Pałac, powódź i państwo. Gorzanów w potrzasku decyzji

istagram dla kontrolerow zabatkow
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Najpierw woda. Potem decyzje. A dziś – sąd, licytacja i pytania, na które wciąż nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Historia pałacu w Gorzanowie to już nie tylko opowieść o zniszczonym zabytku. To studium zderzenia ludzi, instytucji i procedur, które – zamiast pomagać – zaczynają się wzajemnie blokować.


Czy ktoś był w Gorzanowie?

Wrzesień 2024. Powódź uderza w Kotlinę Kłodzką. W Gorzanowie woda zalewa dziedziniec pałacu, dolną część parku, wdziera się do wnętrz. Sytuacja jest poważna – nie tylko dla mieszkańców, ale i dla samego zabytku.

W takich momentach państwo powinno działać szybko i precyzyjnie. Procedura jest znana: wizja lokalna, ocena strat, decyzje.

Z dokumentów Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków wynika, że taka wizja się odbyła.
Data: 26 września 2024 roku.

Czytaj dalej

Zanim czytasz dalej

Ale tu zaczyna się pęknięcie tej historii.

Fundacja zarządzająca pałacem mówi wprost:

„Obiekt jest w pełni monitorowany, zamieszkujemy na jego terenie i ZAWSZE jest ktoś obecny na miejscu.”

I dalej, już bez żadnych wątpliwości:

„Po przeanalizowaniu materiału z monitoringu nie znaleźliśmy potwierdzenia na obecność organu konserwatorskiego.”

To nie jest drobna różnica w interpretacji.
To sprzeczne wersje wydarzeń.


Dokument kontra monitoring

Z jednej strony: oficjalne pismo urzędu.

Z drugiej: zapis kamer, relacje świadków i brak protokołu.

Bo w tej historii brakuje jeszcze jednego elementu – dokumentu kończącego wizję.

„Każda wizja powinna zakończyć się protokołem” – wskazuje fundacja.

Takiego dokumentu – przynajmniej według ich wiedzy – nie ma.

A jeśli nawet powstał, to nie w sposób, który potwierdzałby obecność urzędników na miejscu.

To już nie jest pytanie o formalność.
To pytanie o podstawę późniejszych decyzji.


Decyzje zapadają szybko

W marcu 2025 roku pojawia się decyzja nr 490/2025.

Kluczowy fragment uzasadnienia:

urząd „powziął informację z mediów społecznościowych”, że na terenie zabytku prowadzone są prace budowlane.

Na tej podstawie:

– wszczęto postępowanie
– wydano decyzję o wstrzymaniu prac
– nadano jej rygor natychmiastowej wykonalności

Czyli: natychmiast stop.

Bez czekania. Bez zawieszenia.

W teorii – ochrona zabytku.
W praktyce – zatrzymanie działań w miejscu, które dopiero co wyszło spod wody.


„Instagram zamiast urzędu?”

Fundacja nie kryje frustracji. W jednym z wpisów pada zdanie, które dobrze oddaje napięcie:

„Wystarczy relacja na Instagramie, żeby podjąć działania.”

To oczywiście ironia. Ale trafiająca w sedno.

Bo jeśli decyzje administracyjne opierają się na sygnałach z mediów społecznościowych, a nie na bezpośredniej kontroli w terenie – pojawia się problem.

I to poważny.


Stan pałacu? Alarmujący

Równolegle powstaje ocena techniczna.

To już nie są emocje. To konkret:

– przeciekające dachy
– zawilgocone mury
– zagrożone stropy
– destabilizacja konstrukcji (m.in. w nimfeum)
– brak odwodnienia
– zalania kondygnacji

W dokumencie pojawiają się słowa:
„pilne”, „natychmiast”, „zagrożenie”

I tu pojawia się paradoks.

Z jednej strony: stan wymagający szybkiej interwencji.
Z drugiej: decyzja administracyjna, która te działania blokuje.


Spiralny efekt decyzji

Fundacja opisuje to wprost:

– brak możliwości korzystania z dotacji
– blokady finansowe
– narastające zobowiązania

I w końcu liczba:

738 000 zł – tyle ma wynosić zobowiązanie widniejące u komornika.

To już nie jest tylko kwestia konserwacji zabytku.
To zaczyna być sprawa o przetrwanie całego projektu.


Sąd: moment kulminacyjny

10 kwietnia 2026 roku.

Sąd Rejonowy w Kłodzku. Sala 128.
Sprawa: licytacja pałacu.

To miał być moment rozstrzygający.

Ale zamiast finału – pojawia się zwrot.

„Licytacja się odbyła, jednak nie nastąpiło przybicie.”

Czyli: procedura ruszyła, ale nie została zakończona.


Ponad 2,5 godziny i… pauza

Posiedzenie trwało długo.
Na sali byli:

– przedstawiciele fundacji
– media
– lokalna społeczność

Ale najważniejsze nie było to, kto przyszedł.
Tylko co zostało powiedziane.

Fundacja twierdzi, że wskazano:

„ponad 12 naruszeń przepisów”

To nie jest detal.
To próba podważenia całej procedury egzekucyjnej.


Sąd bierze czas

Nie ma przybicia. Nie ma decyzji końcowej.

Jest analiza.

Sąd zapowiada, że:

– rozpatrzy skargi
– zbada materiały
– oceni zarzuty wobec komornika

W praktyce oznacza to jedno:

sprawa wraca do gry.


Gra o czas

Najbardziej wymowne zdanie?

„Zyskaliśmy czas.”

Nie wygrali.
Nie przegrali.

Zyskali czas.

A w takich sprawach czas jest walutą.


Co tu się właściwie wydarzyło?

Jeśli spojrzeć na całość, widać ciąg zdarzeń:

  1. Powódź niszczy część obiektu
  2. Pojawia się spór o to, czy była wizja lokalna
  3. Decyzje administracyjne zatrzymują prace
  4. Fundacja traci możliwość finansowania
  5. Narasta zadłużenie
  6. Sprawa trafia do komornika
  7. Dochodzi do licytacji
  8. Licytacja nie zostaje rozstrzygnięta

To nie jest jeden konflikt.

To łańcuch decyzji, które zaczynają się nakładać.


I najważniejsze pytanie

Czy system ochrony zabytków działa w takich sytuacjach tak, jak powinien?

Czy chroni obiekt…

czy prowadzi do sytuacji, w której właściciel przestaje być w stanie go utrzymać?


To dopiero początek

Bo ta historia się nie kończy.

Wręcz przeciwnie.

Dopiero teraz zaczyna się jej najważniejszy etap:

– analiza sądowa
– dalsze decyzje administracyjne
– walka o przyszłość pałacu

I jedno pytanie, które zostaje z nami na koniec:

czy w tej sprawie ktoś jeszcze panuje nad całością?


📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

23 komentarze do “Pałac, powódź i państwo. Gorzanów w potrzasku decyzji”

  1. pałac jest położony wysoko, zdała od rzeki, woda zebrała się na dziedzińcu (po kostki) bo uszkodzona jest kanalizacja, za dużo soli wypięcie na ten zabytek…

      1. Mieszkaniec.

        Ja bym radził skontaktować się z mieszkańcami bez wiedzy fundacji, szczególnie z tymi mieszkającymi w pobliżu. Dowiecie się ciekawych rzeczy, i prawdziwych, nie bajek jak te tutaj.

        1. Chętnie porozmawiamy, ale w tym wszystkim opinia to jedno dokumentu to druga kwestia. Jestesmy tu neutralna redakcja, nikogo nie znamy z tego srodowiska, więc prosze nam nie inputować.

          1. Mieszkaniec.

            Jak na razie to tylko stronnicze redakcje coś o tym piszą, zapewne po znajomości. Dziwi mnie też, że każdy się interesował powodzią ale teraz to nie ma chętnych żeby coś napisać o tym jak to się skończyło.

  2. Mieszkaniec.

    Fundacja po powodzi żerowała na darach dla wszystkich powodzian, teraz dary i pieniądze przeżarli to szukają kolejnego koryta żeby znów miesiącami , a nawet latami się paść. Można spytać fundację kto z powodzian dostał jakieś pieniądze od nich, a było tam wpłacane bardzo dużo tych pieniędzy dla powodzian. Dziwi mnie też ,że nikt nie sprawdził gdzie te pieniądze się podziały, szczególnie nikt z wpłacających… Krótko, ta fundacja to od lat jeden wielki przekręt.

      1. Mieszkaniec.

        Takie czasy, że za dowody można trafić za kratki. W tym Kraju prawo od dawna już nie działa. Nie zapomnę jak jeden z tych uczciwych fundacji na pytania o rozliczenia po prostu odwrócił się tyłem do dziennikarza i po prostu sobie poszedł. .. I co? Byliście tam? Pytaliście o coś czy jak wszyscy, baliście się? Ja myślę, że wszystkie te fundacje powinny być zdelegalizowane, a ludzie zamieszani powinni trafić gdzie ich miejsce.

      2. Mieszkaniec.

        Proszę przyjechać i sobie wypracować dowody. Jak napisałem, wystarczy popytać ludzi. Najlepiej tych najbardziej poszkodowanych. Albo lepiej nie, bo zapewne afera byłaby na cały Kraj albo nawet na cały Świat. To może lepiej już zostańcie przy pisaniu bajek… W które nikt nie wierzy.

    1. tak, fundacja powinna rozliczyć się z wpłat przekazanych dla powodzian. Informacje ile zebrali, komu przekazali.

      1. Mieszkaniec.

        Ja mogę odpowiedzieć. Wiem z kilku źródeł ile było wpłacane. Kto dostał jakieś pieniądze? Wiadomo, że nikt z powodzian. Sami przeżarli w tej fundacji. Pani Ola to wyjątkowo wredna i pazerna osoba, nawet wolontariusze o tym wspominali. Tak im się to spodobało, że do niedawna jeszcze zbierali dla powodzian, być może nadal zbierają… Powodzianie chyba widzieli, że lepsze rzeczy były chowane od razu, a jakieś byle co oddawane dla nich. Wielu mówiło, że oferowano im jakieś stare szmaty z lumpeksu.

      1. Dziękujemy za ten głos. I dokładnie to robimy – przyglądamy się sprawie możliwie szeroko, opierając się na dokumentach, decyzjach i relacjach obu stron. Ten materiał nie jest wyrokiem, tylko próbą pokazania, gdzie pojawiają się rozbieżności i pytania.
        Jeśli ma Pani inne informacje albo spojrzenie – chętnie je poznamy.

        1. może Redakcja zechce zapytać fundację otwarcie o rozliczenie z darów i środków finansowych zebranych dla powodzian, jak zakończyła się zbiórka prowadzona przez fundację? Należą się nam wyjaśnienia. Wywołujemy do tablicy. Redakcja nie jest stronnicza, prawda?

  3. Tylko ARCHE S.A. ogarnie temat, są solidni, mają doświadczenie i kapitał, pasje, klasę, kulturę i nie robią na złość konserwatorowi zabytków. Nie posypują swoich zabytków solą i nie odpalają w Sylwka petardy na dziedzińcu

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry