Jeszcze trzy tygodnie temu była tenisistką spoza pierwszej setki rankingu WTA. Dziś wróciła do Polski jako finalistka Roland Garros, bohaterka kibiców i jedna z największych niespodzianek światowego tenisa. Maja Chwalińska przyznaje jednak, że sama wciąż nie do końca rozumie, co wydarzyło się w Paryżu.
Na lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie czekał na nią tłum kibiców, dziennikarzy i fotografów. Były brawa, gratulacje, wspólne zdjęcia i wzruszenie. Dla zawodniczki, która jeszcze niedawno walczyła o punkty w niższych rangą turniejach, był to widok niemal nierealny.
– To na pewno szok, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Cieszę się, że mi kibicujecie. Będąc w Paryżu nie czułam skali tego, co dzieje się w Polsce. To dla mnie nowa rzeczywistość, ale chyba się do tego zaadaptuję – powiedziała podczas konferencji prasowej.
ilustracja do artykułu Maja Chwalińska na konferencji
Jak jedna zawodniczka zatrzymała Polskę przed telewizorami?
Przez ostatnie tygodnie wielu kibiców śledziło jej kolejne mecze niemal z niedowierzaniem. Chwalińska zaczynała turniej od kwalifikacji. Musiała wygrać trzy dodatkowe spotkania, by w ogóle znaleźć się w głównej drabince.
Potem przyszły zwycięstwa nad znacznie wyżej notowanymi rywalkami.
W sumie od 18 maja rozegrała w Paryżu dziesięć spotkań.
Nikt wcześniej nie dokonał czegoś podobnego.
Polka została pierwszą kwalifikantką w historii kobiecego tenisa, która dotarła do finału French Open.
Czy sukces przyszedł nagle?
Na pierwszy rzut oka można odnieść takie wrażenie. Sama zawodniczka przypomina jednak, że za tym wynikiem stoją lata pracy.
– Przez 18 lat gram w tenisa i ciężko pracuję każdego dnia. Tak się złożyło, że akurat w tym momencie to wszystko złożyło się w całość i kliknęło. Ciężka praca i cierpliwość się opłaciły – podkreśliła.
To zdanie dobrze oddaje historię jej kariery.
Przez lata funkcjonowała poza głównym nurtem zainteresowania mediów. Walczyła z kontuzjami, problemami zdrowotnymi i trudnościami finansowymi charakterystycznymi dla zawodniczek spoza światowej czołówki.
Paryż zmienił wszystko.
Co dał jej finał Roland Garros?
Najbardziej widoczny jest ranking.
Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju zajmowała 114. miejsce na świecie.
Po finale awansowała na 21. pozycję.
To skok, który dla wielu tenisistek pozostaje marzeniem przez całą karierę.
Równie ważne są jednak kwestie sportowe i finansowe.
Finał Roland Garros oznacza nie tylko prestiż, ale również wielomilionowe wpływy, które pozwolą spokojniej planować kolejne miesiące startów, zatrudniać specjalistów i rozwijać sztab szkoleniowy.
LOTMAJA. Niespodzianka w samolocie
Jednym z najbardziej symbolicznych momentów powrotu okazało się oznaczenie lotu z Paryża do Warszawy.
Rejs otrzymał nazwę „LOTMAJA”.
Co ciekawe, sama bohaterka dowiedziała się o tym dopiero od znajomych.
– Nie wiedziałam, że nazwano lot moim imieniem. Dowiedziałam się o tym dopiero, gdy koleżanki wysyłały mi screeny – przyznała.
Jeszcze większym zaskoczeniem była dla niej liczba osób oczekujących na lotnisku.
Dlaczego mural wzruszył ją bardziej niż ranking?
W rodzimej Dąbrowie Górniczej powstał mural przedstawiający tenisistkę.
To właśnie ten gest wywołał u niej największe emocje.
– To mnie akurat bardzo wzruszyło, bo na tamtejszych kortach spędziłam najwięcej czasu podczas swojej kariery. Dziękuję twórcy tego muralu – powiedziała.
Być może dlatego, że ranking, pieniądze i statystyki są częścią zawodowego sportu.
Mural jest symbolem pamięci o drodze, którą przeszła.
Co dalej z Wimbledonem?
Paradoksalnie, mimo historycznego finału, Chwalińska nie zna jeszcze wszystkich szczegółów dotyczących startu w Wimbledonie.
Czeka na decyzje organizatorów związane z przyznawaniem „dzikich kart”.
Sama jednak nie zamierza dziś zaprzątać sobie tym głowy.
– Najbardziej chciałabym się teraz dobrze wyspać i dobrze zjeść. Planuję kompletny wypoczynek nad morzem – zdradziła.
Paryż zmienił wszystko. Ale nie zmienił jej
Podczas konferencji nie było gwiazdorskich deklaracji ani wielkich zapowiedzi.
Były za to podziękowania.
– Chciałabym podziękować wszystkim, dzięki którym znalazłam się w tym miejscu i którzy wspierali mnie od wielu lat. Dziękuję też za ciepłe przywitanie i ogromne wsparcie, które otrzymałam przez ostatnie trzy tygodnie.
Może właśnie dlatego historia Mai Chwalińskiej poruszyła tak wielu ludzi.
Bo nie jest opowieścią o cudzie.
To historia o tym, że czasem osiemnaście lat ciężkiej pracy wystarczy, by nagle cały świat zaczął patrzeć właśnie na ciebie.
Źródło: konferencja prasowa Mai Chwalińskiej po powrocie z Roland Garros, Warszawa, 8 czerwca 2026 r.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


