Są sceny, światła, koncerty, foodtrucki, parada, DJ, Agnieszka Chylińska, Dżem, Bryska, MiÜ i Małe TGD. Jest też narracja sukcesu: „miasto żyje”, „mieszkańcy się integrują”, „wspólna zabawa”. Na plakatach wszystko wygląda jak dobrze naoliwiona maszyna promocyjna. Problem zaczyna się wtedy, gdy mieszkańcy zaczynają zadawać pytanie: za ile?
Bo XVIII Dni Obornik Śląskich nie odbywają się w próżni. Od miesięcy trwa dyskusja o kondycji finansowej gminy, przesuwanych inwestycjach, zaległościach podatkowych, problemach mieszkaniowych, kontenerach socjalnych, braku skutecznego pozyskiwania środków czy przeciągających się remontach. A jednocześnie pojawia się wielkie miejskie święto z rozmachem, którego koszty — choć oficjalnie jeszcze nieujawnione — mogą być bardzo wysokie.
I właśnie tu zaczyna się temat publiczny.
ilustracja do artykułu impreza w Obornikach Śląskich
Ile naprawdę kosztuje „święto miasta”?
Z materiałów promocyjnych wynika, że głównym partnerem medialnym wydarzenia jest Radio ESKA, a koncerty organizowane są w formule zbliżonej do eventów „Eska Music Tour”. W branży eventowej takie wydarzenia — przy tej skali artystów, scenie, technice, ochronie, logistyce i promocji — mogą kosztować szacunkowo od około 500 do nawet 600 tysięcy złotych.
To oczywiście nie jest jeszcze kwota potwierdzona dokumentami. Dlatego właśnie potrzebne są pytania i wnioski o informację publiczną.
Bo sam koncert to dopiero początek kosztów:
- scena i nagłośnienie,
- riderzy artystów,
- hotele,
- zabezpieczenie techniczne,
- ochrona,
- służby medyczne,
- sprzątanie,
- promocja,
- zaplecze energetyczne,
- organizacja ruchu,
- wynajem infrastruktury.
Do tego dochodzą wydarzenia towarzyszące:
- rajd rowerowy,
- strefy animacji,
- wydarzenia sportowe,
- konkursy,
- stoiska,
- działania OSiR,
- promocja instytucji gminnych,
- działania organizacyjne Kulturanych Obornik Śląskich.
I nagle okazuje się, że „darmowa zabawa” wcale darmowa nie jest. Ona jest finansowana z pieniędzy mieszkańców.
Publiczne pieniądze to nie prywatny folwark
Najbardziej charakterystyczny mechanizm w takich sytuacjach wygląda zwykle podobnie.
Najpierw pojawia się promocja sukcesu i uśmiechnięte grafiki. Potem pytania o koszty. A następnie zaczyna się administracyjny slalom:
- „proszę wykazać interes społeczny”,
- „to wymaga analizy”,
- „umowy zawierają tajemnicę handlową”,
- „partner prywatny nie wyraża zgody”,
- „nie mamy zestawienia”.
Tymczasem samorząd nie organizuje imprezy za prywatne pieniądze burmistrza, dyrektorów czy sponsorów medialnych. Organizuje ją z udziałem środków publicznych, infrastruktury publicznej i pod szyldem instytucji publicznych.
A to oznacza jedno: mieszkańcy mają pełne prawo wiedzieć:
- ile kosztował każdy artysta,
- kto podpisał umowy,
- kto finansuje poszczególne elementy,
- jaki jest wkład sponsorów,
- ile dokłada gmina,
- jakie są koszty pośrednie wydarzenia.
To nie jest „atak na kulturę”. To podstawowy standard transparentności.
Zabawa kontra rzeczywistość
W materiałach promocyjnych widzimy kolorowe hasła o wspólnocie i integracji. Tymczasem w tej samej gminie mieszkańcy od miesięcy pytają:
- kiedy ruszą konkretne inwestycje,
- dlaczego przesuwane są zadania,
- czemu rośnie chaos budżetowy,
- dlaczego jedne projekty są odkładane latami,
- skąd problemy z planowaniem finansowym.
I właśnie dlatego część mieszkańców może dziś patrzeć na scenę koncertową nie jak na „święto miasta”, ale jak na symbol politycznego PR-u.
Bo łatwiej pokazać tłum pod sceną niż odpowiedzieć na trudne pytania o finanse.
Łatwiej wrzucić zdjęcie z koncertu niż opublikować pełne zestawienie kosztów.
Łatwiej budować atmosferę sukcesu niż tłumaczyć wieloletnie zaniedbania.
„Ludziom też coś się należy”?
To argument, który pojawia się zawsze. I częściowo jest prawdziwy. Mieszkańcy mają prawo do kultury, odpoczynku i wspólnych wydarzeń. Problem nie leży w samym festynie.
Problem pojawia się wtedy, gdy:
- nie ma pełnej jawności kosztów,
- gmina jednocześnie mówi o trudnościach finansowych,
- odkładane są ważne sprawy społeczne,
- a promocja wydarzenia zaczyna przypominać kampanię wizerunkową władzy.
Wtedy mieszkańcy zaczynają pytać nie o to, czy koncert ma sens, ale czy zachowane są proporcje.
To dopiero początek pytań
Radio DTR skieruje pytania dotyczące:
- pełnych kosztów XVIII Dni Obornik Śląskich,
- umów z artystami,
- kosztów technicznych,
- źródeł finansowania,
- wkładu sponsorów,
- wydatków promocyjnych,
- udziału środków gminnych i jednostek podległych.
Bo transparentność nie jest „złą wolą mediów”. Jest obowiązkiem instytucji publicznej.
I może właśnie dlatego pytania o pieniądze bywają dla samorządów bardziej niewygodne niż krytyka polityczna.