Polski rynek pracy coraz wyraźniej opiera się na pracy cudzoziemców. Bez nich wiele branż zwyczajnie by stanęło. Problem w tym, że państwo – zamiast pomagać w uzupełnianiu luk kadrowych – coraz częściej dokłada pracodawcom biurokratycznych przeszkód. Nowe przepisy migracyjne, choć miały uporządkować system, w praktyce spowalniają go i wprowadzają chaos interpretacyjny.
– „Na polskim rynku pracy przybywa migrantów zarobkowych, którzy pomagają wypełnić luki wynikające z niedoboru pracowników lokalnych w zawodach deficytowych. Bolączką pracodawców są jednak nie tylko braki kadrowe, ale także procedury oraz nadążanie za zmieniającymi się przepisami migracyjnymi” – mówi Nadia Winiarska, ekspertka ds. zatrudnienia w Konfederacji Lewiatan.
Strategia jest, przewidywalności brak
Przyjęta w październiku 2024 roku rządowa strategia migracyjna na lata 2025–2030 miała „odzyskać kontrolę” i zwiększyć bezpieczeństwo systemu. Od 1 czerwca 2025 roku weszły w życie przepisy, które m.in. całkowicie przeniosły legalizację pracy do internetu oraz wprowadziły nowe obowiązki informacyjne dla pracodawców.
Efekt? Więcej formalności, dłuższe kolejki i urzędy, które… same nie są pewne, jak stosować nowe prawo.
– „Nowe przepisy są zaskoczeniem nie tylko dla pracodawców, ale także dla urzędów. Spotykamy się z niejednolitymi interpretacjami, co bezpośrednio przekłada się na czas oczekiwania na dokumenty” – alarmuje Winiarska.
Czas oczekiwania na zezwolenie na pracę potrafi dziś sięgać kilku miesięcy. W przypadku zezwoleń pobytowych – ponad roku. A procedury wizowe? W niektórych krajach sama wizyta w konsulacie to perspektywa kilkunastu miesięcy oczekiwania. Rynek pracy tak długo czekać nie potrafi.
Fast track tylko z nazwy
Od czerwca 2024 roku działa system „fast track” dla zagranicznych specjalistów. Tyle że obejmuje on wyłącznie wąską grupę firm o znaczeniu strategicznym. Dla tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw realne ułatwienia pozostają w sferze deklaracji.
– „Pracodawcy oczekują skutecznych procedur migracyjnych, ale też przewidywalności otoczenia prawnego. Częste zmiany przepisów powodują, że szczególnie mniejsze firmy nie nadążają za regulacjami, a ryzyko nieświadomego naruszenia prawa jest bardzo wysokie” – podkreśla ekspertka Lewiatana.
Polska już krajem imigracyjnym
Dane nie pozostawiają złudzeń. W lipcu 2025 roku w Polsce pracowało 1,1 mln cudzoziemców. W ciągu dekady liczba obcokrajowców objętych ubezpieczeniami społecznymi wzrosła ponad sześciokrotnie – do niemal 1,2 mln osób.
Co istotne, migranci coraz częściej przyjeżdżają nie tylko zza wschodniej granicy, ale także z Azji i Afryki. Polska – chcąc nie chcąc – stała się krajem imigracyjnym.
– „Bezrobocie pozostaje niskie, a w sektorach takich jak przemysł, transport, logistyka czy usługi nie da się już zaspokoić potrzeb kadrowych wyłącznie lokalnymi pracownikami” – zauważa Winiarska.
Demografia kontra rzeczywistość
Prognozy GUS są bezlitosne. Liczba osób w wieku produkcyjnym będzie systematycznie spadać. Do 2060 roku może się zmniejszyć nawet o 40 proc. w pesymistycznym scenariuszu.
Skutki? Mniejsza produktywność i realne straty gospodarcze. Szacunki mówią nawet o 8-procentowym ubytku PKB w samym przemyśle z powodu braku rąk do pracy.
– „Owszem, mówi się o automatyzacji i robotyzacji, ale dla sektora MŚP to często proces zbyt kosztowny i długotrwały. Migracja zarobkowa nie jest więc wyborem ideologicznym, lecz ekonomiczną koniecznością” – podsumowuje ekspertka Konfederacji Lewiatan.
Dziennikarskie podsumowanie
Państwo chce kontroli nad migracją – i ma do tego pełne prawo. Problem zaczyna się wtedy, gdy kontrola zamienia się w paraliż, a bezpieczeństwo w urzędniczą niepewność. Polski rynek pracy już dziś funkcjonuje dzięki migrantom. Jeśli procedury dalej będą się wydłużać, a prawo pozostanie nieprzewidywalne, luka kadrowa stanie się nie tylko problemem pracodawców, ale całej gospodarki. A tej – w przeciwieństwie do urzędów – czasu nikt nie przedłuży.







