sobota 3 października 2026
01/10/2026Dziennikarz i redaktor naczelny

Osiemdziesiąt jeden procent Polaków deklaruje zadowolenie z życia. Brzmi świetnie. Dopóki nie zaczniemy tego życia rozkładać na części: zdrowie, pieniądze, przyszłość, relacje, samotność, odpoczynek, bliskość. Wtedy obraz robi się znacznie bardziej skomplikowany. Dlatego rozpoczynamy rozmowę nie o tym, jak długo będziemy żyć, ale jak właściwie żyjemy.

Jest coś niezwykle kuszącego w statystyce mówiącej, że 81 procent Polaków jest zadowolonych ze swojego życia.

Można ją przeczytać, uśmiechnąć się i pomyśleć: nie jest źle.

Reklama

Tylko że chwilę później pojawiają się następne liczby.

Z miejsca zamieszkania zadowolonych jest 86 procent badanych. Z życia towarzyskiego – 84 procent. Ale ze zdrowia już 60 procent. Z perspektyw na przyszłość – 55 procent. Z sytuacji finansowej – zaledwie 44 procent.

I nagle owo „jestem zadowolony z życia” przestaje być tak oczywiste.

Bo co właściwie odpowiadamy, kiedy ktoś pyta nas, czy jesteśmy zadowoleni?

Czy mówimy o tym, że mamy gdzie mieszkać? Że dzieci są zdrowe? Że mamy pracę? Że nic dramatycznego właśnie się nie wydarzyło?

Czy może naprawdę odpowiadamy na pytanie:

czy dobrze mi się żyje?

To niekoniecznie jest to samo.

Dłuższe życie nie musi oznaczać lepszego życia

Żyjemy w czasach fascynacji długowiecznością.

Liczymy kroki. Mierzymy sen. Kupujemy zegarki kontrolujące puls. Czytamy o suplementach, kolagenie, diecie, aktywności fizycznej, hormonach i biologicznym wieku organizmu.

Medycyna coraz skuteczniej potrafi przedłużać życie.

Ale w tej opowieści łatwo zgubić najprostsze pytanie:

po co chcemy żyć dłużej, jeżeli dodatkowe lata nie będą dobrymi latami?

Badanie dotyczące stosunku Polaków do długowieczności przynosi bardzo wymowną odpowiedź.

Aż 85 procent badanych nie chciałoby żyć nawet o dziesięć lat dłużej, gdyby ceną była utrata sprawności psychicznej i kontaktu z rzeczywistością.

Ponad połowa nie chce również nieśmiertelności, jeżeli miałaby oznaczać cierpienie, zależność i utratę samodzielności.

To dużo mówi o naszych prawdziwych oczekiwaniach.

Nie marzymy po prostu o dodatkowych latach.

Chcemy dodatkowych dobrych lat.

Jest jeszcze jedna niewygodna liczba

W 2024 roku oczekiwane trwanie życia w zdrowiu wynosiło około 65 lat dla kobiet i niespełna 62 lata dla mężczyzn.

Całkowite przeciętne trwanie życia jest wyraźnie dłuższe.

Powstaje więc przestrzeń pomiędzy jednym a drugim.

Lata, które dostajemy dzięki cywilizacji, medycynie i poprawie warunków życia, nie muszą automatycznie oznaczać lat przeżywanych w pełnej sprawności.

I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa rozmowa o długowieczności.

Nie: ile lat będę żył?

Ale:

ile z tych lat będę żył tak, jak chcę?

Czy będę samodzielny?

Czy będę miał z kim wypić kawę?

Czy będę miał po co rano wstać?

Czy będzie mnie stać na normalne życie?

Czy moje ciało pozwoli mi robić rzeczy, które lubię?

Czy nadal będę komuś potrzebny?

I wreszcie – czy sam będę jeszcze ciekawy świata?

Mamy ludzi wokół siebie. Ale czy jesteśmy blisko?

Tutaj pojawia się kolejny interesujący paradoks.

W badaniu dotyczącym długowieczności 86 procent respondentów deklarowało, że ma osoby, przy których może być sobą. 85 procent twierdziło, że ma kogoś, na czyje wsparcie może liczyć. 80 procent ma osobę, z którą może porozmawiać o tym, co naprawdę czuje.

Brzmi bardzo dobrze.

Ale kiedy pytania stają się bardziej szczegółowe, obraz ponownie traci idealne proporcje.

Nie każdy regularnie otrzymuje w relacjach poczucie bezpieczeństwa. Nie każdy czuje wsparcie. Jeszcze większa grupa tylko czasami doświadcza prawdziwego zrozumienia.

Można więc mieć rodzinę.

Można mieć partnera.

Można mieć setki znajomych na Facebooku.

Można codziennie z kimś rozmawiać.

I nadal być samotnym.

To ważne rozróżnienie, bo samotność nie zaczyna się wtedy, kiedy człowiek zostaje sam w mieszkaniu.

Czasem zaczyna się przy stole, przy którym siedzą dwie osoby niemające już sobie nic do powiedzenia.

Państwo też będzie musiało zmierzyć się z tym pytaniem

To nie jest wyłącznie prywatny problem rodzin.

Polskie społeczeństwo szybko się starzeje.

Najwyższa Izba Kontroli zwróciła w 2026 roku uwagę, że większość skontrolowanych gmin nie identyfikowała osób zagrożonych samotnością i wykluczeniem ani nie diagnozowała ich przyszłych potrzeb.

W części gmin wiejskich i miejsko-wiejskich seniorzy nie mieli dostępu nawet do podstawowych usług opiekuńczych świadczonych w miejscu zamieszkania.

To powinno uruchomić znacznie poważniejszą rozmowę.

Bo starzenie się społeczeństwa nie oznacza tylko konieczności znalezienia pieniędzy na emerytury, szpitale i opiekę.

Oznacza również pytanie o to, jak będzie wyglądało życie człowieka mającego 70, 80 czy 90 lat.

Czy nadal będzie uczestnikiem lokalnej społeczności?

Czy będzie mógł wyjść z domu?

Czy będzie miał transport?

Czy będzie miał gdzie się spotkać z innymi?

Czy ktoś zauważy, że od tygodnia nie wychodzi z mieszkania?

To właśnie tutaj wielkie statystyki demograficzne spotykają się z chodnikiem, autobusem, przychodnią, biblioteką, klubem seniora i sąsiadem mieszkającym piętro niżej.

A może sami trochę się oszukujemy?

Jest jeszcze jedna ciekawa sprzeczność.

92 procent uczestników badania dotyczącego długowieczności uważa, że codzienne wybory wpływają na przyszłe zdrowie.

78 procent uważa, że długość życia zależy przede wszystkim od nich samych.

Jednocześnie 62 procent przyznaje, że nie ma wystarczającej wiedzy o zapobieganiu chorobom przewlekłym, a 34 procent ma problemy z utrzymaniem zdrowych nawyków.

Wiemy więc, że powinniśmy o siebie dbać.

Nie zawsze wiemy jak.

A nawet jeśli wiemy – nie zawsze to robimy.

To bardzo ludzka przypadłość.

Możemy wiedzieć, że powinniśmy więcej spać, a mimo to o północy przewijać ekran telefonu.

Możemy wiedzieć, że trzeba się ruszać, a samochodem pojechać kilkaset metrów do sklepu.

Możemy wiedzieć, że potrzebujemy odpoczynku, a wolną chwilę natychmiast wypełnić kolejnym obowiązkiem.

Możemy wiedzieć, że warto zadzwonić do przyjaciela.

I odkładać ten telefon przez pół roku.

A gdzie w tym wszystkim jest seks?

Jest.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Ale dokładnie tam, gdzie powinien być – jako część życia, a nie całe życie.

Do napisania tego tekstu doprowadził nas zresztą właśnie temat dotyczący satysfakcji seksualnej Polaków.

Można byłoby zatrzymać się na efektownym nagłówku dotyczącym tego, jak Polki oceniają swoje życie seksualne.

Tyle że po zajrzeniu głębiej pojawiło się znacznie ciekawsze pytanie.

Dlaczego mielibyśmy analizować sam seks, skoro na to, co dzieje się w sypialni, wpływa niemal wszystko, co dzieje się poza nią?

Zdrowie.

Stres.

Praca.

Dzieci.

Zmęczenie.

Pieniądze.

Poczucie własnej wartości.

Hormony.

Choroby.

Leki.

Jakość związku.

Samotność.

Czas.

Wiek.

Bliskość.

A czasami zwyczajnie to, czy dwie osoby jeszcze ze sobą rozmawiają.

Dlatego rozmowa o intymności bez rozmowy o całym człowieku byłaby trochę jak ocenianie kondycji domu na podstawie jednego pokoju.

Człowiek nie kończy się po pięćdziesiątce

Szczególnie interesuje nas jeszcze jedna grupa.

Ludzie, którzy przekroczyli czterdziestkę, pięćdziesiątkę czy sześćdziesiątkę, bardzo często znikają z medialnego obrazu życia.

Młodość ma być czasem odkrywania świata.

Starość – czasem wymagającym opieki.

A pomiędzy nimi znajduje się kilkadziesiąt lat, z którymi nie bardzo wiadomo, co zrobić.

Tymczasem człowiek po pięćdziesiątce nadal może się zakochać.

Może zacząć biegać.

Może nauczyć się fotografii.

Może kolekcjonować znaczki, monety albo stare pocztówki.

Może po raz pierwszy pojechać kajakiem.

Może zmienić pracę.

Może się rozwieść.

Może rozpocząć nowy związek.

Może odkryć seksualność na nowo.

Może założyć firmę.

Może wreszcie zrobić coś, na co przez trzydzieści lat nie miał czasu.

Albo może któregoś dnia usiąść przed telewizorem i uznać, że najważniejsze rzeczy są już za nim.

I właśnie ta różnica jest fascynująca.

Nie tylko ile lat mamy przed sobą, ale przede wszystkim:

co zamierzamy z nimi zrobić?

Dlatego będziemy pytać

Nie chcemy tworzyć poradnika pod tytułem „dziesięć sposobów na szczęśliwe życie”.

Życie tak nie działa.

Chcemy natomiast sprawdzać, co mówią dane, lekarze, psychologowie, socjologowie i przede wszystkim sami ludzie.

Będziemy rozmawiać o zdrowiu i starzeniu.

O samotności i przyjaźni.

O pieniądzach.

O pracy i chronicznym zmęczeniu.

O śnie.

O ciele.

O relacjach.

O nowych związkach po pięćdziesiątce.

O technologii, która miała nas połączyć, a czasami skutecznie oddziela ludzi siedzących pół metra od siebie.

O seksualności również.

Ale nie co tydzień i nie dla taniej sensacji.

Bo seks, zdrowie, pieniądze, samotność, przyjaźń, ciało, rodzina i poczucie sensu nie są oddzielnymi szufladami.

Razem tworzą życie.

81 procent zadowolonych. I bardzo dobrze

Nie chodzi o to, żeby przekonywać Polaków, że skoro mówią, iż są zadowoleni z życia, to się mylą.

Wręcz przeciwnie.

Może rzeczywiście potrafimy dostrzegać w swoim życiu więcej dobrego, niż sugerowałaby codzienna lista problemów.

Ale warto wykonać jeszcze jeden krok.

Zamiast zapytać wyłącznie:

„Czy jesteś zadowolony ze swojego życia?”

zadajmy sobie czasami kilka trudniejszych pytań.

Czy jestem zdrowy?

Czy jestem wypoczęty?

Czy mam kogoś, komu mogę powiedzieć prawdę o sobie?

Czy jestem komuś potrzebny?

Czy mam jeszcze coś, na co czekam?

Czy moje życie jest moje, czy tylko wykonuję kolejne obowiązki?

Czy mam czas na ludzi, których podobno kocham?

Czy potrafię jeszcze zrobić coś po raz pierwszy?

I być może najważniejsze:

gdyby ktoś zaproponował mi dodatkowe dziesięć lat życia – czy wiedziałbym, co chciałbym z nimi zrobić?

Bo długość życia można zapisać w tabeli.

Jego jakości – już nie tak łatwo.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.