Przez pięć dni w tygodniu wstają wcześnie, spędzają wiele godzin w szkole, wracają do obowiązków domowych, a w weekend próbują odzyskać utracony sen. Polskie badanie obejmujące niemal 10 tysięcy uczniów pokazuje, że prawie połowa śpi w dni szkolne krócej niż siedem godzin. Naukowcy wskazują na związki niedoboru snu z niekorzystnymi zachowaniami zdrowotnymi. Tymczasem przepisy nie nakazują rozpoczynania lekcji o ósmej rano. Czy organizacja szkolnego dnia nadąża za wiedzą o biologii młodzieży?
Radio DTR | 30 października 2026 r.
Szkolny tydzień, którego organizm nie potrafi odespać
Jest szósta rano. Za oknem jeszcze ciemno. Budzik dzwoni, choć organizm najchętniej spałby dalej. Trzeba wstać, przygotować się, dotrzeć na autobus, pociąg albo do szkoły oddalonej o kilkanaście minut spaceru. O ósmej zaczyna się pierwsza lekcja. Niezależnie od tego, czy uczeń jest wypoczęty, czy ledwie utrzymuje koncentrację.
W sobotę sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Nie ma budzika, szkolnego dzwonka ani konieczności dotarcia na pierwszą lekcję. Nastolatek śpi dłużej. Rodzice czasem interpretują to jako lenistwo, brak dyscypliny albo dowód, że ich dziecko prowadzi zbyt intensywne życie nocne.
Tymczasem wyjaśnienie może być bardziej złożone.
Badania polskiej młodzieży wskazują, że dłuższy sen w weekendy jest powszechny i może stanowić próbę wyrównania niedoboru nagromadzonego podczas dni szkolnych. Problem nie sprowadza się przy tym do jednego złego nawyku. Łączą się w nim czynniki biologiczne, społeczne oraz organizacyjne.
Prawie 10 tysięcy uczniów. Wyniki powinny dać do myślenia
24 lipca 2026 roku w czasopiśmie naukowym „Frontiers in Sleep” opublikowano badanie zespołu Doroty Godziny z Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie.
Analizą objęto odpowiedzi 9874 uczniów ostatnich klas liceów i techników. Dane zbierano między październikiem 2023 roku a styczniem 2024 roku. Uczniowie pochodzili z 227 szkół, wybranych w ramach ogólnopolskiego projektu badawczego.
Wyniki ujawniają wyraźną różnicę między długością snu podczas nauki a odpoczynkiem w weekendy.
Średnio uczniowie spali w dni powszednie 6,7 godziny, czyli około 6 godzin i 42 minut. W soboty i niedziele czas ten wzrastał do dziewięciu godzin.
Aż 46,2 procent respondentów deklarowało, że w dni szkolne śpi krócej niż siedem godzin. W weekendy niemal 95 procent badanych spało ponad siedem godzin.
Różnica wynosiła średnio około dwóch godzin i osiemnastu minut na noc.
Nie oznacza to, że każdy uczeń odsypiał w identyczny sposób. Są to średnie wartości uzyskane na podstawie deklaracji ankietowych. Pokazują jednak skalę zjawiska, którego nie sposób wyjaśnić wyłącznie indywidualnymi przyzwyczajeniami.
Siedem godzin to dla wielu nastolatków za mało
Ile powinien spać młody człowiek?
Według zaleceń Amerykańskiej Akademii Medycyny Snu osoby w wieku od 13 do 18 lat potrzebują regularnie od ośmiu do dziesięciu godzin snu na dobę.
Warto przy tym zaznaczyć, że uczniowie ostatnich klas szkół ponadpodstawowych często mają już 18 lub 19 lat. Nie dla wszystkich obowiązuje zatem dokładnie ten sam przedział zaleceń. Jednak sen trwający mniej niż siedem godzin pozostaje niepokojącym wynikiem dla znacznej części tej grupy.
Przyjmijmy prosty przykład.
Uczeń zasypia o 23:00, a budzik nastawia na 6:00. Nawet jeżeli zaśnie natychmiast i nie obudzi się w nocy, ma tylko siedem godzin snu.
Gdyby jego zapotrzebowanie wynosiło osiem godzin, każdego dnia brakowałoby mu jednej godziny.
Po pięciu dniach uzbierałoby się pięć godzin niedoboru.
Dłuższy sen w sobotę i niedzielę może częściowo zmniejszyć jego skutki, ale biologicznej regeneracji nie da się rozliczać tak łatwo jak zaległego rachunku.
Organizm nie prowadzi księgowości. Nie wystarczy dopisać kilka godzin w weekend, aby mieć pewność, że wszystkie konsekwencje tygodniowego niedosypiania zniknęły.
„Sowy” i „skowronki”. Nie wszyscy funkcjonują według tego samego zegara
Już w 2011 roku polscy naukowcy opublikowali badanie zatytułowane „Chronotypy a deprywacja snu u młodzieży licealnej”.
Objęło ono 571 uczniów w wieku od 17 do 19 lat z sześciu liceów ogólnokształcących. Dane zbierano w 2010 roku.
Badacze analizowali tak zwane chronotypy, czyli indywidualne preferencje dotyczące pór snu i aktywności.
W uproszczeniu wyróżnia się osoby preferujące poranną aktywność, określane potocznie jako „skowronki”, oraz osoby bardziej aktywne wieczorem, nazywane „sowami”.
W badanej grupie dominował chronotyp pośredni. Największe różnice w długości snu między dniami szkolnymi a weekendami występowały jednak u uczniów o preferencjach wieczornych.
Dziewczęta spały w dni nauki średnio 6 godzin i 51 minut, a chłopcy 6 godzin i 59 minut. W weekendy obie grupy osiągały średnio około 8 godzin i 53 minut.
Co istotne, badacze odnotowali także przesunięcie środkowego czasu snu w weekendy o około dwie godziny.
Oznacza to, że młodzież nie tylko spała dłużej, ale również zmieniała położenie całego okresu snu na osi doby.
W okresie dojrzewania naturalny rytm okołodobowy często przesuwa się ku późniejszym godzinom. Nastolatek może więc odczuwać senność później niż młodsze dziecko, mimo że nadal potrzebuje długiego odpoczynku.
Nie oznacza to, że każdy uczeń jest biologiczną „sową”. Wskazuje natomiast, dlaczego jednakowa godzina rozpoczynania zajęć może być dla jednych stosunkowo łatwa do zaakceptowania, a dla innych trudniejsza.
Weekend pomaga, ale poniedziałek przynosi kolejny problem
Dłuższe spanie w sobotę i niedzielę nie zawsze oznacza jedynie zdrową regenerację.
Gdy nastolatek przez pięć dni wstaje o szóstej, a w weekend budzi się znacznie później, może dojść do dużego przesunięcia rytmu snu i czuwania.
Zjawisko to określa się jako społeczny jet lag. Przypomina ono częściowo trudności związane z przestawianiem zegara biologicznego po podróży między strefami czasowymi.
W niedzielę wieczorem uczeń, który długo spał rano, może mieć kłopot z zaśnięciem o odpowiedniej porze. W poniedziałek budzik dzwoni jednak dokładnie tak samo jak tydzień wcześniej.
Powstaje mechanizm, który może utrwalać nieregularny rytm snu.
Nie każda zmiana weekendowego harmonogramu musi wywołać takie konsekwencje. Znaczenie mają zarówno długość snu, jak i godziny zasypiania, wstawania oraz indywidualne predyspozycje.
Dlatego eksperci zalecają nie tylko zapewnienie odpowiedniej liczby godzin odpoczynku, ale również utrzymywanie możliwie regularnego harmonogramu.
Energetyk, telefon i niewyspanie. Co jest przyczyną, a co skutkiem?
W najnowszym polskim badaniu naukowcy analizowali nie tylko długość snu, lecz także styl życia młodzieży.
Wśród uczniów śpiących krócej niż siedem godzin częściej występowały niekorzystne zachowania zdrowotne, w tym spożywanie żywności wysoko przetworzonej, palenie tytoniu, picie alkoholu oraz długotrwałe korzystanie z ekranów.
Co szczególnie interesujące, w grupie śpiącej krócej niż siedem godzin 69,3 procent badanych deklarowało co najmniej pięć godzin dziennie przed ekranem w dni powszednie. W grupie śpiącej co najmniej siedem godzin odsetek wynosił 63,7 procent.
Średni czas ekranowy wszystkich respondentów wynosił 5,9 godziny w dni powszednie i 6,7 godziny w weekendy.
Nie jest jednak możliwe rozstrzygnięcie na podstawie tego badania, czy długie korzystanie z ekranów powodowało krótszy sen, czy też oba zachowania współwystępowały z innych przyczyn.
Możliwe są różne mechanizmy. Media społecznościowe i gry mogą opóźniać zasypianie. Z drugiej strony przemęczony młody człowiek może spędzać więcej czasu na mało wymagających aktywnościach ekranowych.
Podobnie wygląda kwestia napojów energetycznych.
Kofeina może czasowo ograniczać odczucie senności, ale nie zastępuje snu. Spożywana późno może utrudniać zasypianie i pogłębiać problem następnego dnia.
To błędne koło, w którym niewyspanie sprzyja poszukiwaniu pobudzenia, a pobudzenie może utrudniać odpoczynek.
Niedobór snu to nie tylko ziewanie na lekcji
W debacie publicznej brak snu bywa traktowany jako przejściowa niedogodność. Uczeń jest zmęczony, gorzej się koncentruje, ale po powrocie do domu może przecież odpocząć.
Wiedza medyczna wskazuje na znacznie szersze znaczenie snu.
Regularnie zbyt krótki odpoczynek wiąże się z problemami dotyczącymi uwagi, uczenia się, pamięci, regulacji emocji i samopoczucia psychicznego.
Badacze obserwują również związki niedostatecznego snu z zaburzeniami metabolicznymi, otyłością, nadciśnieniem i innymi czynnikami ryzyka chorób układu krążenia.
Nie oznacza to, że uczeń śpiący sześć godzin zachoruje na cukrzycę lub nadciśnienie. Mowa o zależnościach statystycznych i ryzyku zdrowotnym, które może narastać wraz z utrwalaniem niekorzystnych nawyków.
Zespół Doroty Godziny wykazał, że krótszy sen współwystępował z mniej korzystnym profilem zachowań zdrowotnych. Badanie miało jednak charakter przekrojowy, dlatego nie rozstrzyga, czy niedobór snu był bezpośrednią przyczyną tych zachowań.
To ważne zastrzeżenie.
Nauka nie daje podstaw do straszenia młodzieży chorobami za każdą nieprzespaną noc. Daje natomiast wystarczające podstawy, aby chronicznego niedosypiania nie bagatelizować.
Senność na lekcjach nie zawsze oznacza nudę
Starsze polskie badanie wykazało jeszcze jeden interesujący problem.
Aż 44 procent badanych dziewcząt i 30 procent chłopców deklarowało nadmierną senność w ciągu dnia co najmniej raz w tygodniu.
Niemal co dziewiąty respondent doświadczał takich problemów codziennie.
U 13 procent badanych wynik w skali nasilenia bezsenności przekraczał przyjęty próg, wskazując na istotne objawy. Nie jest to jednak równoznaczne z klinicznym rozpoznaniem bezsenności.
Takie dane powinny zainteresować nie tylko lekarzy i rodziców, ale również szkoły.
Uczeń senny podczas pierwszej lekcji niekoniecznie jest niezainteresowany przedmiotem. Nie musi też wykazywać braku szacunku wobec nauczyciela.
Czasem po prostu nie jest wypoczęty.
To oczywiście nie zwalnia młodego człowieka z odpowiedzialności za własne nawyki. Wskazuje jednak, że ocena jego zachowania wymaga uwzględnienia szerszych okoliczności.
Szkoła o ósmej? Przepisy wcale tego nie wymagają
W tym miejscu temat zdrowotny zaczyna dotykać organizacji polskiej edukacji.
Godzina 8:00 jest powszechnie kojarzona z początkiem zajęć szkolnych. Nie wynika jednak z ustawowego obowiązku rozpoczynania lekcji właśnie o tej porze.
Ministerstwo Edukacji Narodowej potwierdziło to w odpowiedzi na petycję z 19 grudnia 2025 roku.
W piśmie wyjaśniono, że przepisy nie ustalają jednej godziny rozpoczynania i kończenia zajęć, a szkoły mają w tym zakresie autonomię.
Jednocześnie przypomniano, że przy planowaniu zajęć należy uwzględniać możliwości psychofizyczne uczniów, równomierne obciążenie nauką oraz zasady ochrony zdrowia i higieny pracy.
Nie oznacza to, że wszystkie szkoły mogą bez trudności przesunąć pierwszą lekcję na godzinę dziewiątą.
Dyrektorzy muszą uwzględniać liczbę sal, plan pracy nauczycieli, organizację zajęć, transport i ewentualne wydłużenie szkolnego dnia.
Jednak skoro przepisy dopuszczają różne rozwiązania, pojawia się pytanie, czy dotychczasowa praktyka jest zawsze optymalna.
Ministerstwo ma już petycje. Debata nie jest teoretyczna
3 września 2026 roku do Ministerstwa Edukacji Narodowej wpłynęły petycje dotyczące godzin rozpoczynania zajęć szkolnych.
Jedna z nich odnosi się do późniejszego rozpoczynania obowiązkowych lekcji w szkołach ponadpodstawowych. Druga dotyczy określenia godzin rozpoczęcia zajęć w poszczególnych typach szkół.
W obu przypadkach ministerstwo wskazało termin rozpatrzenia nie późniejszy niż 3 grudnia 2026 roku. Według zweryfikowanych stron ministerialnych petycje oczekują na rozstrzygnięcie.
To interesujący zbieg okoliczności.
W tym samym roku, w którym opublikowano obszerne polskie badanie dotyczące niedoboru snu młodzieży, do resortu edukacji trafiły postulaty odnoszące się bezpośrednio do organizacji szkolnego dnia.
Nie dowodzi to, że petycje powstały pod wpływem tego badania. Pokazuje jednak, że problem przekracza granice dyskusji prowadzonej wyłącznie w środowisku naukowym.
A może należałoby zacząć od dojazdów?
Godzina pierwszej lekcji nie jest jedynym czynnikiem decydującym o porannej pobudce.
Uczeń mieszkający kilkaset metrów od szkoły może wstać znacznie później niż jego rówieśnik dojeżdżający z oddalonej miejscowości.
Różnica staje się szczególnie istotna tam, gdzie młodzież korzysta z transportu publicznego, a połączenia kursują rzadko.
W powiecie trzebnickim i na obszarze północnej części aglomeracji wrocławskiej warto przyjrzeć się temu zagadnieniu w kontekście codziennych podróży do szkół w Trzebnicy, Obornikach Śląskich i Wrocławiu.
Nie dysponujemy jeszcze lokalnymi badaniami, które pozwalałyby określić, ilu uczniów musi wstawać przed godziną szóstą. Nie byłoby więc rzetelne przypisywanie konkretnych wyników szkołom z naszego regionu.
Można jednak postawić pytanie: czy przy układaniu planów lekcji bierze się pod uwagę nie tylko dostępność nauczycieli i sal, lecz także rzeczywisty czas podróży uczniów?
Dla dziecka dojeżdżającego do szkoły różnica między rozpoczęciem lekcji o 8:00 a 8:45 może być większa niż dla osoby mieszkającej w jej sąsiedztwie.
Nie musi jednak tak być, jeżeli rozkład autobusów lub pociągów nie pozwala wykorzystać późniejszej godziny na dodatkowy odpoczynek.
Dlatego ewentualne zmiany należałoby analizować razem z organizacją transportu.
Czy późniejsze rozpoczynanie lekcji rozwiąże problem?
Badania zagraniczne wskazują, że późniejsze rozpoczynanie zajęć może prowadzić do wydłużenia snu młodzieży.
Nie oznacza to jednak, że wystarczy przesunąć szkolny dzwonek, aby rozwiązać wszystkie problemy.
Nastolatek nadal może zasypiać zbyt późno, korzystać intensywnie z telefonu, spożywać kofeinę wieczorem albo zmagać się z problemami zdrowotnymi utrudniającymi odpoczynek.
Istotne pozostają także warunki domowe, obowiązki rodzinne, presja związana z nauką i możliwość aktywności fizycznej.
Późniejsze lekcje mogą być jednym z elementów poprawy sytuacji, ale powinny być oceniane na podstawie rzeczywistych rezultatów.
Dobrym rozwiązaniem mogłyby być pilotaże w wybranych szkołach, z udziałem uczniów, rodziców, nauczycieli i organów prowadzących.
Mierzono by wówczas nie tylko deklarowaną długość snu, lecz także frekwencję, punktualność, senność dzienną oraz funkcjonowanie uczniów.
Dopiero takie dane pozwoliłyby ocenić, czy zmiana organizacyjna przynosi korzyści w konkretnych warunkach.
Nie tylko odpowiedzialność rodziców
W debacie o zdrowiu młodzieży często pojawia się prosty argument: wystarczy wcześniej położyć się spać.
Oczywiście higiena snu ma znaczenie. Regularne godziny odpoczynku, ograniczenie pobudzających aktywności wieczorem i unikanie kofeiny przed snem są rozsądnymi zaleceniami.
Nie można jednak ignorować faktu, że rytm biologiczny nastolatka nie zawsze odpowiada harmonogramowi zaprojektowanemu przez dorosłych.
Podobnie nie można uznać, że całkowita odpowiedzialność za niewyspanie spoczywa na szkole.
Obowiązki rozkładają się między uczniów, rodziców, placówki edukacyjne i organizatorów transportu. Każda ze stron ma wpływ na inne elementy codzienności.
Problem wymaga zatem wspólnego podejścia, a nie poszukiwania jednego winnego.
Szkoła uczy zdrowia. Czy uwzględnia je również w organizacji dnia?
Na koniec pozostaje pytanie, które wykracza poza wyniki obu polskich badań.
Jeżeli wiemy, że sen jest jednym z podstawowych warunków prawidłowego rozwoju i funkcjonowania młodego organizmu, to czy jego znaczenie powinno być uwzględniane również podczas układania planów lekcji?
Nie chodzi o prostą propozycję, aby każda szkoła rozpoczynała zajęcia o dziewiątej.
Chodzi o sprawdzenie, czy obowiązujące rozwiązania wynikają z analizy potrzeb uczniów, czy przede wszystkim z wieloletniego przyzwyczajenia i ograniczeń organizacyjnych.
Polskie badania pokazują, że znaczna część starszej młodzieży śpi w tygodniu krócej, niż powinna. Weekend przynosi dodatkowe godziny odpoczynku, ale nie stanowi gwarancji pełnej regeneracji.
Nauka dostarczyła argumentów za poważnym potraktowaniem tego problemu. Teraz pozostaje pytanie, czy system edukacji zechce je wykorzystać.
Bo być może najważniejsze pytanie nie brzmi, dlaczego nastolatek tak długo śpi w sobotę.
Być może należałoby najpierw zapytać, dlaczego od poniedziałku do piątku tak często nie może spać wystarczająco długo. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy



