Po cichu do 2050 roku. Gmina rozmawia z firmami o oczyszczalni, ale mieszkańcom o tym nie powiedziała

umowa do 2050 roku
Oceń materiał

Gmina Oborniki Śląskie rozpoczęła przygotowania do zawarcia wieloletniej umowy z prywatnym partnerem, który miałby sfinansować, wybudować i przez 20 lat eksploatować oczyszczalnię ścieków. Zawiadomienie opublikowano 20 lipca, a termin zgłoszeń dla przedsiębiorców upływa już 31 lipca. Mimo skali przedsięwzięcia informacji nie umieszczono w aktualnościach na stronie gminy ani w jej komunikacji na Facebooku.

Formalnie dokument został opublikowany. W praktyce przeciętny mieszkaniec nie ma większych szans, aby dowiedzieć się, że gmina przygotowuje umowę mogącą obowiązywać do około 2050 roku.

Firmy dostały zaproszenie. Mieszkańcy — ciszę

Gmina zaprosiła potencjalnych partnerów prywatnych do udziału we wstępnych konsultacjach rynkowych dotyczących przedsięwzięcia pod nazwą „Budowa i eksploatacja oczyszczalni ścieków w Gminie Oborniki Śląskie”.

Zgłoszenia będą przyjmowane tylko do 31 lipca. Zdalne spotkania z zainteresowanymi firmami zaplanowano między 10 a 15 sierpnia. Przed rozmowami przedsiębiorcy mają również przeprowadzić wizję lokalną obiektów.

Na rozpoczęcie konsultacji i zgłoszenie udziału pozostawiono zaledwie 11 dni kalendarzowych.

O publikacji nie poinformowano jednak mieszkańców w miejscach, z których gmina zwykle korzysta do przekazywania bieżących wiadomości. Według stanu na 24 lipca na oficjalnej stronie można przeczytać między innymi o pojemnikach do segregacji odpadów, konkursie dla organizacji pozarządowych, ćwiczeniach alarmowych i festynie w Kuraszkowie. Nie ma natomiast widocznej informacji o przygotowywaniu wieloletniego partnerstwa dotyczącego oczyszczalni. Potwierdza to lista aktualności na stronie gminy.

Podobnego komunikatu nie opublikowano również na oficjalnym profilu gminy na Facebooku.

To szczególny sposób rozłożenia akcentów: o festynie mieszkańcy dowiedzieli się od razu, o umowie mogącej wpływać na ich rachunki przez następne dwie dekady — niekoniecznie.

To nie są konsultacje z mieszkańcami

Nazwa procedury może wprowadzać w błąd. „Wstępne konsultacje rynkowe” nie oznaczają konsultacji społecznych.

Gmina nie pyta obecnie mieszkańców, czy akceptują proponowany model. Rozmawia z potencjalnymi wykonawcami, instytucjami finansowymi i podmiotami zainteresowanymi przyszłym zamówieniem. Celem jest sprawdzenie, na jakich warunkach rynek byłby gotowy zrealizować inwestycję.

Taką procedurę dopuszcza art. 84 Prawa zamówień publicznych. Sama konsultacja nie jest jeszcze przetargiem i nie przesądza o podpisaniu umowy.

Przepisy nie zabraniają jednak gminie równoczesnego poinformowania mieszkańców:

  • czego dotyczą rozmowy;
  • jakie warianty są rozważane;
  • ile przedsięwzięcie może kosztować;
  • z czego będzie wypłacane wynagrodzenie partnera;
  • czy umowa wpłynie na ceny odprowadzania ścieków;
  • kiedy mieszkańcy i radni poznają wyniki analiz.

Żadnego przystępnego wyjaśnienia tych kwestii nie opublikowano. ilustracja do artykulu umowa dluzsza niz nie jedna kadencja ilustracja do artykułu umowa dłuższa niż nie jedna kadencja

Umowa może obowiązywać do około 2050 roku

Z memorandum wynika, że gmina rozważa model DBFMO. Partner prywatny miałby:

  • zaprojektować inwestycję;
  • uzyskać niezbędne decyzje i pozwolenia;
  • zapewnić finansowanie;
  • wykonać roboty budowlane;
  • uruchomić oczyszczalnię;
  • eksploatować ją i utrzymywać przez około 20 lat.

Orientacyjny harmonogram przewiduje zakończenie konsultacji i przygotowanie oceny efektywności do końca 2026 roku. Postępowanie miałoby zostać ogłoszone w kwietniu 2027 roku, a podpisanie umowy zaplanowano na październik tego samego roku.

Roboty budowlane mają potrwać około 36 miesięcy. Dopiero później rozpocznie się około dwudziestoletni okres eksploatacji.

Oznacza to, że zobowiązanie może trwać do 2050 lub 2051 roku. Obejmie kilka kolejnych kadencji burmistrzów oraz rad miejskich. Dzisiejsze decyzje będą więc wykonywać i finansować osoby, które nie uczestniczą obecnie w ich podejmowaniu.

Prywatny partner wyłoży pieniądze, ale ich nie podaruje

W komunikacji o PPP łatwo zatrzymać się na zdaniu: partner prywatny sfinansuje inwestycję. Brzmi to tak, jakby oczyszczalnia mogła powstać bez obciążania gminy.

Dokumenty pokazują inny obraz.

Wynagrodzenie partnera ma zostać podzielone na część stałą i zmienną. Opłata stała ma pokrywać nakłady inwestycyjne, stałe koszty działania instalacji oraz „określony zwrot z inwestycji”. Osobna opłata za finansowanie będzie obejmowała spłatę kapitału i odsetek.

Partner wyłoży więc pieniądze na początku, ale strona publiczna będzie je później zwracać — razem z kosztami finansowania i zyskiem inwestora.

Co więcej, część stała ma być płacona niezależnie od ilości dostarczonych ścieków. Jeżeli rozbudowa kanalizacji się opóźni, przyłączy będzie mniej, niż zakładano, albo dopływ okaże się niższy, partner zachowa prawo do zasadniczej części wynagrodzenia.

Inflacja, odsetki i brak płatności po stronie publicznej

Z załączonego podziału ryzyk wynika, że po stronie gminy lub innego podmiotu publicznego mają pozostać między innymi:

  • ryzyko inflacji;
  • ryzyko zmiany stóp procentowych;
  • ryzyko nieterminowych płatności mieszkańców;
  • ryzyko ilości i jakości ścieków;
  • część ryzyka zmian prawa;
  • ryzyko podatkowe, z wyjątkiem podatków dochodowych;
  • ryzyko polityczne;
  • siła wyższa.

Partner prywatny ma odpowiadać przede wszystkim za projektowanie, budowę, stan techniczny i jakość eksploatacji. Nie oznacza to jednak, że gmina pozbędzie się wszystkich ryzyk finansowych.

Jeżeli wzrosną stopy procentowe, opłata za finansowanie będzie mogła zostać zaktualizowana. Jeżeli wzrośnie inflacja, część wynagrodzenia zostanie zindeksowana. Jeżeli mieszkańcy nie zapłacą rachunków, problem nie zostanie automatycznie przeniesiony na partnera.

Prywatny ma być kapitał początkowy. Publiczna pozostanie znaczna część ryzyka oraz późniejszych płatności.

Kto naprawdę będzie płacił?

Obecnie opłaty za odprowadzanie ścieków pobiera Zakład Gospodarki Komunalnej. ZGK zawiera umowy z mieszkańcami, przygotowuje taryfy i odpowiada za sieć wodociągowo-kanalizacyjną.

Partner prywatny miałby natomiast przejąć utrzymanie oraz eksploatację oczyszczalni. Nie ma przejmować całej gminnej sieci.

Powstaje zatem układ z trzema uczestnikami:

Reklama
Reklama
  1. Mieszkańcy płacą ZGK za odprowadzanie ścieków.
  2. ZGK albo gmina rozlicza się z partnerem prywatnym.
  3. Partner otrzymuje opłatę stałą, finansową i zmienną.

Memorandum nie wskazuje jeszcze, kto ostatecznie będzie formalnym płatnikiem wynagrodzenia partnera i co się stanie, jeżeli taryfa zatwierdzona przez regulatora nie wystarczy do pokrycia należności.

Brakuje również symulacji pokazującej, jak PPP może wpłynąć na rachunki gospodarstw domowych.

Nie można dzisiaj twierdzić, że ceny ścieków na pewno wzrosną o konkretną kwotę. Można natomiast stwierdzić, że partner będzie musiał odzyskać kapitał, odsetki, koszty działalności i oczekiwany zysk. Źródłem tych pieniędzy pozostaną opłaty użytkowników, środki ZGK albo budżet gminy.

Najpierw zrezygnowano z 15,7 mln zł dotacji

Nowego przedsięwzięcia nie można oddzielić od wcześniejszej decyzji samorządu.

Gmina Oborniki Śląskie miała przyznane 15 702 599,99 zł unijnego dofinansowania na kompleksową modernizację oczyszczalni. Całkowita wartość tamtego projektu wynosiła 37 923 160,21 zł.

Dotacja stanowiła ponad 41 proc. wartości inwestycji i nie podlegała zwrotowi. Projekt przeszedł ocenę oraz został wybrany do dofinansowania, ale gmina nie podpisała umowy.

Kwoty potwierdza oficjalna lista wyników Funduszy Europejskich dla Dolnego Śląska.

Nie wiadomo jeszcze, czy wcześniejszy projekt i obecnie przygotowywane PPP mają identyczny zakres. Samorząd powinien jednak przedstawić takie porównanie.

Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, dlaczego zrezygnowano z ponad 15,7 mln zł bezzwrotnego wsparcia, a następnie rozpoczęto przygotowania do korzystania z kapitału, za który trzeba będzie zapłacić odsetki oraz wynagrodzenie inwestora.

Oczyszczalnia czy część systemu za 740 mln zł?

Dodatkowe wątpliwości wywołuje zakres przedsięwzięcia.

Tytuł mówi o budowie i eksploatacji oczyszczalni. W memorandum pojawia się jednak również modernizacja sieci wodno-kanalizacyjnej, a do dokumentu dołączono rozbudowaną mapę projektowanej kanalizacji niemal całej gminy.

W maju samorząd informował, że pełne skanalizowanie wszystkich miejscowości wymagałoby budowy około 370 kilometrów sieci i 107 przepompowni. Wstępny koszt oszacowano na około 740 mln zł. Dane te podała sama gmina.

Dokumenty konsultacyjne nie wyjaśniają jednoznacznie, czy partner prywatny ma sfinansować:

  • wyłącznie modernizację oczyszczalni;
  • oczyszczalnię i czterokilometrowy rurociąg;
  • także fragmenty projektowanej kanalizacji;
  • czy kolejne etapy większego systemu.

Bez tej informacji nie można oszacować nawet przybliżonej wartości przyszłej umowy.

Jedna oczyszczalnia już wykorzystuje około 89 proc. przepustowości

Modernizacja gospodarki ściekowej jest potrzebna. Dokumenty same pokazują skalę problemu.

W 2025 roku przez oczyszczalnię przy ul. Grunwaldzkiej przepłynęło 910 554,55 m³ ścieków. Daje to średnio około 2495 m³ dziennie przy nominalnej przepustowości 2800 m³.

Średnie wykorzystanie wyniosło więc około 89 proc. Nie uwzględnia ono dobowych i sezonowych szczytów dopływu.

Problem istnieje i wymaga rozwiązania. Spór nie dotyczy zatem tego, czy oczyszczalnię należy modernizować. Dotyczy sposobu finansowania, zakresu inwestycji oraz tego, kto i przez ile lat będzie pokrywał jej koszty.

Pozwolenie dla oczyszczalni przy ul. Maczka wygasło

Memorandum ujawnia jeszcze jedną ważną informację. Pozwolenie wodnoprawne dla oczyszczalni przy ul. Maczka wygasło 30 marca 2026 roku. Nowa decyzja ma pozostawać „w trakcie procedowania”.

Nie podano:

  • daty złożenia wniosku;
  • aktualnego etapu postępowania;
  • informacji o wydaniu nowego pozwolenia;
  • podstawy dalszego odprowadzania oczyszczonych ścieków.

Sam zapis nie pozwala przesądzić, że oczyszczalnia działa bezprawnie. Wymaga jednak pilnego wyjaśnienia przez gminę i ZGK.

Informację można było przekazać jednym komunikatem

Nie ma niczego niezgodnego z prawem w prowadzeniu konsultacji z rynkiem. W tak skomplikowanym przedsięwzięciu rozmowy z firmami, bankami i operatorami mogą być wręcz konieczne.

Problemem jest sposób komunikacji.

Gmina nie musiała publikować na Facebooku dziesięciostronicowego memorandum ani trzystronicowej matrycy ryzyk. Wystarczyłby jasny komunikat:

Przygotowujemy wieloletnie partnerstwo dotyczące oczyszczalni. Umowa może obowiązywać do około 2050 roku. Trwają rozmowy z firmami, a przed podjęciem decyzji zostaną przeanalizowane koszty, taryfy i wpływ przedsięwzięcia na finanse gminy.

Takiej informacji mieszkańcy nie otrzymali.

Dowiedzieli się o festynie, ćwiczeniach alarmowych i pojemnikach na odpady. Nie dowiedzieli się o przygotowaniach do jednej z najważniejszych umów infrastrukturalnych w historii gminy.

Dokumentu nie utajniono. Położono go jedynie w miejscu, do którego przeciętny mieszkaniec raczej nie zagląda. Formalny obowiązek mógł zostać spełniony. Obowiązek uczciwego informowania lokalnej społeczności — już niekoniecznie.

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry