Najłatwiej w gminie zostać moralnym sędzią

brak kultury to lizanie noza w gminie

Kto oblizuje nóż, ten wypada ze stołu

W książce „Podstawy nauki o moralności” Maria Ossowska pojawia się zdanie, które brzmi jak drobna anegdota, a w rzeczywistości jest bardzo poważną obserwacją o kulturze społecznej.

„Kto oblizuje nóż, raz na zawsze jest wykluczony z towarzystwa osób kulturalnych”.

Proste. Konkretne. Zero filozofii.

ReklamaCollaborator

Noża się nie oblizuje.

Nie dlatego, że ktoś tak wymyślił przy biurku w ministerstwie kultury stołu i sztućców. Powody są bardzo przyziemne: to nieestetyczne, niehigieniczne, można sobie przeciąć język. Sprawa jest jasna jak rosół w niedzielę.

I właśnie dlatego to zdanie jest tak ciekawe.

Bo są rzeczy w życiu społecznym, które są oczywiste.
A są takie, które udajemy, że są oczywiste — choć wcale takie nie są.


Moralność przy stole i moralność w gminie

W relacjach społecznych, szczególnie w małych miastach i gminach, często zachowujemy się jak przy tym stole z nożem.

Tyle że nie chodzi o sztućce.

Chodzi o ocenianie innych ludzi.

Ktoś kogoś zna.
Ktoś z kimś chodził do szkoły.
Ktoś komuś nie podał ręki na festynie.
Ktoś dostał stanowisko w urzędzie.
Ktoś zagłosował „nie tak jak trzeba”.

I nagle zaczyna się lokalny sąd moralny.

Bez akt sprawy.
Bez świadków.
Za to z ogromną pewnością siebie.


Władza, plotka i moralny megafon

Najciekawsze jest jednak to, że w małych społecznościach moralność często działa jak megafon.

Kto stoi bliżej mikrofonu — ten mówi głośniej.

Radny, burmistrz, urzędnik, lokalny działacz czy aktywista bardzo szybko mogą znaleźć się w roli tych, którzy „wiedzą lepiej”.
Albo przeciwnie — w roli tych, których można bezkarnie osądzać.

Wtedy zamiast rozmowy pojawia się etykieta.

Ten jest „swój”.
Ten „nie nasz”.
Ten „z tamtej opcji”.
Ten „zawsze przeciw”.

A przecież — i tu wracamy do myśli przywołanej przez Katarzyna Kasia — moralność nie polega na tym, żeby z zapałem wystawiać oceny całemu światu.

Polega raczej na pytaniu:

czy innym ludziom jest z nami dobrze?

I czy nam samym jest dobrze z tym, jak traktujemy innych.


Najtrudniejsza sztuka – nie osądzać zbyt szybko

To wcale nie oznacza, że wszystko wolno.
Że nie ma dobra i zła.
Że wszystko jest względne.

Nie.

Są sytuacje jednoznaczne. Tak jak z tym nieszczęsnym nożem.

Ale ogromna część życia społecznego jest bardziej skomplikowana niż stół w jadalni.

Ludzie działają pod presją.
W emocjach.
W zależnościach zawodowych.
W układach politycznych.
W relacjach rodzinnych.

Czasem ktoś robi coś głupiego.
Czasem ktoś mówi coś za dużo.
Czasem ktoś zwyczajnie się myli.

I wtedy zaczyna się prawdziwy test kultury społecznej.

Bo można kogoś natychmiast wyrzucić z „towarzystwa ludzi kulturalnych”.

Albo spróbować najpierw zrozumieć.


A może najpierw sprawdźmy własny nóż?

Felietony mają tę wadę, że często kończą się morałem.

Ten będzie trochę inny.

Zanim w lokalnej polityce, w radzie gminy, w komentarzach pod artykułem czy przy sklepowej ladzie zaczniemy kolejny moralny proces — warto zadać sobie jedno pytanie:

czy przypadkiem sami nie oblizujemy noża?

Bo wbrew pozorom w małych społecznościach największym problemem nie jest brak moralności.

Największym problemem jest nadmiar pewności, że tylko my ją mamy.

Autor: Rafał Chwaliński
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry