czwartek 1 października 2026
30/09/2026Dziennikarz i redaktor naczelny
Oceń materiał

Przez 35 lat zbudowała w Rawiczu rozpoznawalny rodzinny biznes optyczny. Przez lata trenowała z końmi, startowała w zawodach i uczyła się, że siła nie zawsze polega na użyciu siły. Kiedy kontuzja konia zamknęła pewien etap, nie zamknęła potrzeby ruchu i nowych wyzwań. 26 września 2026 roku Joanna „Asia” Giezek stanęła więc na starcie Runmageddonu. Ponad trzy kilometry, co najmniej 15+ przeszkód i jedna, której nie da się zbudować z drewna, stali ani liny — własna głowa. Jak się okazało, w tej próbie nie była sama. Razem z nią wystartowały jej dzieci — córka Angela i syn Jakub.

Joannę Giezek można byłoby przedstawić jako przedsiębiorczynię z Rawicza i na tym właściwie zakończyć pierwszą część tej historii.

Od 35 lat prowadzi rodzinny salon optyczny. Firma zaczynała jako niewielki zakład, a dziś działa jako nowoczesny salon korzystający ze współczesnych technologii badania wzroku i oferujący szeroki wybór opraw. Sama Joanna podkreśla, że okulary mają nie tylko poprawiać widzenie, lecz również pasować do urody, stylu i osobowości człowieka.

Reklama

To biznes, który przetrwał trzy i pół dekady zmian rynku, mody i technologii.

I nadal jest biznesem rodzinnym.

Ale nie o okularach będzie ta historia.

Bo człowieka czasami znacznie więcej mówi to, co robi wtedy, kiedy nie musi niczego nikomu udowadniać.

Pamiętam ją jeszcze ze stadniny

Joannę znam od dawna.

Z czasów, kiedy przyjeżdżała do stadniny razem z córką Angelą. Nie tylko po to, żeby wsiąść na konia i zrobić kilka okrążeń.

Było czyszczenie, opieka, dbanie o kondycję zwierzęcia, trening.

Kto zna konie, ten wie, że jeździectwo bardzo szybko rozprawia się z przekonaniem, że wszystko można osiągnąć siłą.

Nie można.

Trzeba obserwować. Czekać. Powtarzać. Budować zaufanie.

A przede wszystkim nauczyć się panować nad sobą.

Joanna rozwijała się dalej. Poszła również w kierunku naturalnej pracy z koniem, jazdy bez ogłowia oraz Working Equitation.

I tutaj pamięć można już skonfrontować z dokumentami.

Archiwa zawodów pokazują Joannę Giezek reprezentującą Leśny Dwór Pakówka i startującą z klaczą Laurą.

We wrześniu 2019 roku podczas Międzynarodowych Mistrzostw w Jeździe bez Ogłowia Euro Equus Joanna i Laura zajęły drugie miejsce w finale Liberty Trail Senior.

Dwa lata później ponownie pojawiają się w oficjalnych wynikach. W czerwcu 2021 roku podczas międzynarodowych zawodów Working Equitation Joanna zajmowała z Laurą m.in. drugie miejsca w teście ujeżdżenia, zręczności i szybkości w poszczególnych klasach.

We wrześniu tego samego roku wróciła również na Euro Equus, gdzie w finale Liberty Trail Senior zajęła szóste miejsce.

To już nie jest opowieść o kimś, kto „lubił sobie pojeździć konno”.

To były treningi, starty i wyniki.

A potem koń powiedział: dalej już nie

W sporcie istnieje jednak przeciwnik, z którym trudno negocjować.

Czas.

A w sporcie z udziałem zwierząt dochodzi jeszcze jego zdrowie.

Koń Joanny doznał kontuzji.

I tu zaczyna się właściwa historia tego tekstu.

Bo można przez wiele lat budować pewną część swojego życia wokół pasji, treningów i wspólnej pracy ze zwierzęciem, a później nagle stanąć przed pytaniem:

co dalej?

Nie wszystko zależy przecież od nas.

Kontuzjowanemu koniowi nie można wytłumaczyć, że człowiek ma jeszcze ambicje, plany i energię.

Trzeba uszanować jego możliwości.

Ale własnej energii wyłączyć się nie da.

Z siodła na siłownię

Joanna zaczęła więc szukać następnego wyzwania.

Były treningi.

Była siłownia.

Była praca nad własnym ciałem i kondycją.

A później pojawił się pomysł zdecydowanie mniej elegancki niż jazda konna.

Runmageddon.

26 września 2026 roku w Kopalni Piasku Rolantowice odbywała się kolejna edycja tej imprezy.

Na oficjalnej liście uczestników Runmageddon Intro znajduje się:

Asia Giezek.

Tak — Asia to Joanna.

Ale kiedy dokładniej przyjrzeć się liście startowej, historia dostaje jeszcze jeden wymiar.

Są na niej również:

Angela Giezek i Jakub Giezek.

Córka i syn Joanny.

Na trasę ruszyli więc we troje — matka, córka i syn.

I jest w tym szczególna klamra. Angelę pamiętam jeszcze jako córkę przyjeżdżającą z mamą do stadniny, pomagającą przy koniach i uczestniczącą w tej części życia Joanny. Minęły lata, córka dorosła, zmieniły się sportowe wyzwania, ale znów stanęły razem przed próbą.

Tym razem dołączył do nich również Jakub.

Kiedyś były więc konie i stadnina.

Teraz — Runmageddon.

Rodzinie siłą. Tylko tym razem zamiast końskiego grzbietu było błoto.

Trzy kilometry? Brzmi niewinnie

Formuła Intro to ponad 3 kilometry oraz co najmniej 15 przeszkód.

Na papierze trzy kilometry mogą nie robić wielkiego wrażenia.

Tyle że Runmageddon nie polega na przebiegnięciu trzech kilometrów alejką w parku.

Są przeszkody, wspinanie, czołganie, błoto, piach, woda, elementy wymagające siły, sprawności, koordynacji i — chyba przede wszystkim — decyzji, żeby próbować dalej.

Organizator sam przedstawiał Kopalnię Rolantowice jako teren pełen przestrzeni, przeszkód i „błotnych wyzwań”.

I właśnie tam kobieta, którą pamiętam ze stadniny, postanowiła sprawdzić, co zostało z tych wszystkich lat uczenia się własnych granic.

Tylko tym razem bez konia.

Za to z córką i synem obok.

„Największą barierą jest to, co mamy w głowie”

Po wszystkim Joanna napisała coś znacznie ciekawszego niż informacja o ukończeniu imprezy:

„Przeszkody to jedno, a pokonywanie własnych lęków to drugie. Czasem największą barierą jest to, co mamy w głowie. Warto uwierzyć w siebie, zaufać swoim możliwościom i zrobić ten pierwszy krok. Bo często możemy więcej, niż nam się wydaje. To tak w skrócie.”

I właśnie te słowa są powodem, dla którego warto opowiedzieć jej historię.

Nie medal.

Nie czas.

Nie miejsce w tabeli.

Zresztą oficjalny system wyników obecnie nie pokazuje przy jej nazwisku wiarygodnego czasu, więc nie będziemy dorabiać sportowej statystyki tam, gdzie nie ma jej w źródle.

W tej historii wynik znajduje się gdzie indziej.

Koń nauczył czegoś, co przydało się w błocie

Jest pewne podobieństwo pomiędzy człowiekiem stojącym przed przeszkodą na Runmageddonie a jeźdźcem.

Jeździec może patrzeć na przeszkodę.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Koń również ją widzi.

Ale pomiędzy patrzeniem a pokonaniem jej istnieje jeszcze coś — decyzja.

Jeżeli człowiek przestaje wierzyć, że sobie poradzi, zwierzę bardzo często wyczuwa to szybciej niż on sam.

Na Runmageddonie jest podobnie.

Tyle że nie ma już konia.

Nie ma komu przekazać własnego strachu.

Zostajesz ty i przeszkoda.

Rodzina może być obok, może dopingować, może nawet pokonywać tę samą trasę. Ale własny lęk i własną granicę każdy ostatecznie musi pokonać sam.

I wtedy okazuje się, że ściana stojąca przed człowiekiem czasami jest niższa od tej, którą wcześniej zbudował sobie w głowie.

Joanna Giezek

To nie jest historia o Runmageddonie

I właśnie dlatego nie traktowałbym tego jako tekstu o biegu z przeszkodami.

To historia o zmianie.

Najpierw był biznes.

Później rozwijany przez dziesięciolecia rodzinny zakład optyczny.

Równolegle były konie.

Córka Angela przyjeżdżająca z mamą do stadniny.

Czyszczenie, treningi i opieka.

Później coraz poważniejsza praca z koniem, zawody, Liberty Trail, Working Equitation i starty międzynarodowe.

Potem kontuzja konia.

Siłownia.

Trening.

I kolejna próba.

Błoto.

Tyle że w tej ostatniej próbie pojawiła się jeszcze jedna rzecz: rodzina.

Angela, którą przed laty pamiętam przy mamie i koniach, oraz Jakub stanęli razem z Joanną na starcie.

Troje Giezków na jednej trasie.

35 lat firmy też jest konkurencją wytrzymałościową

Można się nawet zastanowić, czy Joanna przypadkiem nie trenowała do Runmageddonu przez ostatnie 35 lat, tylko o tym nie wiedziała.

Prowadzenie własnej firmy przez trzy i pół dekady też jest przecież dyscypliną wytrzymałościową.

Tyle że przeszkody są inne.

Zmieniają się przepisy.

Zmieniają się technologie.

Zmieniają się klienci.

Zmienia się moda.

Trzeba inwestować, podejmować decyzje, czasami zaczynać coś od nowa.

W 2025 roku salon Joanny po 35 latach działalności przeniósł się do nowej siedziby. Firma, która zaczynała jako mały zakład, weszła w kolejny etap działalności.

To również jest przekraczanie granicy.

Tylko bez błota.

Zazwyczaj.

Nie każdy musi biec

Nie będzie tu poradnika motywacyjnego pod tytułem „wstań z kanapy i zostań wojownikiem”.

Nie każdy musi biegać.

Nie każdy musi chodzić na siłownię.

Nie każdy powinien wdrapywać się na konstrukcje i taplać w błocie za własne pieniądze — choć ludzkość wymyśliła znacznie dziwniejsze sposoby wydawania pieniędzy.

Historia Joanny mówi o czymś innym.

O tym, że kolejne etapy życia nie muszą oznaczać wyłącznie rezygnowania z rzeczy, których już zrobić nie możemy.

Mogą oznaczać szukanie tych, których jeszcze nie próbowaliśmy.

Kiedyś była stadnina.

Była Laura.

Były zawody, zręczność, praca z koniem i jazda bez ogłowia.

Potem przyszła siłownia.

A 26 września 2026 roku — Runmageddon.

I jeszcze coś, czego nie można pominąć:

Joanna nie ruszyła na tę przygodę sama. Obok byli Angela i Jakub.

Matka, córka i syn.

I gdzieś pomiędzy przeszkodami, błotem i zmęczeniem Joanna znalazła potwierdzenie własnych słów: możemy więcej, niż sami sobie wcześniej przyznajemy.

Od autora

Ten tekst jest trochę inny niż materiały, które zwykle publikujemy w Radiu DTR.

Joannę znam osobiście od lat. Pamiętam ją jeszcze z czasów stadniny, koni i treningów. Pamiętam również Angelę przyjeżdżającą tam razem z mamą.

Dlatego tym razem nie będę udawał całkowicie bezstronnego obserwatora.

Kibicowałem jej.

I cieszę się, że się udało.

A kiedy już wiemy, że na starcie obok Joanny stanęli również Angela i Jakub, jest jeszcze jeden powód do uśmiechu.

Kiedyś mama i córka spotykały się przy koniach.

Po latach mama, córka i syn spotkali się na trasie Runmageddonu.

Nie dlatego, że Runmageddon zmienia świat.

Dlatego, że czasami warto opisać ludzi, którzy postanawiają zrobić coś tylko po to, żeby sprawdzić, czy jeszcze potrafią przesunąć własną granicę.

Joanna potrafiła.

A rodzina była obok — i też weszła w błoto.

A więc, Joanno — gratulacje.

Angela, Kuba — wam również.

I trzymam kciuki za następny start.

Do następnego rodzinnego taplania się w błocie.

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.