Miękka rewolucja, twardy kręgosłup. Lekcja Fryderyka na dziś

fryderyk wielki i wspolczesnosc
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Fryderyk Wielki nie był filozofem Instagramu ani generałem od konferencji prasowych. Był pragmatykiem. Taki typ człowieka, który zanim wyda rozkaz, sprawdza, z czego zrobiony jest żołnierz, a nie tylko jak ładnie wygląda na paradzie. I właśnie dlatego jego armia nie była przypadkiem, lecz projektem.

Piechota z chłopstwa. Nie dlatego, że „niższa”, tylko dlatego, że odporna. Chłop wiedział, że świat nie jest sprawiedliwy, a ból nie pyta o zgodę. Że rozkaz nie jest propozycją do dyskusji przy kawie z mlekiem owsianym. Z kolei artyleria, logistyka, zaplecze – mieszczaństwo. Ludzie od liczenia, planowania, komfortu, warsztatu. Od „jak”, a nie „czy boli”.

To było brutalnie uczciwe.

I teraz proszę spojrzeć wokół. Bez muszkietów, bez werbli, za to z hasztagami, megafonami i dronami nad demonstracją.

Współczesne konflikty – społeczne, polityczne, czasem uliczne – wyglądają zaskakująco podobnie. Miękkie centrum miejskie produkuje narrację, moralne oburzenie, symbole. Transparenty są starannie dobrane kolorystycznie, postulaty dopracowane językowo, emocje – certyfikowane. Ale gdy robi się zimno, długo i naprawdę niewygodnie, entuzjazm zaczyna się łuszczyć jak farba na starym murze.

A wtedy zostaje twardy trzon. Ci, którzy nie mają luksusu wycofania się do „normalności”, bo dla nich normalność nigdy nie była miękka. Ludzie z peryferii – geograficznych, ekonomicznych, społecznych. Przyzwyczajeni do tego, że system nie głaszcze, tylko sprawdza wytrzymałość. Oni nie piszą manifestów. Oni trwają.

Reklama
Reklama
Reklama

I tu pojawia się ironia godna najlepszego felietonu:
dzisiejsze „miękkie elity” często gardzą tym zapleczem, jednocześnie nie mogąc bez niego funkcjonować. Chcą zmiany, ale bez bólu. Rewolucji, ale najlepiej takiej, która kończy się przed kolacją. Konfliktu, ale z regulaminem i infolinią.

Fryderyk Wielki popatrzyłby na to wszystko z lekkim uniesieniem brwi. Nie dlatego, że byłby przeciwny zmianom. Tylko dlatego, że wiedział jedno: świata nie zmienia się deklaracją, tylko zdolnością do ponoszenia kosztów.

Dzisiejsze protesty, wojny nerwów, społeczne przesilenia nie różnią się w jednym zasadniczym punkcie od XVIII wieku. Nadal wygrywają nie ci, którzy mają najładniejsze hasła, lecz ci, którzy wytrzymują najdłużej. Tyle że dziś piechota często nie wie, że nią jest, a artyleria udaje, że nie strzela.

I może w tym właśnie tkwi nasz problem. Nie w braku racji.
W braku kręgosłupa.


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry