Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się zamknięta. Referendum w sprawie odwołania burmistrza Trzebnicy nie będzie. Wniosek został odrzucony przez Komisarza Wyborczego.
Ale to, co wydarzyło się później, jest równie ważne jak sama decyzja.
Bo zamiast ciszy – pojawiła się narracja. I to bardzo wyraźna.
Czy referendum rzeczywiście „przegrało”?
Fakty są proste i niepodważalne:
- zebrano 2 373 podpisy,
- 707 uznano za nieważne,
- pozostało 1 666 podpisów ważnych,
- wymagane minimum: 1 899.
Wniosek został odrzucony, bo nie spełnił wymogów ustawowych.
Czytaj dalej
Powiązany temat
To nie jest opinia. To procedura.
Ale czy to oznacza, że referendum „przegrało”?
Tu sprawa przestaje być oczywista.
ilustracja do artykułu Referendum w Trzebnicy
Gmina: „kompromitacja” i koniec tematu
W oficjalnym komunikacie pojawia się wyraźny ton triumfu. Podkreślenie liczby 707 nieważnych podpisów, akcent na „ponad 1/3 błędów”, a w tle jednoznaczny przekaz: inicjatywa była nieudolna.
To już nie jest sucha informacja.
To jest interpretacja.
I to taka, która zamyka temat jednym zdaniem: „nie wyszło – koniec dyskusji”.
A może problem jest gdzie indziej?
Bo z tych samych danych można wyciągnąć zupełnie inny wniosek.
👉 2 373 osoby podpisały się pod inicjatywą referendum.
To nie jest liczba symboliczna.
To jest konkretna grupa mieszkańców, która – niezależnie od wyniku – chciała głosowania.
Pytanie więc brzmi:
👉 czy problemem było poparcie…
👉 czy sposób jego zebrania?
707 podpisów – kompromitacja czy sygnał ostrzegawczy?
Skala błędów jest duża. Tego nie da się obronić.
Ale:
- czy wynikała z braku kompetencji organizatorów?
- czy z niedostatecznej wiedzy mieszkańców o procedurze?
- czy z chaosu przy zbieraniu podpisów?
A może z wszystkiego po trochu?
Jedno jest pewne:
procedura okazała się silniejsza niż intencja.
Referendum, którego nie było
Najważniejsze w tej historii jest coś jeszcze.
👉 mieszkańcy nie dostali możliwości wypowiedzenia się przy urnach
Nie było głosowania.
Nie było wyniku.
Nie było realnego sprawdzenia nastrojów społecznych.
Została tylko statystyka podpisów i polityczna interpretacja.
Czy gmina ma powody do zadowolenia?
Formalnie – tak.
Referendum nie będzie. Władza pozostaje bez zmian.
Ale politycznie?
To już mniej oczywiste.
Bo jeśli ponad dwa tysiące osób podpisało się pod inicjatywą odwołania burmistrza, to trudno mówić o pełnym spokoju społecznych nastrojów.
A komunikat oparty na triumfie i wyśmiewaniu przeciwnika może działać krótkoterminowo.
Na dłuższą metę – często pogłębia podziały.
Dziecinna rozgrywka czy realny problem?
Z jednej strony:
- źle przygotowana akcja referendalna
- duża liczba błędów formalnych
Z drugiej:
- triumfalny ton komunikatu gminy
- brak refleksji nad przyczynami całej sytuacji
Efekt?
👉 zamiast rozmowy o problemach mieszkańców
👉 mamy kolejną polityczną przepychankę
Co naprawdę przegrało w Trzebnicy?
Nie referendum.
Bo ono się nawet nie odbyło.
Przegrało coś innego:
👉 zaufanie do procesu i jakości debaty publicznej
Bo gdy jedna strona popełnia błędy, a druga świętuje zamiast analizować – przegrywają wszyscy.
I pytanie, które zostaje
Czy te 2 373 podpisy to tylko nieudana akcja polityczna…
czy sygnał, że w Trzebnicy coś jednak wymaga poważniejszej rozmowy?
Magazynu Radio DTR 4/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.
