początek rzeczywistej rozmowy między Wrocławiem a Lwowem, czy jedynie kolejna wymiana publicznych oświadczeń — dopiero się okaże.

Jedno pozostaje pewne: trwałego pojednania nie zbuduje się ani na zbiorowym oskarżaniu całych narodów, ani na wybiórczym przedstawianiu historii.

Można wspierać Ukrainę w obronie przed Rosją i jednocześnie stanowczo sprzeciwiać się gloryfikowaniu osób odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach. Nie ma w tym sprzeczności. Sprzecznością byłoby dopiero żądanie, aby w imię współczesnej solidarności ofiary przeszłości ponownie skazano na milczenie.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *