Nazwy nie są przypadkowe. W świecie żywności to nie marketing rządzi słowami – tylko prawo. A to mówi wprost: „mleko” to mleko. I koniec dyskusji.
Dlaczego „mleko” to nie jest dowolne słowo?
– „Konsument ma prawo wiedzieć, co kupuje” – podkreśla Stefan Krajewski.
To zdanie wbrew pozorom nie jest sloganem. W unijnym prawie „mleko” ma ścisłą definicję: to wydzielina gruczołu mlekowego zwierząt. Bez dodatków, bez kombinowania, bez marketingowych sztuczek.
W praktyce oznacza to jedno: napój migdałowy, owsiany czy sojowy nie może być „mlekiem”. Nawet jeśli ktoś bardzo chce.
A co z „masłem roślinnym” i „serem wegańskim”?
Tu zaczyna się problem, który producenci próbują obchodzić na różne sposoby.
Nazwy takie jak:
- mleko
- masło
- śmietanka
- ser
- jogurt
- kefir
są prawnie zarezerwowane wyłącznie dla produktów pochodzenia zwierzęcego.
Nie można ich używać nawet z dopiskiem „roślinne”. Czyli „masło roślinne” to… formalnie błąd.
Jak wydoić owies by było mleko – Humor radia DTR
Nie tylko nazwa. Liczy się też to, co „widać”
Jak tłumaczy Dorota Bocheńska:
– „Zakaz dotyczy nie tylko nazwy, ale całej prezentacji produktu”.
I tu robi się ciekawie.
Bo pod lupę trafiają także:
- grafiki przypominające mleko
- krople stylizowane na literę „o”
- slogany typu „to nie mleko”
- wyróżnianie fragmentu „mlek” w nazwie
Czyli nawet zabawa słowem może być uznana za wprowadzanie w błąd.
Krótko mówiąc: nie wystarczy nie napisać „mleko” – nie można nawet sugerować, że to coś „jak mleko”.
Wyrok, który zamknął dyskusję
Sprawę jednoznacznie rozstrzygnął Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w głośnym orzeczeniu dotyczącym TofuTown.
Trybunał uznał, że:
- nazwy mleczne są chronione
- nie można ich używać nawet z doprecyzowaniem typu „sojowe”
- liczy się nie tylko treść, ale też skojarzenie
Czyli nie ma znaczenia, że klient „i tak wie”. Prawo nie działa na zasadzie domysłów.
O co tu naprawdę chodzi?
Oficjalnie – o ochronę konsumenta.
Nieoficjalnie? Też o pieniądze i rynek.
Bo:
- sektor mleczarski broni swoich nazw jak znaków towarowych
- producenci roślinni walczą o skojarzenia i półkę w sklepie
- klient… stoi między tym wszystkim z kartonem w ręku
I ma nie zgadywać.
Co zobaczymy na sklepowych półkach?
Dlatego coraz częściej zamiast „mleka” pojawiają się:
- „napój owsiany”
- „napój migdałowy”
- „napój sojowy”
Brzmi mniej romantycznie, ale za to zgodnie z prawem.
I na koniec pytanie, którego nikt głośno nie zadaje
Czy naprawdę ktoś myli mleko krowie z napojem owsianym?
A może to nie o konsumenta tu chodzi… tylko o to, kto ma prawo do słów?


