Ponad setka projektów, setki tysięcy złotych rozdysponowanych, dziesiątki „pozytywnie ocenionych” wniosków. Na papierze – wsparcie dla lokalnych inicjatyw. W praktyce? System, w którym kwoty często nie mają żadnego związku z realnym kosztorysem, a projekty… zmieniają się po rozstrzygnięciu konkursu.
O jakim konkursie mówimy?
Chodzi o otwarty konkurs ofert Powiatu Trzebnickiego na 2026 rok, ogłoszony na podstawie ustawy o działalności pożytku publicznego.
Zakres? Szeroki:
- bezpieczeństwo publiczne
- sport i kultura fizyczna
- kultura i dziedzictwo
- przeciwdziałanie uzależnieniom
- inicjatywy społeczne
Czyli – wszystko, co lokalne organizacje robią dla mieszkańców.
Z dokumentów wynika jasno:
👉 złożono dziesiątki wniosków, większość oceniono pozytywnie
👉 rozdzielono setki tysięcy złotych (realnie – ponad pół miliona zł w pokazanych zestawieniach)
I właśnie tu zaczyna się problem.
ilustracja do artykulu Dotacja czy fikcja?
Pozytywna ocena… i 0 zł
Pierwszy zgrzyt: projekty ocenione jako wartościowe… nie dostają nic.
Przykłady:
- projekt za 90 000 zł → 0 zł dotacji
- projekt za 75 000 zł → 0 zł dotacji
- projekt za 66 800 zł → 0 zł dotacji
Czyli:
👉 projekt spełnia kryteria
👉 komisja mówi „OK”
👉 ale pieniędzy brak
To rodzi pytanie:
po co w ogóle była ta ocena?
Dostajesz… ale tyle, że nic z tego nie wynika
Jeszcze ciekawsze są przypadki, gdy pieniądze są przyznawane – ale w symbolicznej wysokości.
- projekt za 174 730 zł → 6 000 zł
- projekt za 32 000 zł → 6 000 zł
- projekt za 29 000 zł → 1 000 zł
- projekt za 23 000 zł → 1 000 zł
To już nie jest „dofinansowanie”.
To jest:
dotacja na otarcie łez
Absurd numer jeden: projekt się nie spina
Organizacja planuje:
- działania
- koszty
- harmonogram
A potem dostaje:
👉 1 000 zł zamiast 30 000 zł
I co dalej?
Nie da się zrobić projektu.
Więc robi się coś innego.
Absurd numer dwa: zmieniasz projekt po konkursie
Najbardziej problematyczny moment:
👉 po ogłoszeniu wyników
👉 przed podpisaniem umowy
organizacja musi dostosować projekt do przyznanej kwoty
Czyli:
- komisja oceniała projekt A
- realizowany będzie projekt B
Często:
- okrojony
- uproszczony
- albo zupełnie zmieniony
Formalnie wszystko gra.
Realnie – sens konkursu się rozpada.
System uczy jednego: nie staraj się za bardzo
Z dokumentów wyłania się prosty mechanizm:
👉 ambitny projekt → nie dostajesz środków
👉 duży budżet → nie ma znaczenia
👉 jakość → drugorzędna
Liczy się coś innego:
„żeby rozdzielić pieniądze jak najszerzej”
Efekt?
Organizacje zaczynają kalkulować:
- nie piszemy ambitnie
- nie planujemy dużych działań
- robimy minimum, żeby się zmieścić
Miliony w systemie, drobne w praktyce
W skali całego konkursu:
👉 pieniądze są – i to niemałe
👉 rozdzielane szeroko – na dziesiątki podmiotów
Ale w przeliczeniu na pojedynczy projekt:
👉 często są to kwoty symboliczne
Czyli:
zamiast kilku realnych działań – mamy kilkadziesiąt „na pół gwizdka”
Czy to jeszcze konkurs?
Bo jeśli:
- pozytywna ocena nie gwarantuje finansowania
- kwota nie ma związku z kosztorysem
- projekt można zmienić po decyzji
to pojawia się pytanie:
czy to nadal konkurs ofert… czy tylko administracyjny podział pieniędzy?
Na koniec
Na papierze wszystko się zgadza:
✔ procedura
✔ uchwała
✔ lista projektów
Ale gdzieś pomiędzy tabelkami znika sens.
Bo zamiast wspierać realne działania –
system zaczyna produkować ich… uproszczone wersje.
I wszyscy udają, że to wystarczy.
Magazynu Radio DTR 4/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Zostań przy sprawie
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


