Czytaj Radio DTR bez reklam Google30 dni spokojnego czytania. Bez konta i bez abonamentu.
Sprawdź dostęp
Przejdź do treści
środa 28 października 2026
Imieniny: Szymon, Tadeusz, Wszeciech
27 października 2026 r.Polityka

Była współpracownica Karola Nawrockiego z ochrony sopockiego Grand Hotelu zeznała przed sądem, że obecny prezydent miał proponować jej udział w doprowadzaniu kobiet do hotelowych gości za pieniądze. To jedno z najpoważniejszych oskarżeń przedstawionych podczas procesu o ochronę dóbr osobistych, który Nawrocki wytoczył wydawcy Onetu. Zeznania są jednak kwestionowane, a sąd nie rozstrzygnął jeszcze ich wiarygodności. Co rzeczywiście wydarzyło się na sali rozpraw i dlaczego sprawa sprzed niemal dwóch dekad powraca dziś z nową siłą?

Kobieta, która przestała być anonimowym źródłem

27 października 2026 roku w Sądzie Okręgowym w Warszawie odbyła się jawna rozprawa w procesie cywilnym Karola Nawrockiego przeciwko spółce Ringier Axel Springer Polska, wydawcy Onetu.

Przedmiotem postępowania jest artykuł „Karol Nawrocki i tajemnice Grand Hotelu”, opublikowany 26 maja 2025 roku, kilka dni przed drugą turą wyborów prezydenckich. Jego autorzy, Andrzej Stankiewicz i Jacek Harłukowicz, opisali relacje dawnych współpracowników Nawrockiego, według których miał on uczestniczyć w sprowadzaniu prostytutek dla gości sopockiego hotelu.

Reklama

Nawrocki stanowczo zaprzeczył tym twierdzeniom. Uznał publikację za naruszenie swoich dóbr osobistych i skierował sprawę na drogę sądową.

Przez kilkanaście miesięcy jednym z podstawowych problemów publicznej debaty pozostawała anonimowość informatorów. Czy osoby cytowane przez dziennikarzy rzeczywiście były świadkami opisywanych wydarzeń? Czy podtrzymają swoje twierdzenia, gdy przyjdzie im odpowiadać na pytania pełnomocników przed sądem?

We wtorek jedna z nich wystąpiła jawnie.

Natasza Geldon, była pracownica ochrony Grand Hotelu, opowiedziała o sytuacji, którą — jak twierdzi — zaobserwowała podczas pełnienia obowiązków służbowych w latach 2006–2007.

Jej zeznania nie są wyrokiem. Są jednak dowodem osobowym, który sąd musi ocenić w zestawieniu z pozostałym materiałem.

I właśnie ta zmiana ma znaczenie.

Co miało wydarzyć się w Grand Hotelu?

Geldon opisała wieczorny dyżur przy hotelowej recepcji. Zauważyła Karola Nawrockiego wchodzącego do budynku w towarzystwie kobiety i mężczyzny.

Według jej relacji zachowanie kolegi było nietypowe. Pracownicy ochrony nie zajmowali się oprowadzaniem gości ani odprowadzaniem ich na piętra hotelowe. Nawrocki miał natomiast udać się z towarzyszącymi mu osobami w kierunku wind, a następnie na piętra zajmowane przez gości.

Po jego powrocie Geldon zapytała, co oznaczała ta sytuacja.

Odpowiedź, którą przypisała obecnemu prezydentowi, stanowi zasadniczy punkt jej zeznań.

Według świadek Nawrocki miał powiedzieć, że można dodatkowo zarabiać na doprowadzaniu dziewczyn, a następnie zapytać, czy ona również chciałaby w tym uczestniczyć.

Geldon zeznała, że odmówiła.

To istotna część relacji. Świadek nie ograniczyła się bowiem do własnego podejrzenia dotyczącego zachowania współpracownika. Przypisała mu wypowiedź sugerującą możliwość zarobku na organizowaniu kontaktów z kobietami.

Jeżeli jej słowa zostaną uznane za wiarygodne, będą miały znaczenie dla oceny podstaw publikacji Onetu.

Trzeba jednak podkreślić zasadniczą różnicę: świadek opowiada o rozmowie, której — według własnych zeznań — była uczestniczką. Nie oznacza to jeszcze, że udowodniła istnienie zorganizowanego procederu ani udział Nawrockiego w przestępstwie.

Jeden incydent czy część większego mechanizmu?

Tu pojawia się pierwsza istotna granica dowodowa.

Geldon nie zeznała, że wielokrotnie widywała Nawrockiego organizującego spotkania z prostytutkami. Opisała jedno konkretne zdarzenie.

Nie znała tożsamości kobiety ani mężczyzny, których zobaczyła w jego towarzystwie. Nie była świadkiem przekazania pieniędzy. Nie potwierdziła również bezpośrednią obserwacją, że kobieta świadczyła usługi seksualne.

Jej przekonanie, że mogła widzieć prostytutkę i osobę organizującą jej pracę, było interpretacją sytuacji, wzmocnioną — jak utrzymywała — późniejszą rozmową z Nawrockim.

To zastrzeżenie jest ważne.

W postępowaniu sądowym czym innym jest opis własnej obserwacji, czym innym odtworzenie rozmowy, a jeszcze czym innym ocena znaczenia zdarzenia sprzed prawie dwudziestu lat.

Sąd będzie musiał ustalić, które elementy zeznań można uznać za wiarygodne i jaką mają wartość dla rozpatrywanego powództwa.

Nawet ewentualne uznanie, że rozmowa rzeczywiście się odbyła, nie musi automatycznie prowadzić do przyjęcia wszystkich zarzutów zawartych w pierwotnej publikacji.

Rozbieżności, których nie można przemilczeć

Podczas rozprawy pojawiły się również pytania dotyczące spójności wypowiedzi Geldon.

Relacje mediów opisujących przebieg posiedzenia wskazują, że sąd dopytywał świadek o to, kiedy właściwie nabrała przekonania, że towarzysząca Nawrockiemu kobieta była prostytutką.

Według części publikacji Geldon najpierw mówiła o podejrzeniu, a później przedstawiała swoją ocenę z większą stanowczością.

Niektóre redakcje uznały te rozbieżności za podważające wiarygodność świadek.

Jednak samo wystąpienie nieścisłości nie przesądza jeszcze o niewiarygodności całego zeznania. Istotne jest, czego dokładnie dotyczą.

Jeżeli rozbieżność odnosi się wyłącznie do momentu, w którym świadek nabrała podejrzeń, nie musi oznaczać, że nie odbyła się opisywana rozmowa. Jeżeli natomiast występują niezgodności dotyczące przebiegu rozmowy, jej uczestników lub wypowiedzianych słów, ich znaczenie dowodowe może być znacznie większe.

Dlatego fragmentaryczne relacje medialne nie zastąpią pełnego zapisu przesłuchania.

Dla rzetelnej oceny potrzebne jest zestawienie wszystkich wypowiedzi świadek, w tym odpowiedzi udzielanych na pytania sądu i pełnomocników obu stron.

Nie tylko Geldon. Pojawia się kolejne źródło

Podczas wtorkowej rozprawy zeznawał również Piotr Głuchowski, dziennikarz „Gazety Wyborczej”.

To ważny element całej historii, ponieważ już w 2024 roku opublikował on informacje dotyczące domniemanego udziału Nawrockiego w organizowaniu kobiet dla gości Grand Hotelu.

Głuchowski oświadczył, że korzystał z innego informatora niż dziennikarze Onetu.

Jego źródło miało przedstawiać podobne zarzuty, a ponadto opisywać szerszą grupę osób uczestniczących w organizowaniu takich kontaktów.

W relacji dziennikarza pojawiły się także twierdzenia o negocjowaniu stawek i osobie, która miała pełnić kierowniczą rolę w domniemanym przedsięwzięciu.

To potencjalnie istotne informacje, ale należy zachować ostrożność.

Głuchowski potwierdził, co przekazało mu źródło. Nie oznacza to, że sam obserwował opisywane zdarzenia.

W dodatku tożsamość jego informatora pozostaje chroniona tajemnicą dziennikarską.

Mamy zatem kolejny trop, który może wzmacniać znaczenie ustaleń prasowych, lecz sam w sobie nie stanowi jeszcze niezależnego dowodu popełnienia przestępstwa.

Powstaje jednak pytanie: jeżeli różni informatorzy, kontaktujący się z różnymi redakcjami, przedstawiali podobne relacje, to czy ich informacje mają wspólne źródło, czy wynikają z niezależnych obserwacji?

Od odpowiedzi zależy rzeczywista siła tego materiału.

Świadek strony Nawrockiego nie potwierdził zarzutów

Obraz rozprawy byłby niepełny bez zeznań Łukasza Franczaka, dawnego współpracownika Nawrockiego z Grand Hotelu, zgłoszonego jako świadek przez stronę prezydenta.

Franczak zeznał, że w hotelu widywał prostytutki towarzyszące gościom.

Jednocześnie zaprzeczył, aby był świadkiem sprowadzania takich kobiet przez Nawrockiego. Nie potwierdził też, by Nawrocki rozmawiał z nim o wynagrodzeniu za podobne działania.

W ten sposób jego zeznania odnoszą się do dwóch odrębnych kwestii.

Pierwsza dotyczy realiów funkcjonowania hotelu. Obecność prostytutek wśród gości nie jest tym samym co udział pracowników ochrony w organizowaniu ich usług.

Druga dotyczy bezpośrednio Nawrockiego. Franczak nie potwierdził stawianych mu zarzutów.

Nie jest to jednak automatyczne zaprzeczenie temu, co opowiedziała Geldon. Brak obserwacji określonego zachowania przez jednego pracownika nie dowodzi, że inny pracownik nie mógł być świadkiem konkretnego zdarzenia.

Podobnie pojedyncza relacja obciążająca nie wystarcza do przesądzenia całej sprawy.

Reklama

Sąd powinien ocenić zeznania obu osób w ich rzeczywistym zakresie, a nie przez pryzmat politycznych oczekiwań.

Prezydent mówił, że informatorzy wycofują oskarżenia

W tej sprawie istnieje jeszcze jeden istotny wątek.

W październiku 2025 roku Karol Nawrocki w wypowiedzi dla „Wprost” twierdził, że osoby wykorzystane jako informatorzy Onetu wycofują się z przedstawionych oskarżeń.

Tymczasem w procesie cywilnym doszło już do przesłuchania dwóch informatorów redakcji. Według Andrzeja Stankiewicza oboje podtrzymali swoje wcześniejsze relacje.

Jedna z tych osób zeznawała we wrześniu podczas posiedzenia niejawnego. Drugą była Geldon, której wypowiedzi 27 października mogła poznać opinia publiczna.

Warto przy tym odróżnić stanowisko dziennikarza od niezależnej oceny sądu. Pełne zeznania pierwszego informatora nie zostały publicznie udostępnione.

Sytuacja rodzi jednak uzasadnione pytanie o podstawy wcześniejszych wypowiedzi prezydenta.

Czy Nawrocki dysponował informacjami świadczącymi o rzeczywistym wycofywaniu się świadków? Czy chodziło o inne osoby? A może jego ocena wynikała z przekonania, że informatorzy nie przedstawią zarzutów przed sądem?

To pytania, na które powinna odpowiedzieć strona prezydencka.

Dlaczego nie było procesu przed wyborami?

Publikacja Onetu ukazała się 26 maja 2025 roku, w okresie bezpośrednio poprzedzającym drugą turę wyborów prezydenckich.

Nawrocki nie skorzystał wówczas z procedury wyborczej służącej szybkiemu rozpoznawaniu określonych spraw dotyczących rozpowszechniania nieprawdziwych informacji.

Zamiast tego zdecydował się na postępowanie cywilne, które rozpoczęło się dopiero we wrześniu 2026 roku.

Andrzej Stankiewicz uważa, że sprawa mogła zostać rozpoznana jeszcze w kampanii wyborczej, gdyby wniesiono odpowiedni wniosek.

Przedstawiciele środowiska politycznego popierającego Nawrockiego podnosili natomiast, że publikacja prasowa nie musiała spełniać przesłanek pozwalających na zastosowanie trybu wyborczego.

Ten spór prawny nie został rozstrzygnięty przez samo niewniesienie wniosku.

Nie można zatem twierdzić, że rezygnacja z szybkiej procedury świadczyła o prawdziwości zarzutów. Nie można również wykluczyć, że wcześniejsze postępowanie doprowadziłoby do publicznego przesłuchania świadków przed głosowaniem.

Faktem pozostaje, że zasadnicza konfrontacja zeznań następuje już po wyborach.

Czy zeznania oznaczają oskarżenie o przestępstwo?

W języku publicznym pojawia się określenie „sutenerstwo”. W języku prawnym trzeba jednak zachować znacznie większą precyzję.

Artykuł 204 Kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność m.in. za ułatwianie innej osobie uprawiania prostytucji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej oraz za czerpanie korzyści majątkowych z prostytucji innej osoby.

W prawie odróżnia się między innymi stręczycielstwo, kuplerstwo i sutenerstwo. Nie są to określenia oznaczające dokładnie to samo zachowanie.

W sprawie Grand Hotelu należałoby więc ustalić nie tylko, czy dochodziło do sprowadzania prostytutek, ale również czy Nawrocki rzeczywiście w tym uczestniczył, w jakim charakterze i czy istniał wymagany przez prawo element korzyści majątkowej.

Wypowiedź o możliwości dodatkowego zarobku, jeśli rzeczywiście padła, mogłaby być istotną poszlaką. Nie dowodzi jednak automatycznie, że doszło do czynu zabronionego.

Co więcej, toczący się proces nie dotyczy odpowiedzialności Nawrockiego za przestępstwo z art. 204 Kodeksu karnego.

To sprawa cywilna o ochronę dóbr osobistych.

Sąd bada więc przede wszystkim zasadność roszczeń prezydenta wobec wydawcy Onetu. Znaczenie może mieć zarówno prawdziwość opublikowanych twierdzeń, jak i rzetelność pracy dziennikarzy, sposób przedstawienia zarzutów oraz interes społeczny uzasadniający publikację.

Nie oznacza to, że wydawca może bez ograniczeń publikować dowolne oskarżenia. Oznacza natomiast, że ocena jego odpowiedzialności cywilnej nie sprowadza się do pytania, czy istnieje prawomocny wyrok karny wobec bohatera artykułu.

Proces dotyczący przeszłości, ale pytania dotyczą teraźniejszości

Grand Hotel i wydarzenia sprzed niemal dwudziestu lat są dziś przedmiotem procesu, w którym występuje urzędujący prezydent Rzeczypospolitej Polskiej.

Ma to szczególne znaczenie dla standardów debaty publicznej.

Osoba pełniąca najwyższy urząd w państwie ma prawo do ochrony dobrego imienia. Jednocześnie społeczeństwo ma prawo do informacji o poważnych zarzutach dotyczących przeszłości osoby sprawującej władzę.

Żadne z tych praw nie powinno automatycznie eliminować drugiego.

Nie wystarczy powiedzieć, że oskarżenia są polityczne, skoro istnieją osoby gotowe przedstawić swoje relacje przed sądem.

Ale nie wystarczy także uznać, że sam fakt złożenia zeznań rozstrzyga o ich prawdziwości.

Istotne jest, czy relacje są spójne, niezależne, możliwe do skonfrontowania z dokumentami oraz odporne na szczegółowe pytania.

W sprawie Nawrockiego te kwestie dopiero podlegają sądowej ocenie.

Kolejna rozprawa. Teraz pytania trafią do prezydenta

Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył kolejne posiedzenie na 18 stycznia 2027 roku.

Na ten dzień przewidziano przesłuchanie Karola Nawrockiego w charakterze strony postępowania. Dopuszczono możliwość zdalnego uczestnictwa prezydenta.

To może być ważny etap procesu.

Dotychczas opinia publiczna poznawała głównie zarzuty formułowane przez informatorów i stanowisko prezydenta prezentowane w wypowiedziach publicznych.

Przesłuchanie strony stwarza możliwość odniesienia się do konkretnych okoliczności, które pojawiły się podczas zeznań świadków.

Oczywiście sam termin przesłuchania nie przesądza o tym, czy do niego dojdzie ani jak sąd oceni późniejsze wyjaśnienia.

Wnioski. Nie wyrok, lecz początek rzeczywistej weryfikacji

Rozprawa z 27 października zmieniła charakter publicznej debaty wokół publikacji Onetu.

Anonimowa wcześniej informatorka wystąpiła przed sądem i przedstawiła konkretną relację o zachowaniu oraz słowach, które przypisuje Karolowi Nawrockiemu.

Zeznania te nie dowodzą jeszcze, że obecny prezydent uczestniczył w procederze sutenerstwa. Nie można również pomijać rozbieżności wskazywanych podczas przesłuchania i zeznań osób, które zarzutów nie potwierdzają.

Jednak nie można już sprowadzać całej sprawy jedynie do anonimowego oskarżenia opublikowanego podczas kampanii wyborczej.

Mamy publiczne zeznania, dodatkowe źródło dziennikarskie, spór o wiarygodność relacji i postępowanie sądowe, w którym obie strony mogą przedstawiać swoje argumenty.

W tej historii są zatem dwa równie ważne pytania.

Pierwsze: czy Karol Nawrocki rzeczywiście uczestniczył w opisywanych działaniach?

Drugie: czy dziennikarze Onetu mieli wystarczające, rzetelnie sprawdzone podstawy, aby przedstawić tak poważne zarzuty kandydatowi na prezydenta?

Odpowiedzi mogą, ale nie muszą być ze sobą tożsame.

Najważniejszym rezultatem wtorkowej rozprawy nie jest rozstrzygnięcie, kto mówi prawdę. Jest nim rozpoczęcie publicznej, procesowej weryfikacji oskarżeń, które wcześniej funkcjonowały przede wszystkim w przestrzeni medialnej.

Teraz znaczenie będą miały nie polityczne deklaracje ani medialne interpretacje, lecz wiarygodność dowodów, zeznania wszystkich stron i końcowa ocena sądu.

A do tego momentu pozostaje jeszcze daleka droga.

Radio DTR | Analiza redakcyjna | 27 października 2026 r.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *